U nas, kiedyś, w kuchni, stał stół. Taki mocny, silny, dębowy. Ładny był to stół. A tyle w nich wspomnień się schowało, teraz to nawet nie zliczę na stare lata. Dużo razem gotowaliśmy, w kuchni zawsze pachniało, a to tymiankiem, pieczonym mięsem, plackiem z jabłkami. Codziennie coś musieliśmy razem upichcić. A krojone było na tym stole właśnie. Mieszane, przyprawiane i oczywiście jedzone. Jedliśmy dużo, prawie brzuchy nam pękały, tak się cieszyły. Kuchenny stół był centrum naszego mieszkania. Tam rozmawialiśmy, czytaliśmy gazety, książki, słuchaliśmy radia, piliśmy herbatę, a czasem nawet się kochaliśmy. Jak człowiek młody i zakochany to wszędzie można się kochać. Nawet na twardych deskach, na podłodze, stole, w górze, w dole, czy to łąka czy las. Nieważne. To nie ma znaczenia. Miłość jest najważniejsza, nie miejsce. Przy tym stole też się kłóciliśmy. On przeklinał, ja cicho popłakiwałam. Niedługo te nasze kłótnie trwały. Zaraz, jak zobaczył, że moje oczy puchną a policzki wilgotnieją, cichnął. Nie minęło więcej niż parę minut, już mnie do siebie tulił i powtarzał: Już dobrze, już dobrze. Ciężko nam było się z tym stołem pożegnać. Żadne nie chciało odpuścić tego stołu. Już wszystkim się podzieliliśmy. Sprawiedliwie. Moje radio, jego telewizor. Jego kanapa, moje łóżko. I tak dalej. Nawet Zośkę mu oddałam. Zośka była bardziej jego niż moja. Choć też ją kochałam. Ale nie będę psa mu zabierać, jak widać, że bardziej do niego lgnie. Zośka niczemu nie zawiniła. Niech pies będzie szczęśliwy, chociaż on. I tygodniami trwała ta nasza walka o stół. A jakie głupie pomysły nam wtedy do głowy przychodziły. Żeby ten stół na pół, piłą na pół. Kto by pomyślał, żeby taki piękny stół niszczyć? Stół to stół. Cztery nogi musi mieć a nie dwa, żeby kulał. Ten stół by wtedy bolało i nas też. I nasze wszystkie wspomnienia zamknięte w tym stole. A wystarczająco nas bolało. Mnie nadal czasem coś zakłuje. Mieszkanie już całe wyczyszczone było. Puste ściany, tylko ten stół w kuchni. I myśmy go tam tak zostawili. Może ktoś, kto tam się wprowadził, wyrzucił nasz stół. A może do dziś dnia komuś sprawnie służy. Może dzieci na nim rysują i odrabiają lekcje, a może ktoś się na nim kocha, tak jak my wtedy.













