Masz takich ludzi, którzy się dla Ciebie liczą, ale jednak masz na nich wyjebane?
Tak, że fajnie, że są, ale jakby nagle ich nie było, to nic by się nie stało, ani nie zmieniło?
Bo wiesz, mam tak wyjebane na wszystkich, tylko nie potrafię na Ciebie.
Pomimo tego, że naprawdę próbuję, to nie wychodzi.
Nie umiem nie pomyśleć czasem o Tobie, o tym co właściwie mam na myśli, słysząc Twoje imię.
Nie umiem nie czytać nocą, kiedy przychodzą mi do głowy niepokojące myśli, naszej rozmowy, gdy pijany przepraszałeś mnie i wydawało się, że tak Ci na mnie zależy.
Pierwszy raz, kiedy poczułam coś takiego.
Nie zliczę ile razy rzuciliśmy sobie słowo kocham cię.
Ile razy się przytuliliśmy, ile się odprowadzaliśmy, to na przystanek, czy pod dom.
Znamy się niepełny rok, przyjaźnimy od ponad dwóch miesięcy, a oboje czujemy jakby minęło co najmniej parę lat.
Dlaczego wiedziałeś wtedy, w piątek, jaki mam kolor oczu?
Dlaczego ja wiedziałam jaki masz Ty?
Dlaczego robisz taki mętlik w głowie.
Czy będę najzimniejszą suką, jeśli po tym wszystkim powiem Ci, że chyba Cię kocham?
Jednak nie wiem jak Cię kocham, bo sama się w tym gubię.
Nie zakochałam się w Tobie, jak w poprzedniej.
Kocham Cię tak, jakbyś nauczył mnie innego rodzaju miłości.
Kocham Cię za to unoszenie, kiedy podskakuje przy Tobie z radości.
Kocham Cię za to porównanie mnie do ogniwa, które daje Ci jakąś chęć do życia.
Za tą uwagę, jaką mi poświęcasz, po prostu za pielęgnowanie naszej przyjaźni.
I nie wiem co to za miłość, bo czuję, że pierwszy raz w życiu mam przyjaciela, więc nie potrafię rozróżnić czy kocham Cię przyjacielu, czy chłopaku.