Czym jest dla mnie rodzima Wiara?
Oczywiście słowo "wiara" w tym kontekście może być utożsamiane z religią, wyznawaniem. Wyznawaniem Bogów, czczeniem Bóstw lub Bóstwa. Ale jest to bardzo monoteistyczne podejście, ukształtowane przez 3 dominujące dziś religie własnie. Ta terminologia skłania do myślenia, że i Rodzimowiercy [Słowiańscy, bo o innych nie mam tak szerokiej i weryfikowalnej wiedzy] działają na zasadzie tego schematu. Bóg stwórca, któremu lud powinien być wdzięczny za stworzenie i dążyć do wiecznego zbawienia podążając za spisanymi dogmatami.
Podczas gdy także w wierzeniach słowiańskich mamy tradycyjne rytuały, pewne niezmiennie złączone symbole to jednak odszukanie takiego "jedynego właściwego" sposobu praktykowania jest niezwykle utrudnione przez brak różnorodnych i wszechstronnych źródeł. Dlatego dzisiaj Rodzimowiercy łączą się ze Stara Wiarą na cały szereg różnych sposobów. To podejście do wiary jest niezwykle indywidualne i każdy czerpie z niej trochę to, czego potrzebuje.
Moim zdaniem my jako Słowianie, lub zawężając - Polacy - poszukujemy tego, co jest zapisane w naszych genach lub bardziej romantycznie - sercach i duszach. Podświadomie czujemy, że z naszym obecnym życiem jest coś nie tak i poszukujemy innej drogi, ścieżki aby odzyskać ten wewnętrzny spokój.
Nawet nie nazywając tego Rodzimowierstwem, nawet gdy nie mamy pojęcia o istnieniu takich wierzeń, lub cośtam słyszeliśmy o Słowianach (bądź częściej - poganach), to najczęściej są to najpopularniejsze święta i tradycje w mainstreamie takie jak np. Kupała, Szczodre Gody, Plony itp. Mówi się też o tym, jak chrześcijaństwo przejęło nasze święta. Więc temat jest taki, że coś tam nam się obiło o uszy ale nie jesteśmy tak głęboko w wierze słowiańskiej. A i tak, nawet wtedy szukamy tej harmonii i połączenia sie z naturą. Bo wiara słowiańska to przede wszystkim natura. Chodzimy na spacery, do lasu, w góry, nad morze. To jest nasz sposób na relaks i spędzanie czasu wpisane w jakąś taką naturalną formę. Ciągnie nas do tego. Jest to nomen omen naturalne dla nas.
Dając sobie czas i chwilę na to, by wrócić do tego czujemy, że własnie tu jest nasze miejsce na ziemi. Idziesz do lasu, siadasz nad rzeką, patrzysz w ogień i nagle czujesz, że wszystko wraca na swoje miejsce.
W Rodzimowierstwie natura nie jest żadnym „stworzeniem”, oddzielonym od człowieka, tylko jednością, wspólnotą, do której po prostu należymy. Nie ma tu hierarchii Bóg > człowiek > świat, jest krąg, w którym wszystko współistnieje i wzajemnie na siebie wpływa. I chyba właśnie dlatego tak wielu ludzi dziś intuicyjnie do tego wraca, nie nazywając tego nawet mówiąc tylko, że potrzebują natury, że muszą jechać w góry, że chcą wyjechac na wieś i żyć wolniej. Jakby odzywała się w nich jakaś dawna pamięć ciała i duszy, przypominająca, kim naprawdę jesteśmy.
I poniekąd często tutaj zaczyna się nasza ścieżka. Tym przede wszystkim jest nasza Słowiańska dusza. Cykl natury, Roku, wegetacji to był podstawowy element naszej kultury. My nie walczyliśmy z nią, my byliśmy jej częścią, musieliśmy z nią współgrać i umielismy to robić. Teraz nam się to kompletnie rozjechało i czujemy tę dysregulację. Sztuczne światło, praca bez pór roku, beton zamiast ziemi pod stopami. Jesteśmy przebodźcowani, wypaleni i rozregulowani. Ten kontakt z naturą i sam świat otaczający nas był nam Bóstwem do czczenia samym w sobie ale nie wymagał od nas ślepego podążania lecz mądrego działania na jego korzyść bo tylko to mogło zapewnić nam przetrwanie. Przyroda ma ogromne znaczenie w Rodzimowierstwie i to docenienie jej i złączenie się z nią, miłość do niej jest esencją naszej Wiary.















