As soon as you trust yourself, you will know how to live.
Goethe (via citrusina)
One Nice Bug Per Day
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year

Kiana Khansmith

if i look back, i am lost

❣ Chile in a Photography ❣

titsay

Origami Around
EXPECTATIONS

izzy's playlists!
cherry valley forever
Stranger Things
YOU ARE THE REASON
I'd rather be in outer space 🛸
Sweet Seals For You, Always
Jules of Nature
Keni

Kaledo Art
No title available

blake kathryn
d e v o n

seen from Australia

seen from Sweden

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Finland

seen from United Kingdom
seen from France
seen from United States

seen from United States

seen from United Kingdom

seen from Finland
seen from United States
seen from United States

seen from Türkiye
seen from United States

seen from Maldives

seen from Malaysia
seen from United States

seen from United States
@indescribable---emotions-blog
As soon as you trust yourself, you will know how to live.
Goethe (via citrusina)
~Stephen King, "Ręka mistrza".
~Stephen King, “Ręka mistrza”.
“ Do najprzyjemniejszych momentów w życiu należą te, kiedy nie możesz przestać się uśmiechać po spotkaniu lub rozmowie. ”
— Stephen King (via smutnakrolewna)
W pewnej chwili zobaczyliśmy, że hitlerowcy ustawiają pośrodku placu, naprzeciw nas, karabin maszynowy, wycelowany w olbrzymie, stłoczone ciasno zbiorowisko ludzkie, które przyjęło to szmerem grozy. Ale choć wszyscy zdawali sobie sprawę, na co się zanosi, nikt nie odważył się krzyknąć lub wybuchnąć głośnym płaczem. Zapanowała niespokojna, naładowana elektrycznością cisza. Objęliśmy się; mama, ojciec, Chilek i ja; patrzyliśmy na siebie, jak się patrzy po raz ostatni... żeby zabrać ze sobą obraz drogich twarzy, zanim się odejdzie w zupełną ciemność. Wszystko inne, wszystko, czym żyliśmy i o co walczyliśmy dotychczas, przestało być ważne. Ojciec był półprzytomny, mama- po dawnemu spokojna. Uśmiechnęła się nawet do mnie. -Nie bój się - szeptała mi do ucha - każdy człowiek musi kiedyś umrzeć, umiera się tylko jeden raz... A my umrzemy wszyscy razem, nie bój się, to nie będzie takie straszne...
Halina Birenbaum, "Dzieja umiera ostatnia".
"Boję się rano wstać, boję się dnia, codziennie rano boję się otworzyć oczy, ze strachu przed świtem, zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem. No nie mogę. (O, kurwa! W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego). Mam niby jakieś obowiązki, a przecież – pustka, jakby zupełnie nie miało znaczenia czy wstanę czy nie wstanę, czy zrobię coś, czy nie zrobię (ja pierdolę), higiena, jedzenie, praca, jedzenie, praca, palenie, proszki, sen. (Ja pierdolę, kurwa)." ~ Adaś Miauczyński, fragment wypowiedzi z filmu pt. “Dzień świra”, w reżyserii Marka Koterskiego.
Nie mam tu nic do roboty, ale mimo wszystko zszedłem na dół, między umarłych. Mam wobec swego narodu i wobec świata obowiązek; gdybym w wyniku jakiegoś zupełnie nieprawdopodobnego zrządzenia losu wyszedł mimo wszystko stąd żywy - na co z resztą trzeźwo myśląc nie mogę liczyć - mógłbym dac świadectwo temu, co tu na własne oczy widziałem. (...) Rozpoczyna się rozplątywanie góry ciał. Ciężka to praca; zakładając postronki na przeguby zaciśniętych w pięści dłoni rozrywa się piramidę, wlecze się śliskie, mokre zwłoki do znajdującej się w sąsiedniej sali windy. Pracuje tam wielki dźwig towarowy. Na platformę kładzie się po dwadzieścia - dwadzieścia pięć trupów. Podjeżdża ona w górę, do krematorium - wielkie drzwi rozchylają się automatycznie. Czeka przy nich następna część komanda. Na przeguby zmarłych znów zakłada się postronki i ciągnie się zwłoki po śliskim pasie, po betonowej podłodze i przed piętnastu paleniskami pieców. Zwłoki starych, młodych i dzieci leżą długim rzędem na betonie. Z nosa, z ust, z polaleczonych ciał sączy się krew, miesza się z płynącą nieustannie po betonowej podłodze wodą, lejącą się z otwartych kranów...
~Miklós Nyiszli, "Byłem asystentem doktora Mengele"
~Janusz Rudnicki, "Śmierć czeskiego psa"
Denerwowałam się, że kolejka posuwa się tak wolno. Ile jeszcze czasu minie, zanim dotrzemy do tej łaźni, gdzie esesmani odprowadzali wciąż nowe gromady kobiet…? Czyż mogłam wiedzieć, że te godziny na placu przed łaźnią są ostatnie, jakie spędzam z matką?! Że to ostatnie godziny jej życia? A ja jeszcze pragnęłam przyspieszyć moment wejścia do łaźni, do tego obozu! Skąd to mogłam wiedzieć?! Wreszcie nadeszła nasza kolej. Helę, Halinę, mnie i Edę Wilner, kuzynkę Heli, (…) dołączyli esesmani do jakiejś grupy. (…) Mama szła z Helą za nami, a ja nawet nie odwróciłam się, żeby zobaczyć, co się z nimi dzieje, pochłonięta stawianiem kroków, z których każdy sprawiał mi niesamowity ból… Do dziś nie wiem jak znalazłam się w baraku, gdzie od podłogi do sufitu leżały sterty odzieży i butów. Niemcy kazali nam rozebrać się do naga, a rzeczy, prócz butów, rzucić na stos. (…) Popychana przez setki nagich kobiet, dostałam się w pewnej chwili pod natryski. Łaźnia! - pomyślałam z radością. A więc już łaźnia więc zaraz znajdziemy się w ciepłym baraku. Matka miała rację : nie zabiją nas, będziemy żyć i pracować. Jak dobrze! Chciałam rzucić się matce na szyję pod wpływem radości , a także po to, by jej wyrazić swoją miłość i całkowite zaufanie do wszystkiego, co mówiła. Rozejrzałam się szukając jej oczyma w tłumie kobiet pod natryskami. Ale matki nigdzie nie było. Zaczęłam jej szukać coraz bardziej gorączkowo (…) Gdzie mama?! W głowie mi szumiało, gardło miałam ściśnięte, nie mogłam tego pytania wykrztusić. Gdzie mama? - zdołałam w końcu wyszeptać zwracając się do bratowej. (…) i chociaż powiedziała to cicho, usłyszałam wyraźnie “Nie ma mamy”… Poczułam się tak, jakby nagle odebrano mi ręce i nogi. Ale nie rozumiałam jeszcze prawdziwego sensu tych trzech słów. Nie wiedziałam, kiedy ją zabrali, jak to się stało i dlaczego.
~Halina Birenbaum, “Nadzieja umiera ostatnia”,
Znalazł się w świecie uszytym z przeraźliwych dźwięków : krzyku Helen przelatanego krzykiem Lois, przeplatanego piskiem opon forda (…). Przez moment widział szeroko rozwarte niebieskie oczy Nat, a w następnym ułamku sekundy pchnął ją z całej siły w pierś i brzuch (…). Wylądowała na pupie w ulicznym kanale, obijając kością ogonową o krawężnik, ale poza tym nie uszkodzona (…). W następnej sekundzie uderzył go dwutonowy, nadal jadący dobre czterdzieści kilometrów na godzinę ford, i wszystkie dźwięki ucichły. Ralph wzleciał w powietrze powoli (w każdym razie wydawało mu się, że leci powoli) ze znakiem firmy Ford odbitym na policzku i ciągnącą się za nim złamaną nogą. Miał jeszcze czas, by zobaczyć na asfalcie swój poruszający się cień w kształcie litery “X”, miał jeszcze czas, by zobaczyć wokół siebie mgiełkę drobnych czerwonych kropelek (…) Miał jeszcze czas, by zobaczyć Nat siedzącą w kanale, szlochającą, lecz całą i zdrową(…). Jak na sklerotycznego starego przygłupa poradziłem sobie chyba całkiem nieźle, pomyślał. No, a teraz przydałaby mi się drzemka. Spadł na ziemię z obrzydliwym trzaskiem. Pęknięcie podstawy czaszki, złamanie kręgosłupa, płuca przebite potrzaskanymi żebrami, zmiażdżona wątroba, oberwane, podziurawione wnętrzności. Nie czuł bólu. Nic go nie bolało. Nic a nic.
~Stephen King, “Bezsenność”
Zaparkowała przed wypożyczalnią, weszła do apteki i załatwiła, co miała do załatwienia. (…) Johanna kupiła coś jeszcze za czterdzieści dziewięć centów - na paragonie określono to jako “art.różne”. Kiedy wreszcie mogłem przejrzeć zawartość jej torebki (powinienem jednak powiedzieć: kiedy wreszcie się na to zdobyłem), wśród jednorazowych chusteczek, napoczętych opakowań bezcukrowej gumy do żucia oraz niezliczonych przyborów do makijażu znalazłem zawiniętą w sreberko czekoladową myszkę. Jeśli taka myszka nie zasługuje na określenie “art.różne”, to nie wiem, co można by w ten sposób określić. Była to ostatnia rzecz, jaką moja żona kupiła na tym świecie: czekoladowa myszka nadziewana marmoladą. Siedząc przy kuchennym stole , na który wysypałem zawartość torebki, zdjąłem z niej sreberko i zjadłem ją; czułem się tak, jakbym przyjmował komunię. Kiedy po myszce został mi tylko czekoladowy smak w ustach i przełyku, wybuchnąłem płaczem. Siedziałem i płakałem prawie pół godziny.
~Stephen King,“Worek kości”.