Lubię jak wyglądam, doczekałam się tego momentu, choć dalej mam kryzysy. 58kg
Kupa sprawdzianów, nauki do matury. Nic mi nie wychodzi. Uczę się, a i tak potem nic nie umiem. Zrezygnowałam z pisania olimpiady. Odcięłam się całkowicie od mojej klasy. F jest okropny. Moja impreza wszystko zweryfikowała...
Czuję się bezwartościowa przy M.
Staram się, daję z siebie wszystko, a i tak nic mi nie wychodzi. Czuję się jak wędrowiec we mgle, nie wiem w jakim kierunku idę. Mam wiele dopracowanych i sensownych planów na swoją przyszłość, ale nie potrafię ich zrealizować. M umie.
Jestem okropnie zmęczona, przepracowana, zestresowana. Mam bóle głowy, nie mogę spać, płaczę. Nie mam siły.
Ale dzisiaj już jest piątek. Tylko, że jutro jest H... W ogóle mi się to nie widzi.
Czuję się uzależniona od M. Pisanie do niego działa na mnie o wiele gorzej niż TikTok. Ale on ma znajomych, ma swoje życie, nie potrzebuje mnie... To zdrowe. Ale ja nie jestem zdrowa, ja nie daję sobie rady.
Czuję niepewność. Jestem przytłoczona.
n i e n a w i d z ę siedzieć w domu. Ale gdzie wolałabym teraz być? Z nim. Ale to puste, krótkotrwałe, powierzchowne, nieskuteczne. On działa tylko na chwilę, nie rozwiązuje problemów dogłębnie.
Czuję się źle ze sobą i dopiero teraz to dostrzegłam. Starałam się być pozytywna, naprawdę. Te wakacje nie były złe.
A mnie cieszy. Bardzo lubię się z nią spotykać, to dla mnie ulga.
Dlaczego zawsze albo mam za dużo rzeczy na głowie, albo za mało? Gdzie znajdę złoty środek? Ba, co mi ze złotym środkiem. Pracuję za dużo, a i tak mi nic nie wychodzi. Złotym środkiem to mogłabym nie iść na studia.
Tylko mocni przetrwają. Jestem słaba.
Potrzebuję odpocząć, bardzo, bardzo, muszę.
Wszystko, co mogę robić, jest puste dopóki nie ma ze mną M. On nadaje mi sens.
Nie jestem zdrowa, jestem chora, niestabilna, nie daję sobie rady w tym życiu. Nie daję sobie rady, ale przecież jestem mocniejsza, choćby od F. Myślę za dużo, myślę za dużo i to dlatego. Widzę rzeczy, których on nie widzi. Szukam swoich ludzi. Jestem ponad F i paczkę.