⠀⠀⠀⠀Wyobraź sobie, że nagle budzisz się i… niczego nie pamiętasz.
Nie wiesz kim jesteś, gdzie jesteś, ani nawet kiedy jesteś.
Dzięki nauce, w której okazujesz się zaskakująco dobry, oraz stopniowo powracającym wspomnieniom, dowiadujesz się, że jesteś na statku kosmicznym. W przestrzeni kosmicznej (co wcale nie musi być oczywiste!). Do tego w innym układzie słonecznym.
⠀⠀⠀⠀Zaraz- Co? Jak to możliwe?!
Może przywołanie wspomnień o tym kim jesteś pomoże popchnąć rozwiązywanie tej zagadki dalej. Spróbujmy…
Przypominasz sobie małe mieszkanie, niewielką kawalerkę. Jest schludne, ale nie widać w nim kobiecej ręki. Na stoliku przed telewizorem leży podgrzane gotowe danie. A więc jesteś sam. Czy jesteś rozwiedziony? A może jesteś gejem? Tego niestety nie pamiętasz. Nie wydaje się to zbyt istotne w tym momencie. Oglądasz w telewizji relację na temat Linii Pietrowej. To takie ekscytujące! Czy to może być dowód na istnienie życia pozaziemskiego? Myślisz o tym, że następnego dnia koniecznie musisz opowiedzieć o tym dzieciakom. Jakim dzieciakom? Nie wyglądasz, jakbyś miał dzieci, choć czujesz, że je lubisz. To trochę niepokojące… Och, no tak, jesteś nauczycielem! Uczysz dzieci przyrody! Co za ulga.
⠀⠀⠀⠀No dobrze, ale co nauczyciel przyrody robi w kosmosie?
Linia Pietrowej. Astrofagi. Umierające słońce. Eva Stratt i jej super tajne, wypasione laboratorium. Projekt Hail Mary. Wyprawa na Tau Ceti. Zostajesz wybrany najpierw do badań nad astrofagami (sam nadałeś im tę nazwę), bo byłeś wcześniej czynnym naukowcem. Przez lata broniłeś swojej teorii o tym, że życie nie potrzebuje wody by istnieć, a te przeklęte astrofagi udowodniły, że się mylisz.
Potem wsadzili cię siłą do rakiety i wysłali wraz z dwójką prawdziwych astronautów w podróż w jedną stronę.
Z całej trójki zostałeś tylko ty. Samotny pośród obcych gwiazd. Ratowanie świata pozostawiono w rękach nauczyciela przyrody.
Świata, którego już nigdy nie zobaczysz.
Załamujesz się. Płaczesz. Czujesz złość, strach, nie chciałeś tego.
⠀⠀⠀⠀Nagle statek bombarduje cię alertami o nieoczekiwanej anomalii. Na ekranie widzisz wielki obiekt, który przypomina kształtem statek kosmiczny, tylko że ten jest obcy. Kamera wykrywa ruch. Jakiś przedmiot z tego statku leci w stronę twojego. Czy to atak? Czy to wybuchnie? Co to jest i jakie są intencje… czegokolwiek, co jest na tym statku? Czekasz jak na ścięcie, wpatrując się w pędzący obiekt. Chwilę przed zderzeniem ze statkiem zaciskasz powieki, ale… Nic się nie dzieje. Obiekt odbija się. To nie był atak… Czyli… Próbują się porozumieć!
Dziękuję za wszystkie pytania! Są niezwykle inspirujące i pozwolę sobie odpowiedzieć na nie z perspektywy postaci.
Jaką osobą chciałby być Rayland?
Chciałbym być jak @captainblondebeardofmars.
Chciałbym nie bać się ludzi i całego świata.
A przede wszystkim chciałbym być kimś, kto jest bezczelny w ten dobry sposób - czyli potrafi postawić na swoim, a także potrafi postawić jasne granice i ich bronić.
Ja potrafię tylko obrazić kogoś nazywając go marnowaniem powietrza, po czym obrazić się, że innych to oburza. To ten zły sposób bycia bezczelnym.
Z jakim filmem kojarzy się Twojej postaci wiosna?
October Sky.
Film o fascynacji nauką, patrzeniu w niebo i odkrywaniu, że świat jest większy niż codzienność. Taka energia pierwszych ciepłych dni, kiedy człowiek znowu chce coś budować i eksperymentować. Przy okazji to dobra przypominajka, by marzyć i nie poddawać się w spełnianiu tych marzeń.
Tak, napisałem to ja, Ryland Grace, który zrezygnował ze swoich marzeń i został nauczycielem. Mądry Grace po szkodzie, czy jakoś tak.
Z jakiego swojego wątku jesteś najbardziej dumny?
Prowadzę dwa wątki i z obu jestem tak samo dumny. Są zupełnie różne, każdy z nich zawiera w sobie inne wyzwania oraz emocje, jakie targają moją postacią, przedstawiają też odmienne relacje. Mają inny "vibe", ale w każdy z nich łatwo jest mi wejść podczas tworzenia odpisów. Zresztą, trudno jest porównywać ratowanie świata przed pandemią Eridiańskiego Covida, a ratowaniem świata przed zamarznięciem i byciem zamkniętym w jednym statku kosmicznym z marsjańskim Bearem Gryllsem. Nie wiadomo, co jest gorsze.
Piosenka, wiersz, cytat, który z kimś Ci się kojarzy. Możesz oznaczyć lub zachować to dla siebie.
https://www.youtube.com/watch?v=Sj_9CiNkkn4
Ty wiesz, że to ze specjalną dedykacją dla ciebie.
Dorosłość. [Interpretacja dowolna.]
6. Wiosenny outfit Twojej postaci.
Obowiązkowy płaszcz przeciwdeszczowy, najlepiej w jak najbardziej rzucającym się w oczy kolorze, na przykład żółtym. Do tego cieplutki sweter w lisy, wygodne jeansy i czapka, a całości dopełnia modny dodatek w postaci kubka taniej kawy. Praktycznie i stylowo.
7. Podróż pociągiem – dokąd i z kim?
Rety, po tylu latach na statku kosmicznym każdy inny środek lokomocji wydaje się taki przestarzały i powolny... Gdybym jednak miał wybrać się w podróż pociągiem, to najlepiej w trasę z ładnymi widokami za oknem. Kanadyjski Rocky Mountaineer ma przepiękne trasy. No i zawiera słowo Rocky w nazwie, a to bardzo duży plus. Na przykład trasa Best of the Rockies Circle Journey. Upiornie drogie i nie na kieszeń nauczyciela przyrody, ale pomarzyć można. A kto byłby najlepszym towarzyszem? Na tym etapie jestem skłonny uznać, że Rocky. Siedziałby w tej swojej ksenonitowej kopule i obserwował Ziemskie krajobrazy. No, na tyle na ile może obserwować nieposiadając zmysłu wzroku.
Disco? Nie, dzięki. Jedyne disco, jakie lubię, to Disco Elysium.
To teraz w drugą stronę - muszę wiedzieć, czy lubisz jazz. Jeśli lubisz tę wżynającą się w mózg kakofonię, to wyrzucę cię przez śluzę kiedy będziesz spał.
i saw a post that was like "mark watney probably needs white noise to sleep once back on earth because silence meant that the life support stopped working and it will always give him panic attacks" and i cant stop thinking about it
Mój drogi, specjalnie dla ciebie zagłębiłem się w tę zagadkę i znalazłem jej rozwiązanie! Jest opisane w komiksach i nie jest tak skomplikowane, jak może się wydawać.
Choć odpowiedź to generalnie rozczarowujące uproszczenie zwane "telepatią", to w zależności od komiksu jest to mniej lub bardziej rozwinięte. W starszych wydaniach, jak na przykład 260 zeszyt Adventure Comics z 1959 roku, jest to po prostu telepatia pozwalająca na kontrolę nad morskimi stworzeniami. W późniejszych, np. Aquaman: Rebirth #1 z 2016 roku, jest to już rozwinięte do więzi empatycznej. W innych wydaniach widać też, że Aquaman reaguje na obecność życia w wodzie.
Pewnie wiele osób, szczególnie pamiętających zamierzchłe czasy, przynajmniej raz w życiu pomyślało: Gdzie sika Pani Z Kiosku?
Ta niezwykle istotna kwestia była początkiem niejednej zażartej dyskusji, ale to akurat nie jest temat dzisiejszego wpisu. Dziś zadamy sobie nieco inne pytanie:
Gdzie sikają astronauci?
W przeciwieństwie do Pani Z Kiosku, astronauci nie mogą wyjść ze statku i skorzystać z uprzejmości najbliższego obiektu wyposażonego w toaletę. Muszą mieć własną.
Porozmawiajmy o tym na przykładzie czwórki szczęśliwców z misji Artemis II. Dostali oni w prezencie najdroższą toaletę na świecie, a może i w całym wszechświecie, wartą ponad 80 milionów złotych. Nie wiem, jak czuję się z faktem, że kosmiczny kibel jest warty więcej niż moje życie, ale wracając...
Za te ponad 80 milionów astronauci dostali prawdziwy luksus. Słuchajcie, pewnie nie doceniacie tak prozaicznego faktu, jak możliwość załatwienia obu spraw na jednym posiedzeniu - przy starszych modelach toalet nie było to możliwe, trzeba było wybierać, na co ciśnie bardziej. Teraz już nie trzeba. Co więcej - kiedy już tak siedzisz i napawasz się sukcesem setek inżynierów, możesz nawet mieć odrobinę prywatności, bo toaleta ma drzwi. I tu robi się personalnie, bo nie będę ukrywał, że im tego zazdroszczę. Na Hail Mary nie przewidziano takiego elementu. Nie żeby przeszkadzało to jakoś bardzo kiedy byłem sam, ale wiecie, zrobiło się trochę dziwnie, kiedy Rocky wprowadził się do dormitorium, gdzie znajduje się też toaleta...
Jakby ktoś mógł powiedzieć - narzekasz, a mogłeś mieć gorzej! Jak na przykład astronauci z misji Apollo. Oni nie mieli toalety, mieli jedynie worki, które trzeba było przykleić sobie tu i ówdzie. Myślę, że przy absolutnym braku prywatności, był to widok porównywalny z wypróźniającym się Eridianinem. Wierzcie mi, nie chcecie tego widzieć.
Teraz wyobraźcie sobie, jakim akrobatą trzeba być, żeby załatwić się w stanie nieważkości. Pół biedy kiedy ma się do dyspozycji najdroższy kibel świata (który i tak się zepsuł...), gorzej kiedy masz tylko taki worek. Kiedy coś z niego ucieknie, to robi się dosłownie g*wniana sprawa i tak się zdarzało. Są na to dowody w postaci transksypcji rozmów załogi, która znalazła sobie rozrywkę w szukaniu twórcy latającego klocka na podstawie jego konsystencji. Jeśli teraz jecie, to przepraszam. Też teraz jem, ale po sprzątaniu własnych wymiocin na Hail Mary już nic mnie nie rusza... (no, może poza jedzącym Eridianinem)
Teraz już znacie odpowiedź na pytanie "Gdzie sikają astronauci?" i możecie zaimponować znajomym historyjką o incydencie kałowym w kosmosie.
To wszystko na dziś, możecie się rozejść. Kolejna losowa ciekawostka pojawi się w przyszłym tygodniu.
_______________________
Źródło: doktor_z_tiktoka
ile razy prawie umarłeś, ale tak realnie, a nie w tym bohaterskim, medialnym sensie.
pytam dla statystyki i żeby sprawdzić czy wygrywam.
Słuchaj, jestem pewien, że w wielu kategoriach wygrywasz, ale w tej raczej nie masz szans. Nie z gościem, który potrafi potknąć się o własne nogi na prostej drodze, zakrztusić łykiem wody albo własną śliną, wpaść na każdy przedmiot jaki stoi mu na drodze... Mógłbym tak wymieniać.
Każdy z tych incydentów jest potencjalnie śmiertelny! Gdybym źle upadł i skręcił sobie kark? Albo walnął głową tak mocno, że krwotok zabiłby mnie szybciej niż zdążyłbym policzyć do 10? Albo wtedy kiedy przyłożyłem twarz do ksenonitowej płytki i poparzyłem sobie policzek... To mogło być pokryte jakąś trującą substancją! Alboooooo... Wtedy kiedy Rocky mnie uratował, a ja próbowałem ratować jego i musiałem otworzyć na moment śluzę do jego tunelu i uderzyło mnie ciśnienie prawie trzydzieści razy większe, jakieś 200 stopni Celsjusza i stężenie amoniaku, które poparzyło mi skórę i płuca? To liczy się nawet kilka razy, każda z tych rzeczy mogła mnie zabić na różne sposoby! O, albo wtedy kiedy po raz pierwszy złapałem ksenonit gołymi rękami... I otworzyłem ksenonitowy pojemnik... Bez zabezpieczeń... Gdyby tam było coś śmiertelnie niebezpiecznego dla ludzi, to już dawno bym nie żył, więc można uznać, że prawie umarłem! O, albo wtedy kiedy zdjąłem hełm będąc w ksenonitowym tunelu. Gdyby Rocky źle obliczył jak powinna wyglądać moja atmosfera...
Noo, chyba łapiesz. Nietrudno jest prawie zginąć będąc nieostrożną pierdołą. Każdy dzień to walka o życie.
Do tej pory nie wiem jak to się stało, że nie zaplątałem rurki z tlenem ani nie przebiłem kombinezonu, kiedy pierwszy raz badałem astrofagi w komorze wypełnionej argonem.
czy to prawda, że im bardziej sytuacja jest absurdalna, tym bardziej mózg naukowca reaguje:
„świetnie. zróbmy excelowską tabelkę”
(Bardzo chce zaprzeczyć, ale wtedy przypomina sobie, że pierwszą rzeczą, jaka przyszła mu na myśl po pierwszym szoku po spotkaniu z obcą cywilizacją, było zrobienie tabelki w Excelu zawierającej transkrypcję eridiańskich słów oraz ich ziemskich ekwiwalentów.)
To w ogóle nieprawda! Czasem używamy też Google Sheets.
To dokładnie to samo, ale przynajmniej wyjdzie na moje.
czy spotkałeś kiedyś problem, którego nie dało się rozwiązać nauką, taśmą, uporem albo łagodnym załamaniem nerwowym?
bo zaczynam podejrzewać, że to są cztery fundamentalne siły wszechświata…
Wykreśl z tego równania słowo "łagodnym" i będziesz mieć moją całkowitą aprobatę.
Chociaż... Wiesz, co bardziej mnie ciekawi? Problem, który udało się rozwiązać jednocześnie nauką, taśmą, uporem i załamaniem nerwowym. Takie są najciekawsze. Opowiedz mi o swoim!