taki mały shitpost bo wsm to nie mam z kim o tym rozmawiać a się czuję jakbym niedawno dopiero się “obudziła” xd
Cale życie myślałam że byłam ofiarą, taką niewinna smutna laska co nie ma szczęścia itp itp GOWNO dosłownie daleko mam do ofiary. Mam dużo przykładów które pokazują że tak naprawdę do nie jestem ofiarą i wsm to jestem okrutna ale wydaje mi się że są za bardzo poważne i kontrowersyjne sytuacje żeby się nimi tutaj podzielić (realnie bym straciła followsow) i powinny zostać dokładnie omówione z terapeutą.. Podzielę się za to jednym przykładem
Zawsze myślałam że ojejku wszyscy mnie zostawiają jestem taka smutna bla bla bla. Później wsm to zauważyłam że to JA każdego zostawiam ale wmówiłam sobie że to dlatego że “boję się że to oni mnie opuszczą pierwsi”. TERAZ DOSLWONIE TAK O TUM MYŚLĘ TO JA LITERALNIE NIE BAŁAM SIĘ ŻE TE OSOBY MNIE ZOSTAWIA. Nie mam kurwa pojęcia dlaczego sobie przez tak długi czas wmawiałam że “tak, porzucam każdego mojego znajomego bo to jest taki mechanizm obronny ponieważ ja się boję że oni chce mnie opuścić to ja zrobię to pierwsza bla bla bla” jakies gowno co nie?????? Jak przypomnę sobie o każdej osobie z którą się kolegowałam od 8 klasy (mało ich było to łatwo jest ich wymieniać a przed 8 klasa to wgl nikogo nie miałam xd) to ja ich wszystkich zostawiłam bo np w pewnym momencie zaczęłam ich NIENAWIDZIĆ. Okej pierwsza laske z którą się przyjaźniłam zostawiłam bo mi się znudziła, wkurwiala mnie, wmówiłam sobie że ciągle kłamie i wymyśla jakieś historie itp poprostu mi się znudziło, zaczęłam jej nienawidzić i kurwa poprostu przestałam do niej pisać, odpisywałam jej po jakimś dniu albo po dwóch dniach aż w końcu się zapytała czy się nadal przyjaźnimy to jej odpisałam że nie. JA JĄ ZOSTAWIŁAM I NIE DLATEGO ŻE “BAŁAM ŻE ONA MNIE ZOSTAWI PIERWSZA”. Druga laska to była taka z 1 lo i zostawiłam ją dlatego że zaczęła rozmawiać z taką inną dziewczyną i uznałam że chuj jej w duoe i ze skoro chce gadać z tamtą laską to ok i bum zaczęłam jej nienawidzić. Ona próbowała ze mną gadać ale ja jej odpowiadałam jednym słowem czy coś i w końcu przestała się do mnie odzywać (w sensie taki był mój cel). JA JĄ ZOSTAWIŁAM XDDD. Później kolejna przyjaciółka(też z liceum) tą to akurat bardzo lubiłam w odróżnieniu od reszty i była jedyną osobą za którą trochę tęskniłam ale też ją zostawiłam bo mało mi odpisywała w wakacje i były tam jakieś jeszcze mikro problemy większość też z mojej winy i zaczęłam jej nienawidzić więc przestałam do niej pisać, nie odpisywałam jej i nawet jej nie powiedziałam że zmieniam szkołę…. Kolejna zostawiona tak naprawdę bez powodu.. Miałam tyle znajomych z obozu, spotkałam się z nimi dwa razy uznałam że mi sie znudzili i wsm to ich nie lubię i przestałam im odpisywać i chuj koleni zostawieni przeze mnie. Teraz się koleguję z taką dziewczyną z którą chodzę do klasy kurwa jak ja jej nienawidzę I JUŻ WIEM ŻE BĘDZIE MIAŁA TAKI SAM LOS JAK WSZYSCY MOI DOTYCHCZASOWI ZNAJOMI. Nie ma opcji że będę chciała z nią utrzymywać kontakt po maturze. Dlaczego? Nie wiem wkurwia mnie i nie czuję z nią żadnej więzi (jak z poprzednimi znajomymi)
Ludzie jestem aware że to wszystko jest dość okrutne dla tych ludzi ale wsm to nie mam żadnych wyrzutów sumienia ani nie jest mi ich szkoda. Chyba nie jestem stworzona do posiadania znajomych ani innych więzi z ludźmi. Literalnie nie czuję żadnej więzi i wolę być sama niż z innymi?? Mam nadzieję że to nie brzmi corny bo chce być poprostu szczera i to z siebie wyrzucić bo to raczej nie jest normalne?? Czy ktoś kto się zna może się wypowiedzieć dlaczego tak kurwa mam bo jestem mega ciekawa czy jestem poprostu nie dojrzała czy co ??
tak wrzucam to pod tagami motylkowymi bo nie wiem gdzie indziej mam to wrzucić dziękuję