Życie z kotem.
Bez filtra.
The Stonewall Inn
Sweet Seals For You, Always

izzy's playlists!
Not today Justin
Keni
tumblr dot com
No title available
RMH

❣ Chile in a Photography ❣
untitled
One Nice Bug Per Day
sheepfilms
hello vonnie
🩵 avery cochrane 🩵

Product Placement
art blog(derogatory)
𓃗
KIROKAZE

Andulka

#extradirty
seen from United States
seen from Iraq

seen from Venezuela
seen from United States
seen from Bangladesh

seen from United States
seen from Russia
seen from Türkiye

seen from United Kingdom

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Mexico
seen from United States
seen from United States
seen from United States
@mojanowanazwa
Życie z kotem.
Bez filtra.
Tia.
Przytuliłam się do M. i on krzyknął:
- JEZUSMARIA!!! KŁADŹ SIĘ DO ŁÓŻKA!!!! IBUPROM?????
Heh.
Weekend.
Piątek był dla mnie bardzo intensywny, ciężki emocjonalnie. Wieczór już Wam opisywałam, ale byłam wycieńczona. W sobotę miałam luzik, więc poszliśmy z mężem na Festiwal Smaków Azjatyckich, a na śniadanie wciągnęliśmy ramen 🍜 🫠 Wyborny był! Później skoczyliśmy do sklepu po szorty dla mnie pod sukienkę, bo uda mi umierały, a jakoś nie pomyślałam w tym skwarze, żeby ubierać spodnie. Łaziliśmy od książek do jedzenia i od jedzenia do książek, bo jednocześnie odbywał się Festiwal Książki w Opolu, więc najs. W tak zwanym międzyczasie odezwała się @ja-doll-divine ze wspomnieniem z Kubą Żulczykiem, a ja luźno rzuciłam jej, że czekaj, bo znowu jest Festiwal Książki w Opolu i może będzie, to nagramy drugą część. Ale... jednocześnie jak zobaczyłam, że jest w Opolu, to od razu ustawiłam sobie pod to dzień 😄 I tym sposobem kupiłam pierwszą jego książkę i długopis dla autografu. Kręciliśmy się to tu, to tam...
Skwar, ludzie, dźwięki, byłam już mocno przebodźcowana. Była już 17:30, więc stanęłam blisko sceny, bo wiem, że ten autor lubi się czasem wmieszać w tłum i łazić sobie wśród ludzi, zatem rozglądałam się nerwowo i wtem... coś kazało mi się odwrócić i zerknąć pod bibliotekę. Bingo! Akurat ktoś cykał sobie z nim zdjęcie, już wracał na swoje miejsce, gdy podeszłam do niego, zgięta w pół, całą będąc przepraszaniem, pytam się go, czy mogę autograf, a on mówi, że po jego spotkaniu, okej? I że będzie podpisywać przy fontannie. No dobra.
- A nagramy pocztówkę dla mojej kumpeli? - Pamiętam, nagramy. - 🥹
Biłam się z myślami, z jednej strony zależało mi, żeby szybko się stamtąd zmyć, bo na zegarku miałam już ponad 18k kroków. Z drugiej strony, samochód mieliśmy na parkingu koło dworca (jesteśmy leniwi, a podejrzewałam, że będziemy odwozić córę męża, więc kopsnęliśmy się autkiem), a jego bilet kończył się za niecałą godzinę, a kupiony był w aplikacji, której nie ma online- potem się okazało, że w momencie, gdzie mój mąż poszedł po prostu przedłużyć ten postój, ja dostałam maila z taką możliwością. Coś na zasadzie: postój kończy się za niecałą godzinę, pomyśleliśmy, że chcesz przedłużyć- przedłuż na: i tu opcje do wyboru. Dobra, M. już i tak poszedł, luz. Trzeba strona była taka, że chciałam Żulczyka posłuchać, a wiedziałam, że jeśli pójdę teraz w miejsce podpisów, mam szansę na bycie pierwszą. No i... poszłam. Coś tam słyszałam ze sceny, ale niewiele. Stałam godzinę w kolejce, wokół kręciły się wolontariuszki, ustawiały barierki, wodę dla autora, zmieniały plakietki z Mroza na Żulczyka. Gorąco, ludzie, a ja bez wody. Miałam pisać do męża, żeby jakąś kupił w drodze powrotnej, ale moja chodząca empatia właśnie pojawił się w zasięgu mojego wzroku i dzierżył w ręku moją ulubioną wodę (Żywiec Mocny Gaz) 🥹 ❤️ Kochany mój! Zatem stałam sobie, wyczekiwany autor skończył nadawać na scenie, odbyły się brawka, obejrzałam się, a kolejka za mną... była w opór długa. Ludzie z jego wywiadu zaczęli się ustawiać za mną i byłam w szoku, że tylu nas tam. Przyszedł, puścił mi oczko, takie wiecie, kojące. Takie w znaczeniu: widzę Cię, zaraz pogadamy. Po czym usiadł na fioletowym tronie, jak nazywam te festiwalowe fotele i zarządził zmianę ustawienia tego wszystkiego twierdząc, że on nie będzie robić 200 przysiadów i żeby ludzie się dosiadali do niego po prostu. Spoko. Wolontariuszki przestawiły te fotele i ławę i usiadłam.
Pięć lat wcześniej nie miałam ani kartki ani pisadła, więc wyszedł zabawny filmik, w którym Jakub Żulczyk mówi, że jak usłyszał, że jestem sierotą, zaczynał mnie żałować, bo taki był zmęczony, że nie skumał w pierwszym momencie mojego nazwania samej siebie sierotą z powodu przyjścia na spotkanie autorskie bez odpowiednich artefaktów, tylko z powodu stanu mojej rodziny. A że Boska co roku to odświeża, to i jemu to wyskakuje 😄 I stąd też ten mój teks o tym, że mam książkę i długopis. On powiedział, że nie ma, więc... zostawiłam mu swój nowy nabytek. Mąż wybierał, wybrał taki, wiecie, z połyskiem...? Nie tyle z brokatem, co taki "błyszczący" 😅
Kiedy dałam mu notesik, miałam nadzieję, że napisze na tej prawej stronie, co mu powiedziałam, jak się już skończył podpisywać 🤣 Stąd ten uśmieszek na drugiej kartce. Trafi to do Boskiej przy najbliższym spotkaniu kiedyś-tam. Zatem sobota pełna wrażeń, Boska spłakana ze wzruszenia, ja na endorfinach niesiona w stronę samochodu, a jeszcze jechałam na sushi do koleżanki. W domu byłam jakoś po 22 i padłam jak suseł, wczoraj tak mi się ciężko wstawało na uczelnię... ale miałam dwie prezentacje do przedstawienia, więc musiałam się kopnąć w zad i iść. Na psychologii ogólnej temat... jakże mi ostatnio znajomy... typy osobowości z podziałem na kolory. Tylko przewróciłam oczami, ale wzięłyśmy od razu żółty, bo ja najprawdopodobniej jestem tym typem w większości, więc... napisałyśmy sztos plan prognozy pogody na ćwiczeniach i miałyśmy z tego super frajdę. Później jedna prezentacja u ziomeczka, który nie udostępnia nam swoich materiałów do nauki, bo wychodzi z założenia, że generalnie to jest jego własność intelektualna i nie musi tego robić 🤡 Rozpykałyśmy to w piątkę w 30 minut, typ był dosłownie rozanielony naszym podejściem, bo były i wykresiki, od których jest uzależniony i Kahoot! i jeszcze zrobiłyśmy to metodą sześciu kapeluszy w taki sposób, że serio... poczułyśmy się wygranymi tego dnia 😄 Poza tym całkiem poważnie dziękował nam za skrupulatne podejście do tematu i generalnie... no wow. Nie mógł się przestać nami zachwycać. Miłe, biorąc pod uwagę to, że niezbyt za nim przepadamy i się bałyśmy tej prezentacji u niego, że będzie się czepiał o szczegóły. Potem jeszcze jedna prezentacja z zarządzania czy czegoś tam (egzaminy zdane, a ja do teraz nie znam nazw niektórych przedmiotów, serio... są tak podobne, że odróżniam je po wykładowcach 🤡) , gdzie znowu zostałyśmy mega chwalone we czwórkę i same ochy i achy. Potem był przedmiot pod tytułem... znowu coś tam o mundurowych, ale to już traktowaliśmy trochę jak lekcję religii w liceum. Znacie ten temat- ogólne rozprężenie, robienie innych zdań na inne przedmioty. Generalnie 3 godziny nudy z trzema ćwiczeniami w tak zwanym międzyczasie. Średniawka, dlatego zrobiłyśmy te ćwiczenia i wybłagałyśmy wcześniejsze wyjście i się udało. I taki to był weekend!
Z wzajemnością.
Tak od teraz będę traktować „przyjaciółkę”. Znowu okazuje się, że ja się ścieram, zapierdalam ją wspierać, a na miejscu ona w sumie nie ma dla mnie czasu, rozmawia z każdym tylko nie ze mną, a jak ze mną to na jakieś tematy z dupy, jak to wyglądało jej życie lata temu w tym mieście. Co mnie to w ogóle ma obchodzić wtedy, kiedy przyjechałam ją wesprzeć z powodu rozwodu-nie-rozwodu? A jak mówię jej, że mam pociąg z dworca głównego, to ona mówi, że tam nie wjedzie samochodem, bo ostatnio dostała tam mandat i żebym sobie ogarnęła bilet z innego dworca. Aha. Nie no, spoko. Ostatni raz wzięłam urlop dla kogoś, nie dla siebie. I hitem było jej hasło, że w sumie to ona była umówiona z mężem po rozwodzie na randkę, a ja bym sobie pojechała z jej bratem do niego do chaty na nią czekać. Czekaj, co…? Gdyby tylko usiłowała wcielić ten plan w życie, wsiadłabym od razu w pociąg powrotny do Opola.
Co poza tym? Spadek nastroju, niechęć do ludzi, wszechobecny wkurw, w pracy nagłe zmiany planów, więc spędziłam dzisiaj dwie godziny w nieogrzewanym magazynie szukając sprawnych telewizorów. Znalazłam wszystkie potrzebne telewizory, byłam z siebie zajebiście zadowolona, po czym monter stwierdził, że on wszystkich brać nie będzie, bo bez sensu i że weźmie tylko 1/2 z tego, co przygotowałam. Aha. No spoko, spoko… Ale co się nazapierdalałam, to moje. Na szczęście mam to przygotowane, więc to już za mną. Już mniej presji na mnie ciąży w związku z tym.
Czuję się chora. Znowu albo wciąż. Mam kaszel taki nie wiadomo skąd, drapie mnie w gardle. Przy czym nie mam gorączki ani kataru, więc… Nie wiem o co chodzi.
Znowu drażni mnie moja rodzicielka. Byłyśmy z córką u nich w weekend i się znowu nasłuchałam o psie i o tym, że tato to się do zwierząt nie nadaje i takie tam urocze kwestie. Mam dość tego pierdolenia, serio. Jasne, on jest niereformowalny, ale nic na to nie poradzimy, więc po co się irytować. Ogólnie psinka się tak ucieszyła na nasz widok, że wskoczyła na pufę i wylała ojcu stojący na stole alkohol. Cóż…
Chciałam zaprosić rodziców na obiad w okazji dnia babci i dziadka do restauracji. Usłyszałam, że w tym miejscu karmią resztkami i po co wydawać pieniądze. Poirytowana powiedziałam ojcu, żeby się w takim razie nastawił na obiad weselny z resztek, bo tam planuję go zorganizować. Mama podchwyciła temat i zapytała na ile osób obiad. Mówię, że wyszło czterdzieści.
Po co tyle osób?! Po co obiad?! KAWA, CIASTO I DO DOMU!!!
I to był ten moment, kiedy moja inner bitch przejęła stery i wysyczałam jej, że chcemy zaprosić ważne dla nas osoby na obiad weselny. Koniec i kropka. Wtedy zamilkła, ale już czułam wiszącą w powietrzu obrazę majestatu… Naprawdę jestem zmęczona tymi wszystkimi oczekiwaniami względem mnie i względem tego, co robię.
I, kurwa, HIT!
A wiesz? Bo X kupiła Twojemu bratu EKSPRES DO KAWY ZA CZTERY TYSIĄCE!!! Super prezent, nie? Ma dziewczyna gest, co?
I zrobiło mi się tylko jeszcze gorzej, bo mnie nie stać na taki prezent dla Przyszłego Męża, a chciałbym go kiedyś tak zaskoczyć, żeby za gotówkę kupić coś takiego, wiecie, wielkiego, o czym marzy i co się przyda. I tu pojawiła się myśl:
Cóż. Ja przynajmniej z moim narzeczonym rozmawiam, nie stroję fochów, nie milczę, nie jestem toksyczna i mamy zdrową relację, a tego nie da się kupić za hajsy. Związek mojego brata natomiast stanowi lustrzane odbicie małżeństwa moich rodziców.
Podzieliłam sie tym z moim M., a on mi napisał, że po co mu jakiś ekspres i drogie prezenty, skoro ma mnie i to jest dla niego najcenniejsze.
Cute but still.
Dołożę mu się do okularów, taki mam pomysł.
Jestem zniesmaczona i wkurwiona. Ot, co. I nie umiem wyjść z tego kołowrotka wkurwu.