“Dedicated To Bobby Jameson”- recenzja nowego albumu Ariela Pink’a.
Wielki powrót Ariela Pink’a świętujemy może nie równie wielkim, ale z pewnością przez wielu wyczekiwanym powrotem bloga. Dużo się zdarzyło od marca w muzycznym światku, ale to właśnie „Dedicated to Bobby Jameson” zmotywowało mnie do ponownego zabrania się za pisanie.
Muszę przyznać, że nowe wydawnictwo Pink’a to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie krążków tego roku. Ostatni LP „Pom Pom” ukazał się w 2014r. i od razu podbił serca fanów, których serca nie były już podbite przez „Mature Themes” z 2011r. Ale od początku. Ariel Pink to amerykański multiinstrumentalista, wokalista i producent. Słynie ze swojego ekscentrycznego wyglądu i częstej obsceniczności. Muzycznie oscyluje wokół Lo-Fi, synth popu i psychodelii i trzeba przyznać, że ściśle się tego od wielu lat trzyma, choć oczywiście różne płyty odbiegały lekko, w którąś ze stron. „Dedicated To Bobby Jameson” zaczyna się dosyć przystępnie „Time to Meet Your God” i „Feels Like Heaven” to piosenki, które zdecydowanie stylem nawiązują do poprzedniego albumu. Ta druga ma iście czarujące, wielowarstwowe brzmienie, a chórki w końcówkach zwrotek i refrenie sprawiają, że utwór faktycznie ma trochę niebiański wydźwięk. Niedługo po tym dochodzimy do tytułowej piosenki „Dedicated To Bobby Jameson”. Bobby Jameson to zmarły w 2015r. amerykański muzyk reprezentujący gatunki takie jak freak-folk i tak jak Pink psychodeliczny pop i noise. Znany bardziej ze swoich wybryków (próby samobójcze, angażowanie się w protesty i różnego rodzaju „inicjatywy społeczne”) niż z kunsztu muzycznego. Tekst jest prostą, nostalgiczną wspominką o Bobbym, ale sama piosenka jest dosyć skoczna i z pewnością nie może być nazwana bujającą balladą. Zupełnym przeciwieństwem tego są bardzo ciężkie „Time to Live” i „Revenge Of The Ice-Man”. Słychać w nich tęsknotę Ariela do wczesnych, amatorsko nagrywanych, głośnych uderzeń. „Time To Live” bardzo rozbudowanym przejściem z brudno brzmiącej psychodelii przeradza się w zaskakująco łatwo wpadający w ucho kawałek, z chóralną linią wokalu i świetnym, głośnym riffem. Wytchnieniem po „Time To Live” jest piękne „Another Weekend”, które genialnie łączy elementy akustyczne, warstwę klasycznych synth-popowych klawiszy i nostalgię, którą ciągnie za sobą tekst. „I Wanna Be Young” jest potwierdzeniem chęci powrotu do korzeni Ariela, na co wskazuje sam tytuł, a dodatkowo fakt, że jest to remake piosenki z wcześniejszych wydawnictw Pinka z początku lat 2000. Kolejnym wyróżniającym się elementem albumu jest „Acting” utwór nagrany z amerykańskim producentem Dam-Funk. I niestety obecność gościa jest jedyną rzeczą, która zwraca uwagę w tej piosence, szczególnie, że jest to po prostu inna wersja “Acting”, pojawiającego się na najnowszej płycie Dam-Funka. „Dedicated To Bobby Jameson” jest na pewno jednym z lepszych materiałów Ariela Pinka, miło nawiązuje do jego początków, a całość dopełniają jego obecne wymysły. Niestety problemem są ubogie teksty, bo pomimo świetnej produkcji muzyki i ogromnego talentu Pinka do tworzenia chwytliwych melodii, słuchając albumu zauważalne są w wielu przypadkach mało wymyślne teksty, często powtarzane przez cały utwór. Na szczęście w moim przekonaniu album nie traci na wartości i jest jedną z lepszych premier tego roku, a Ariel nie musi się wstydzić stylu w jakim powrócił. Ariel Pink-Dedicated To Bobby Jameson Mexican Summer [2017]
Ocena: 8 i 5/8










