Hejka. Poznam kogoś...
wallacepolsom
Peter Solarz

No title available
Sweet Seals For You, Always
KIROKAZE
he wasn't even looking at me and he found me

❣ Chile in a Photography ❣
trying on a metaphor
Not today Justin

pixel skylines

roma★

blake kathryn
Game of Thrones Daily
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
No title available

Product Placement
Three Goblin Art
we're not kids anymore.

@theartofmadeline

Love Begins

seen from Türkiye
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Germany
seen from Brazil
seen from United States
seen from Mexico

seen from Mexico

seen from Mexico
seen from Mexico

seen from United States
seen from United States
seen from United States
@myplaceisperfection
Hejka. Poznam kogoś...
ʚ₊˚Przepis na niskokaloryczne naleśniki !
przepis z pinteresta
zmiksuj razem:
⤷ 85g mąki
⤷ 120g białek jaj
⤷ 240ml mleka migdałowego
⤷ 5g oleju (można pominąć ale będą mniej elastyczne i mogą się bardziej przyklejać)
⤷ 5 g ekstraktu waniliowego
razem ok. 452kcal / 50kcal jeden
bez oliwy 407kcal / 45kcal jeden
smaż na nieprzywierającej patelni przez ~20 sekund z każdej strony
przewróć, gdy ciasto na górze przestanie wyglądać na błyszczące
powinno wyjść 9 porcji, po około 50 kcal na jednego naleśnika
smacznego ! >⩊<
reblog ´ˎ˗
!NIECH PRZECZYTA TO KAZDY MOTYLEK!
nie wiem, co bardziej mnie wyniszcza – anoreksja, czy to, jak ludzie ja komentuja. jak kazdy czuje sie uprawniony, zeby cos powiedziec. zeby ocenic, zeby wbic swoje trzy grosze, nawet jak kurwa nie ma pojecia, czym anoreksja tak naprawde jest.
ostatnio widze coraz wiecej tych jebanych toksycznych komentarzy. najczesciej z anonima, najczesciej szybko kasowanych, jak tylko nie do rzeczy odpisze.
„anorektyczkom to juz sie w glowach popierdolilo. zaraz beda jesc 2000 kcal bo tak zdrowo 🥺🥺”
serio? serio kurwa? wlasnie wtedy, kiedy probowalam sie ogarnac. kiedy chcialam wyjsc z tego bagna. kiedy pierwszy raz od nie wiem ilu miesiecy sprobowalam jesc regularnie, jesc normalnie, jesc bez paniki, bez placzu, bez nienawisci do siebie. kiedy chcialam dac sobie szanse na zycie bez liczenia kazdego pierdolonego kesu. i to wlasnie wtedy pojawiaja sie takie komentarze. wysmiewajace. ponizajace. wycierajace sobie morde czyims cierpieniem. bo przeciez tak latwo rzucic cos z boku, jak sie nie ma pojecia, co sie dzieje w czyjejs glowie.
i najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze te komentarze zazwyczaj nie sa nawet o mnie. one sa o NICH. o ICH kompleksach, o tym jak bardzo SIEBIE nie akceptuja. bo zawsze jak wejde na profil takiej osoby, to widze jedno – zero milosci do SIEBIE, wieczne ponizanie SWOJEGO wygladu, narzekanie na SIEBIE w kazdym poscie. a potem taka osoba leci pod cudzy post i pisze "gruba swinia" albo "to nie anoreksja, tylko obzerstwo". jakby dowalenie komus innemu mialo ich nagle wyleczyc z WLASNYCH kompleksow. smutne to, zalosne i toksyczne. ale najlatwiej rzucic jadem, zeby przez chwile nie czuc wlasnego bolu.
prawda jest taka, ze anoreksja nie zalezy od wagi, sylwetki oraz tego ile sie je.
to nie jest kwestia kalorii. to nie jest kwestia czy jade na waflu ryzowym, ogorku i wodzie czy na talerzu ryzu z kurczakiem. to siedzi w glowie. to siedzi w kazdej decyzji. to siedzi w tym, ze stoisz przed polka w sklepie przez 20 minut, bo kazdy wybor to wojna. to siedzi w tym, ze kazdy posilek to stres, kazdy kes to wstyd, kazde spojrzenie w lustro to nienawisc. to siedzi w tym, ze nawet jak zjem te jebane 900 kcal – ktore i tak w rzeczywistosci to za malo – to i tak czuje sie jak smiec, ktory wszystko zepsul.
ta choroba nie znika, jak zaczynasz jesc. nie znika, jak wygladasz troche zdrowiej. nie znika, jak przytyjesz piec kilo. nie znika. to nie jest tylko o ciele. to nie jest dieta, to nie jest chwilowe. to gowno siedzi w psychice. to gowno cie gryzie od srodka, nawet jak na zewnatrz udajesz, ze wszystko juz okej.
i nie, nie pomaga, jak ktos ci pisze, ze „teraz to juz ci sie popierdolilo”. nie pomaga, jak sie smieje, ze „zaraz bedziesz wpierdalac 2000 jakby to bylo nic”. to nie motywuje. to NIE RATUJE. TO DOBIJA. a potem takie osoby kasuja komentarz, jak dostana porzadna odpowiedz i blokuja.
jakby NIC sie nie stalo. jakby slowa NIE ZOSTAWILY SLADOW. jakby nie bylo za pozno. bylo. przeczytalam. zapamietalam. wrylo mi sie to w leb i z pewnoscia nie tylko mi i teraz siedzi razem z cala reszta rzeczy, ktore mnie niszcza. wiec nie, anoreksja to nie kalorie. to nie jedzenie. to nie liczba na wadze. to nie wyglad. to strach. to obled. to obsesja. to samotnosc. to wojna ze soba kazdego dnia. to, ze nawet kiedy chcesz sie naprawic, to i tak czujesz sie winna. to, ze nawet kiedy chcesz walczyc, to znajdzie sie ktos, kto cie kopnie, zeby przypadkiem nie poszlo ci za dobrze.
chcialam sie wyleczyc. chcialam jesc jak czlowiek. chcialam zyc. ale po takich komentarzach znowu wrocil glos, ze moze jednak nie zasluguje. moze jednak mam byc wiecznie pusta. moze nie ma dla mnie normalnosci. kurwa moze po prostu juz nigdy nie bedzie lepiej. i to jest kurwa chore, ze na tej aplikacji coraz czesciej widze:
jak ludzi zacheca sie nie do zdrowia, tylko do tego, zeby byli "wystarczajaco chorzy". zeby znowu przestali jesc, zeby znowu znikali, bo inaczej "nie pasuja do klimatu". "jak nie masz widocznych zeber, wychudzonych rak oraz nog, nie mdlejesz i nie jesz 100 kcal dziennie, to wypierdalaj."
ludzie, ktorzy chca zdrowo schudnac, ktorzy chca sie ogarnac i walczyc, sa gaszeni, wyzywani, ponizani, gdyz nie spelniaja waszych jebanych oczekiwan co do „prawdziwej anoreksji”. to nie wsparcie, to sabotaz.
to pierdolony konkurs na to, kto sie bardziej wyniszczy.
i jak ktos probuje sie podniesc, to i tak go sciagniecie z powrotem w bagno. bo jak wy cierpicie, to inni tez maja? nie. osoby z takim mysleniem potrzebuja pomocy psychiatrycznej.
REBLOGUJCIE!!!
utrzymanie wagi, której pragniesz, kosztuje drogo, ale noszenie tej, której nienawidzisz, też ma swoją cenę, to tylko kwestia perspektywy — zdecyduj się, dziewczyno.
(nie mam z kimś pisać o takich rzeczach)
Więc, stwierdziłam że jak zacznę biegać to do końca roku powinnam ważyć 48kg. Aplikacja zrobiła mi dziwne obliczenia. Bo nie chodzę głodna od 3 dni i w sumie jem a mam podobno schudnąć 🤦🏻♀️źle ze mną że mi się to podoba
🦋 Waga to nie wszystko — liczy się to, jak żyjemy 🦋
✨ Małe rzeczy, które zmieniają nas tak samo jak malejąca waga:
• Spacer w słońcu, który koi myśli
• Ulubiona muzyka, która podnosi na duchu
• Chwila z bliską osobą, która rozumie
• Czas z dobrą książką lub kolorowanką na wyciszenie
• Uśmiech do siebie w lustrze — akt samoakceptacji
✨ Porządek i harmonia w przestrzeni:
• Uporządkowane, jasne i minimalistyczne otoczenie pomaga uspokoić umysł
• Minimalistyczna garderoba — proste, wygodne ubrania, które dają komfort i swobodę ruchu
• Mniej rzeczy, mniej zamieszania — więcej lekkości w codzienności
✨ Planowanie dnia — klucz do spokoju i równowagi:
• Ustalaj realistyczne cele i zadania na każdy dzień
• Planuj czas na odpoczynek i przyjemności, nie tylko obowiązki
• Dziel dzień na mniejsze etapy, by łatwiej zarządzać energią
• Pamiętaj o regularnych przerwach, które pozwolą Ci się zregenerować
✨ Jak jeść mniej i zdrowiej w trudnych momentach?
• Wybieraj lekkie i sycące posiłki: warzywa, owoce, jogurty naturalne
• Jedz powoli, skupiając się na smaku i teksturze
• Pij dużo wody — czasem pragnienie mylimy z głodem
• Miej pod ręką ulubione, małe przekąski
• Planuj posiłki na spokojnie, bez presji
✨ Aktywność fizyczna, która pomoże, ale nie obciąży:
• Delikatne spacery na łonie natury, które oczyszczają umysł
• Joga lub rozciąganie dla relaksu i poprawy samopoczucia
• Lekki taniec w domu, kiedy masz na to ochotę
• Krótkie ćwiczenia oddechowe, które pomagają rozluźnić ciało
• Znajdź ruch, który sprawia Ci radość i daje energię
✨ Pamiętaj:
Twoja droga jest wyjątkowa i piękna. Pielęgnuj siebie — nie tylko wagę, ale też serce, umysł i duszę. Jak motyl — rozwijaj się delikatnie, ale z siłą.
📏 Nie staję na wadze. I właśnie dlatego chudnę szybciej
Kiedyś ważyłam się codziennie
I codziennie pozwalałam, żeby ta liczba decydowała o moim nastroju
–0.5 kg? Jestem cudowna
+0.3 kg? Jestem beznadziejna
To nie była dyscyplina. To była obsesja
Teraz… nie staję na wadze wcale
Nie dlatego, że się boję
Tylko dlatego, że już jej nie potrzebuję
Jem lekko, czysto, powoli
Chodzę. Biegam. Oddycham
Moje ciało się zmienia, ale nie krzyczy mi w twarz cyframi.
Po prostu wiem, że robię wszystko dobrze.
🪶 Czuję to po ubraniach.
💧 Widzę to po twarzy.
🌸 Lżej mi w duszy — a to najważniejsze.
Czasem największy luksus to spokój.
A największy dowód skuteczności — cisza w głowie.
Nie ważę się codziennie
Nie muszę. Jestem w procesie. I to wystarczy.
Energe balance 16/01/2025
Winter holidays, school leaving exam, my plan for every Saturday