a on zawiesza dłoń nad jej włosami, tuż nad nimi, nie dotykając ich, potem się obejmują i tulą do siebie, a on kładzie rękę na jej włosach i zaczyna głaskać te jej ciemne długie włosy, raz po raz, a ona opiera mu głowę na ramieniu i widzę, jak tam stoją, wydają się nieruchomi, jak jeszcze jeden obraz, jak jeszcze jeden z tych obrazów, których nigdy nie zapomnę, tak stoją jak obraz, który namaluję, namaluję ich i wymaluję, tak jak teraz stoją, namaluję ich i wymaluję, myślę, bo teraz bije od nich jakby światło, kiedy tak stoją, tak blisko siebie, jakby byli jednością, stoją tak, jakby dwoje ludzi było jednym człowiekiem, tak blisko siebie stoją, nadchodzi wieczór i ciemność pada na tych dwoje jak śnieg, jak płatki śniegu, a mimo to pada jako jedność, jedna ciemność, niepodzielna na kawałki, choć w płatkach, a im bardziej się ściemnia, tym więcej światła bije od nich, tak, bije od nich coś w rodzaju światła, widzę to, i chociaż tego światła być może nie widać, to jednak można je zobaczyć, bo również od człowieka może płynąć światło, zwłaszcza z oczu i najczęściej w przebłyskach, niewidzialne jaśniejące światło, lecz światło, które płynie od tych dwojga, jest równe, spokojne, cały czas jest tym samym światłem, jakby oni, stojąc razem, byli jednym światłem, tak, takie płynie od nich światło, jedno światło, myślę, a on czuje, że ona teraz jest prawie samym światłem, takie ma wrażenie, tak myśli, stojąc tam, ale jak można myśleć tak głupio? i stoi, i obejmuje kobietę z krwi i kości, i myśli, że ona jest światłem, niemądrze tak myśleć, ale do końca mądry przecież nigdy nie był, lecz właściwie tak to czuje, jakby obejmował światło, to dziwne, myśli i dziwi się, że może tak myśleć, kiedy tak stoją objęci, ona obejmuje jego, a on obejmuje ją, nie, to zbyt głupie, żeby tak myśleć, zwyczajnie niemęskie, myśli sobie, bo ona nie jest żadnym światłem, jest kobietą z krwi i kości, ma kształty kobiety z krwi i kości, nie, nie, nie jest żadnym światłem, jest kobietą, jest jego dziewczyną, a nie żadnym światłem, myśli sobie, a ja widzę, jak tych dwoje przestaje się obejmować i nieco się od siebie odsuwa, i widzę, że ciemność nieco odsuwa się od nich, a oni stoją jak wycięci z ciemności, nieco odsunięci od siebie, i wyglądają na trochę zmęczonych, a on myśli, że nie można myśleć, że ona jest światłem, co za głupia myśl, myśli sobie, takie myśli są wielkie i puste, myśli sobie i bierze ją za rękę, a potem idą do drugiej huśtawki