W życiu każdego człowieka przychodzi moment, ze przestaje się krzyczec, przestaje się mówić o tym co boli, o tym co rozrywa nas od środka. Przychodzi moment kiedy uświadamiasz sobie, ze to wszystko po prostu nie działa tak jak powinno. Przychodzi moment, w którym po prostu przestajesz prosić o cokolwiek, bo zwyczajnie widzisz, ze to nie ma sensu. Nie mam już siły walczyć ze sobą, a tym bardziej z Tobą. Nie mam siły prosić o te drobne gesty, które są tak znaczące. Wiem, ze Tobie tez jest ciężko, ze tez nie możesz już tego ogarnąć, wiem ze się starasz, ale w tym wszystkim zapominasz jakim jestem człowiekiem i jak bardzo specyficzne trzeba mieć do mnie podejście. Jestem trudna w obsłudze, wiem to. Dlatego nie zmuszam Cie, żebyś musiała się ze mną męczyć, nie zmuszam Cię do życia ze mną. Mi nie wystarczy powiedzieć, ze się mnie chce. Ja muszę widzieć, ze Ty mnie chcesz, muszę widzieć w Twoim zachowaniu, ze Ci zależy, ze chcesz walczyć, ze to właśnie ze mną chcesz iść przez ten pojebany świat. Mi trzeba ciagle przypominać, ze coś dla kogoś znaczę, ze jestem ważna, ze jestem potrzebna, ze się mnie kocha, ze się mnie chce, bo ja sama w to wszystko nie wierze. Nie wierze, ze mogę być komuś potrzebna, nie wierze ze jestem wartościowa, ze mam jakieś dobre cechy, ze ktoś może mnie kochać na zabój i do końca życia. Doskonale wiesz, co o sobie sądzę. Nienawidzę siebie, jestem swoim najgorszym wrogiem. Jest we mnie tyle bolu, tyle złości, tyle nienawiści do samej siebie, ze już się w tym pogubiłam. Tak ciężko było mi poprosić o pomoc, bo nienawidzę czuć się taka słaba, taka bezsilna. Nienawidzę przyznawać się do tego. Wole, żeby wszyscy myśleli, ze jestem silna i niezależna. Wole, żebyście widzieli mnie taką jaką chciałabym być, a nie taką jaka jestem. Nie śpiąc dzisiaj do 5 rano uświadomiłam sobie jedną bardzo ważną rzecz... Ja nie mogę na siłe Cię zmieniać, nie mogę na sile uczyć Cię zachowań, których nie masz w zwyczaju. Nie mogę wymagać od Ciebie, żebyś mnie rozumiała, żebyś mi pomogła, a przede wszystkim nie mogę od Ciebie wymagać, żebyś była kimś kim nie jesteś. Jesteśmy w miejscu, gdzie zderzyły się dwa różne światy, dwie zupełnie inne, a jednak tak podobne do siebie osoby. Co mamy z tym zrobić? Nie wiem... Nie sądziłam, ze może być tak ciężko w momencie kiedy dwie osoby tak bardzo się kochają. Teraz już rozumiem, co to znaczy umierac z miłości. Jesteś całym moim światem i kocham Cię najbardziej na świecie i właśnie dlatego muszę się trochę odsunąć, chociaż bardzo nie chce. Nie będę prosić, nie będę Ci płakać przez telefon, nie będę krzyczec, nie będę przeklinać siebie i świata. Tylko pamiętaj... To, ze o czymś się nie mówi to nie znaczy, ze tego nie ma. To wszystko nagle nie zniknie, nie wyparuje ze mnie. Będę się dusić, będę umierac z bolu, ale trudno może tak ma być. Nigdy tak nikogo nie kochałam i nigdy nikt nie był tak bardzo idealny w moich oczach pomimo wszystkich wad. Nikt nie był dla mnie taki jak Ty, przy nikim się tak nie czułam. I wiesz co, przed chwila naprawdę w to wszystko wierzyłam, ze dam radę zapanować nad sobą, ze dam radę ukryć to co czuje, ale zadzwoniłas i usłyszałam Twój głos i pękłam, bo tak bardzo mnie boli to, ze nie możemy nauczyc sie ze sobą żyć. Nie wiem dlaczego tak jest, nie wiem dlaczego uruchamiasz we mnie tak silne emocje, z którymi sobie nie radzę. Nie radzę sobie z tak ogromna miłością do Ciebie, nie umiem tego poukładać. Wiem, jak bardzo Cię boli to kiedy wytykam Ci błędy, wiec już nie będę tego robić, nie będę Cię układać. Postaram się ukryć ten cały ból, który we mnie jest, ale z drugiej strony boje się, ze to zabije mnie do końca. Kiedy Cię widzę naprawdę wszystko przestaje istnieć wokół, nie chce nic tylko Ciebie. Chce żebyś była moja Żoną, chce żebyśmy mogły spełnić swoje marzenia i plany. Po prostu chce Ciebie i tylko Ciebie i mam nadzieje, ze moja krucha psychika to wszystko wytrzyma, bo przecież chcemy mieć nasz domek z milionem piesków i wnuki, pamiętasz? Jesteś dla mnie wszystkim i kocham Cię bez względu na wszystko i kochać będę. Jesteś moja, a ja Twoja, pamiętasz?