Jest 19:00. Wieczorne, październikowe powietrze orzeźwia dodając wigoru. Pozwala zapanować trochę nad nerwami. Pozostaję niespokojny. Gdzieś w oddali poszczekują psy. Powietrze przesiąknięte jest chłodną wilgocią, delikatnie szczypiącą skórę. Gęsta mgła zwieszona w powietrzu stoi bez ruchu. Niedługo będę na miejscu.
Docieram w umówioną lokację. Prowadzony jakimś nieznanym instynktem od razu odnajduję Twoje drzwi. Są otwarte. Wchodzę po cichu. Uderza mnie zapach fastfoodów, ktoś był głodny. Ty zawsze wiesz jak na mnie zadziałać. Z pokoju obok słyszę dźwięk włączonego telewizora. Ściągam buty i płaszcz. Wchodzę do jadalni, gdzie na stole zastaję widok po solidnej uczcie: opakowania po zamówieniach z McDonald’s, pudełka po pizzy, pozostałości roztopionych lodów. Wtedy przez framugę spostrzegam Cię w sąsiednim pokoju, rozłożoną jak królowa na łóżku, przed telewizorem, w akompaniamencie papierków po zamówionym jedzeniu, przekąskach i słodkościach. Musiałaś usłyszeć moje kroki, ponieważ w momencie kiedy przekroczyłem próg pokoju popatrzyłaś się prosto na mnie. Nasze spojrzenia od razu się spotkały. Zauważyłem Twój skromny uśmiech, mimo że próbowałaś go ukryć. Na mój widok podjęłaś próbę podniesienia się ze swojego łoża, jednak poległaś pokonana masywem własnego ciężaru. Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę jak wiele Cię przybyło od czasu naszego ostatniego spotkania. Twoje fałdki znacząco urosły i dodatkowo pokryły się teraz widocznym cellulitem. Twój brzuch zwisa o wiele niżej niż pamiętam, a Twoje uda są szersze niż jestem w stanie pojąć. Dosłownie wylewasz się ze swojej czerwonej, koronkowej bielizny, zdjęciami w której jeszcze niedawno mi się chwaliłaś.
"Hej." - Powiedziałaś delikatnie, swoim miękkim głosem.
"Hej." - Odpowiedziałem, widocznie zauroczony.
Nadal nieco oszołomiony Twoim widokiem wyciągam ręce by pomóc Ci wstać – nieświadomy, że wpadam w skrupulatnie uwitą pajęczynę Twojego podstępu. Wystarcza jeden ruch – lekkie przechylenie się w tył. Czuję jak tracę równowagę, jednak zanim mogę się zorientować, siła grawitacji, z jaką Twoje ogromne ciało ciągnie mnie ku łóżku, sprawia, że ląduję na Tobie, zapadając się w miękkości Twojego tłustego ciała. Skonfundowany patrzę w Twoje wielkie oczy. Nie widzę w nich nic poza swoim odbiciem. Nicość nigdy nie była tak wymowna – słyszę jak mnie wołają. Rozumiem, wiem co mam robić. W momentach takich jak ten wszystko staje się jasne.
Nie czekam ani chwili dłużej. Zrywam z siebie koszulę. Słyszę jedynie Twój ciężki oddech oraz dźwięk guzików koszuli, które z prędkością pocisku uderzają o podłogę przy łóżku. Ty w międzyczasie ściągasz ze mnie spodnie i bieliznę, nie zwracając uwagi na wysiłek, który w przypadku osoby tak otyłej jak Ty, jest proporcjonalnie ogromny.
Czuję, że moje wargi muszą znaleźć się tam, gdzie ich święte miejsce: na Twoich ustach.
Pomimo palącego pożądania staram się być delikatny. Wiem, że łatwo mi się zapomnieć i dać ponieść emocjom. Nie ułatwiasz mi tego zadania. Nie potrafię zidentyfikować zapachu Twoich perfum, ale ta subtelna, jakby kwiatowo-owocowa woń stymuluje mnie swoją słodyczą. Lecz dopiero kiedy orientuję się, że to, co naiwnie uznałem za błyszczyk, okazuje się być tłuszczem pozostałym po Twojej wcześniejszej uczcie, panowanie nad sobą staje się znacząco trudniejsze. Przygryzam delikatnie Twoją dolną wargę, zaciskając lewą dłoń na Twojej grubej szyi. Skupiam się na chwilę na płatku Twojego ucha, ssąc go namiętnie przez moment, zanim przechodzę na szyję. Całując ją, mam idealny widok na Twoje podbródki – wszystkie trzy – spływające pod brodą jak kaskada sadełka.
To mi jednak nie wystarcza. Potrzebuję więcej. Prawą rękę kładę na fałdach Twojego boku. Zaciskam chwyt. Palce mojej dłoni zatapiają się pomiędzy wilgotnymi od potu wałkami sadła. Miękkość Twojego ciała nie mieści się w żadnej skali. Moją lewą dłoń kieruję ku Twojej ogromnej piersi. Opuszkami palców, dotykam Twoich twardych sutków. Z pomiędzy fałd brzucha przechodzę na plecy. Przesuwam się niżej, czując po kolei fałdy, jedna na drugiej, aż w końcu docieram dotykiem do Twoich soczystych pośladków. Uczucie dołeczków cellulitu pod moimi palcami wprawia mnie w erotyczny szał. Czuję jak rośnie ciśnienie w moim ciele – krew wzburza się i gotuje. Cellulit pokrywa całość Twojej wielkiej, ciężkiej pupy. Moja dłoń zaciska się automatycznie, by po chwili raptownie odpuścić.
*PLASK* - uderzam z całej siły w Twój pośladek, zostawiając czerwony ślad.
"Ach!" - jęknęłaś z przyjemności.
Jeszcze przez chwilę obserwuję z zachwytem jak Twoje gargantuiczne dupsko i otłuszczone uda falują, po czym chowam swoją głowę pomiędzy Twoimi piersiami. Liżąc na zmianę Twoje sutki, przygryzam je pieszczotliwie od czasu do czasu. Obydwie ręce zaciskam na najniżej fałdzie Twojego zwalistego brzucha, trzęsąc nim stanowczym ruchem. Sięgam niżej, macając Twoje masywne, ulane uda i topiąc swoją twarz w tym wielkim worze sadła, jakim stał się Twój brzuszek. Przesuwając dłoń na wewnętrzną stronę Twojego uda, czuję jak gotowa mnie przyjąć rozchylasz nogi. Jednak upojony ideałem Twojej formy, spragniony doświadczenia Twojego boskiego ciała każdym możliwym zmysłem, mam teraz w głowie tylko jedną myśl. Muszę Cię poczuć. Zasmakować Twojej esencji. Sprawiając Ci przyjemność, okazać jaką rozkosz mi dajesz.
Twoja pusia jest już gotowa. Czekała cierpliwie, jak ukryte usta, których wargi szepczą tylko w tajemnym języku pragnień, czekając, aż ktoś je zrozumie. Myślę, że rozumiem. Opętany pożądaniem zbliżam się do Twoich warg, tak spragnionych pocałunku. Zaczynam z opanowaniem – czule całuje, to dół, to górę, jedynie czasem używając języka. Być może to sprawka potu i śliny, ale czuję jak z każdą minutą robisz się bardziej mokra. Zahipnotyzowany Twoją kobiecością nie mogę się powstrzymać: jednym, długim ruchem liżę Twoją pusię całą szerokością swojego języka – nieznacznie tylko zaginając jego czubek tak, aby na końcu zahaczyć lekko o Twoją łechtaczkę. Owemu momentowi towarzyszy gwałtowny jęk erotycznego uniesienia, który wydobywa się gdzieś z głębi Twojej piersi. Smakujesz nieziemsko. Oddając się sprawianiu Ci przyjemności, czuję jak wpadam w hipnotyczny trans, z którego wydobywa mnie dopiero dotyk Twojej miękkiej dłoni położonej na tyle mojej głowy. Twoja miękka, tłuściustka dłoń zaczyna stopniowo przyciskać moją twarz do puchu Twojego łona. Mój język znajduje się w idealnym miejscu. Liżę tak jak lubisz. Oplatasz mnie swoimi ogromnymi nogami. Twoja fupa naciska na moją twarz. Dostęp do powietrza staje się mocno ograniczony – postanawiam przyśpieszyć. Twoje nogi zaciskają się coraz bardziej. Czuję jak Twoja łechtaczka tańczy w miłosnych konwulsjach. Po kilku chwilach, zaczynasz osiągać szczyt: drgania ustają, a Twoje mięśnie na krótki moment zastygają w stałej pozycji, by po chwili uwolnić mnie z miłosnego uchwytu.
Wreszcie wolny, walczę o oddech. Przed oczami mam ciemność, a w uszach słyszę jedynie cienki szum. Powoli wraca mi obraz – widzę jak zasapana, z kroplami potu na całym ciele, leżysz, w końcu należycie zrelaksowana, z jasnym uśmiechem na twarzy. Twój dobry humor mnie cieszy – przecież jeszcze z Tobą nie skończyłem.