Jadwiga Roman "Iga"
Historia powstańcza Jadwigi Roman „Igi”
(opowieść inspirowana relacją z Archiwum Historii Mówionej)
Marymont w latach okupacji był jak wyspa — trochę na uboczu, trochę w cieniu wielkiej Warszawy, ale pełen młodych ludzi, którzy dorastali szybciej, niż powinni. W jednym z domów przy Strzeleckiej mieszkała Jadwiga Roman, jedynaczka, drobna, czujna, o spojrzeniu, które zapamiętywało więcej niż wypadało w jej wieku. Kończyła szkołę w czerwcu 1944 roku, choć szkoła była już tylko cieniem dawnej instytucji — przeniesiona do pałacyku królowej Marii Kazimiery po bombardowaniach.
W tym świecie dorastania w ruinach pojawiła się nauczycielka Michalina, która uczyła historii tak, jakby przekazywała ogień. To ona przygotowywała młodzież do tego, co miało nadejść. Chodzili na komplety z zeszytami od matematyki, żeby nie wzbudzać podejrzeń. W tych zeszytach kryła się Polska.
Kiedy większość klasy siódmej wstąpiła do Armii Krajowej, Jadwiga poszła z nimi. Przyjęła pseudonim „Iga”. Została łączniczką Zgrupowania „Żywiciel”.
1 sierpnia 1944
Tego dnia przyszedł do niej kolega. Powiedział tylko: „Po południu bądź gotowa.”
Nie trzeba było więcej. Poszli na punkt zborny przy Kamedułów, gdzie w kaplicy działał punkt sanitarny. Marymont budził się do Powstania.
Iga zaczęła roznosić meldunki — czasem sama, częściej z drugą dziewczyną. Jedną z nich była Marysia Folgówna, rok młodsza, żywa, szybka, odważna.
Wyprawa nad Wisłę
W pierwszych dniach sierpnia dostały zadanie: sprawdzić baraczki rybaków nad Wisłą, czy nie ma tam rannych. Szły pod ostrzałem z Cytadeli. Znalazły człowieka — półprzytomnego, z otwartymi ranami, w których już pełzały robaki. Żył.
Wracały czołgając się przez działki, kartofliska, ziemię pachnącą latem i strachem.
Kiedy podnosiły się, by przejść przez ulicę Kamedułów, padł strzał. Snajper z Cytadeli.
Marysia upadła.
Iga patrzyła, jak z jej głowy wypływa mózg. Jak dziewczyna jeszcze oddycha, jeszcze rzęzi, jeszcze walczy. Chłopcy przynieśli ją do kaplicy. Po południu pochowali ją w ogrodzie przy Strzeleckiej 21.
Iga zapamiętała ten moment na całe życie.
Pacyfikacja Marymontu
W kolejnych dniach ostrzał zza Wisły zniszczył mieszkanie Igi. Mama została ranna. Zamieszkali w piwnicy.
Podczas próby przejścia na Żoliborz Iga i jej koleżanka Gosia zostały ranne od pocisku — jak się później okazało, rosyjskiego. Gosia konała długo, ciężko, w schronie w krzakach malin. Iga odmówiła z nią litanię. Kiedy dziewczyna umierała, była spuchnięta, ciężka, jakby ciało nie chciało jej wypuścić.
Iga wykopała dla niej grób deską z płotu. Zawinęła ją w gobelinową narzutę. Przykryła krzakami malin.
To był pochówek, który pamięta się do końca życia.
Ukrywanie się w schronie
Przez kolejne tygodnie Iga, siostra Gosi i jej matka ukrywały się w schronie. Był tam też mały piesek, który pewnego wieczoru wyczuł dwóch Niemców. Jeden z nich mówił po polsku — był Ślązakiem. Powiedział, że nic im nie zrobią, że chcą tylko przeczekać.
Wojna była pełna takich paradoksów: wróg, który chroni cywilów, bo sam boi się śmierci.
Własowcy
Pod koniec września schron odkryli Ukraińcy — własowcy. Wyciągali ludzi z ogrodów, rozkopywali zakopane skrzynie, szukali wszystkiego, co miało wartość. Iga trafiła na punkt zborny, gdzie było już kilkadziesiąt osób.
Powstanie dogasało.
Codzienność Powstania
Suchary moczone w wodzie i smażone na patelni. Kartofle tarte na sok dla niemowląt. Olejarnię na Bielanach, gdzie zdobywano tłuszcz. Prześcieradła i ręczniki zbierane po domach, żeby zrobić opatrunki.
Wieczorne modlitwy przy kapliczkach. Pieśń „Słuchaj Jezu, jak Cię błaga lud” niosła się przez podwórka jak kołysanka dla miasta w ogniu.
Młodość w ogniu
Iga miała sympatię — chłopca z „Parasola”. Nie widziała go przez całe Powstanie. Po wojnie wyemigrował. Czekała.
Widziałam w Twojej karcie, Mariola, że Iga wspominała także o chłopcu, który został rozstrzelany za opuszczenie warty. Powstanie było nie tylko heroizmem — było też dyscypliną, surową, bezlitosną.
Po wszystkim
17 stycznia 1945 roku Iga wróciła na Marymont. Śnieg przykrywał ruiny. Poszła zobaczyć grób Gosi. Był nienaruszony.
Wojna zabrała jej dzieciństwo, koleżanki, dom, ale nie zabrała pamięci. Pamięć była jak ogień — trzymała ją przy życiu.
Zakończenie
Historia Jadwigi Roman „Igi” jest historią dziewczyny, która miała czternaście lat, kiedy zobaczyła śmierć przyjaciółki. Która niosła meldunki przez ostrzał. Która chowała zmarłych deską z płotu. Która modliła się przy kapliczkach. Która przeżyła.
To jest opowieść o młodości wrzuconej w piekło, o odwadze, która nie miała w sobie patosu, tylko prostą, codzienną konieczność.


















