Piszę zazwyczaj z punktu widzenia matki niepełnosprawnych dzieci dlatego, że nią jestem. Wiem co przeszłam, co czuję. Odezwały się głosy, że warto by było napisać o ojcach. Oczywiście, że warto bo to wyjątkowi mężczyźni. Nie wiem tylko czy potrafię. Spytałam męża co mam napisać, popatrzył na mnie i stwierdził „A po co?”, „Bo warto o Was napisać, jesteście symbolem prawdziwego mężczyzny nie uciekającego przed problemami, biorącego na barki wszystko z czym życie daje Wam się zmierzyć.” Na co mój mąż: „A o czym tu pisać.”. I tak to jest z tymi naszymi panami. Dla nich życie to nie historia do opowiadania ale do działania.
„Mężczyźni nigdy nie płaczą” to wpajano nam od dzieciństwa. I z tym mają ojcowie gorzej niż my matki. Diagnoza o chorobie dziecka spada tak samo na nich jak i na nas, jak „grom z jasnego nieba”. Nie daje się jednak panom prawa do przeżycia bólu i cierpienia, do słabości. A oni tak jak my kobiety czują. Myślę, że nawet z podwójną siłą. My matki skupiamy się na dzieciach, na pomocy im, a nasi mężowie patrzą z troską po pierwsze na dziecko, a po drugie na nas – matki. Nasz ból przytłacza ich, chcą coś zrobić, załagodzić. Wiedzą, że to na nas spoczywa większość opieki nad dziećmi więc często starają się nam pomóc, dać nam chwilę wytchnienia.
Ja matka często wylewam łzy, ojciec nie zrobi tego prawie nigdy. Większość publicznie nie przyznaje się do bólu, wysiłku, stresu związanego z wychowaniem niepełnosprawnych dzieci. Często nawet w pracy nie wiedzą jak wygląda jego życie, nie skarży się kolegom, nie wylewa łez, nie żali. Wszystko tłumi w sobie. A on tak jak my miał marzenia, plany. Chciał pograć z synem w piłkę, posłać córkę do dobrej szkoły, pokazać im kawałek świata. Uśmiecha się jak znajomi opowiadają o swoich dzieciach, o ich sukcesach. Gratuluje. Nikt jednaj go nie pyta co on w środku czuje. Bo on się nie skarży, nie lamentuje. Jednak nie jest z kamienia, przeżywa swoje życie co dnia i najczęściej w ciszy, w sobie z nim się zmaga.
Od mężczyzny od prawieków wymaga się by zapewniali przede wszystkim byt swojej rodzinie. Rodzina z niepełnosprawnym dzieckiem potrzebuje środków do życia o wiele więcej, a jak na ironię ma ich o wiele mniej. Mama w takiej rodzinie zazwyczaj nie pracuje więc to na ojcu spoczywa obowiązek zapewnienia dóbr materialnych. Niestety szara rzeczywistość jest taka, że jakby się on nie starał nie starcza na wszystko. Na leki, rehabilitację, diety, sprzęt i inne podstawowe rzeczy. To tyle kosztuje. To musi budzić w ojcach wielką frustrację. Czują się często gorsi, mniej znaczący bo nie zapewniają rodzinie wszystkiego czego potrzebuje.
Ojcowie często czują się mniej znaczący. Często my matki jesteśmy współwinne. Gubimy gdzieś tego tatę po drodze. Wymagamy od niego by dał byt rodzinie. Ale już same lepiej wiemy jak zająć się dzieckiem, jak je wychować, jak pielęgnować. Ojciec nigdy nie powie, że coś mu się udało w sprawie dziecka, zawsze pokazuje na żonę, że to ona - ta walcząca, to jej sukcesy. Sam zazwyczaj chowa się w cień kobiety. A przecież co dzień walczy razem z nami, stara się, pomaga.
Cudowni mężczyźni, wręcz idealni, którzy wciąż są mimo burz życiowych ze swoimi dziećmi i żonami. Kobiety, które mają ich u swego boku są szczęściarami. Pamiętajmy też, że są wśród nas również samotni ojcowie, a ich miłość do dzieci jest przeogromna, bez granic.