wczoraj znów zjadłam o wiele za dużo. klasyka, nic nowego. tydzień skończyłam na 9000 kcal. to nie dramat, ale też nie cud. mogło być lepiej, mogło być gorzej. zawsze to samo. skończyłam pracę, teraz siedzę w kawiarni, piję tylko kawę. czekam na mamę, bo auto się zepsuło. muszę pojechać wymienić spodnie, z nadzieją, że będzie mój rozmiar. oby był, bo jeśli nie- załamię się. coraz częściej płaczę, jakkolwiek to brzmi. przeżywam wszystko na nowo; rzeczy sprzed lat, rzeczy terazniejsze. wypominam sobie najmniejsze błędy, najmniejsze potknięcia. w kółko wracam do tego, że gdy miałam szansę coś zrobić, nie potrafiłam. że nie pomogłam komuś, kiedy powinnam. jej nie pomogłam. sobie też nie umiem. dzis chciałabym nic nie zjeść, ale nie wiem, czy się uda. w głowie mam tylko 1 października, ten wyjazd, to że wtedy będę mogła jeść normalnie, jak zdrowy człowiek. głupie, że to mnie cieszy, a jednak. cieszy i przeraża jednocześnie. boję się, że nie dam rady, że zatęsknię, że dostanę okresu, albo że go nie dostanę. boję się, że mama coś zauważy. właśnie się dowiedziałam, że spodni nie ma w moim rozmiarze. będę musiała zamówić. nieważne. codziennie zaluje, że kiedyś milczałam. że nie powiedziałam, co się działo, jak się czułam, co we mnie siedzi. dziś płacę za to i wiem, że będę płacić do końca życia. ta świadomość mnie wykańcza. ciągle wracam pamięcią do momentów, które powinnam już dawno zakopać. nie potrafię ich odciąć, nie umiem się od nich uwolnić. drobne sytuacje, jedno zdanie, jeden gest- wszystko nagle wraca. widzę to, czuję to, jakby działo się teraz. wraca każdy dotyk, każde spojrzenie, każda myśl, której wtedy się bałam. niby minęły lata, a ja dalej stoję w tamtym miejscu. wciąż się tlumaczę w głowie, wciąż szukam odpowiedzi, wciąż próbuję zrozumieć, choć wiem, że nigdy nie zrozumiem. nie mam siły na podstawowe czynności. nie mam siły, żeby żyć, żeby w ogóle próbować. a jedyne, co mnie trzyma, to zwierzęta. wiem, że nikt inny się nimi nie zajmie. i to jest głupie. jeszcze głupsze jest to, że czekam na moment, aż ich już nie będzie. bo wtedy ja też odejdę. i wtedy będę wolna.