o, ile czasu marzylam o tym, zeby tu cos napisac. o, bardzo dlugo
ale to ranek za ciemny, to sil za malo, to - moze jutro
zycie ciagnie mi sie bez zmian, wlasciwie to ja ciagne to zycie z pelna swiadomoscia, ze przeciez nie jest tak zle. ale uwiera mnie wiele rzeczy, co w sumie - przekuwa sie czasami na dobre rzeczy
tak oto staje dumna (choc nogi drzace i chwiejne) na wprost osob stukrotnie ode mnie bardziej doswiadczonych, przed ktorymi do tej pory spuszczone rzesy i mowie dumnie (choc glos drzacy i chwiejny) - nie zgadzam sie.
nie zgadzam sie, nie zycze sobie tego i tego, to nie dotyczy mnie, prosze mnie w to nie mieszac
i staje sie wtedy swoja wlasna bohaterka. naprawde. jeszcze kilka miesiecy temu nie zareagowalabym wcale, bo czulabym sie niedostatecznie silna (?)
dzis, choc nogi drza i poca sie dlonie, bo to dopiero asertywne raczkowanie, mowie swoim glosem - NIE.
to chyba jedyny plus tego, ze pracuje w tym miejscu, gdzie stezenie toksycznosci kazdego dnia jest przytlaczajaco-obezwladniajace
zostane tu jeszcze troche. zostane do konca remontu, bo plynnosc finansowa w doroslym zyciu to jednak wazna rzecz, nie oszukujmy sie. a potem - zobaczymy
w gruncie rzeczy ja mam bardzo parszywy charakter. bardzo parszywie - paradoksalnie, rzecz jasna - mnie wychowano. na zbyt uczciwa. zbyt dokladna. zbyt - dzien dobry, dziekuje, do widzenia. na zbyt przepraszam. to juz nie dziala. to juz nie ma dzisiaj znaczenia. jestem za porzadna, doprawdy, zbyt sumienna i dokladna. te ceche chca zdeptac. przez te cechy chca mnie stlamsic. przez te cechy czuje sie - o zyciowa ironio! - inna, dziwna, gorsza. ?
tak mnie nauczono. tak mnie uczyl Dziadek. pracuj w ciszy. rob wszystko dokladnie.
nie zapomne, jak majac 9-10 lat zlozylam Dziadkowa koszule po praniu i zanioslam mu, zeby schowac do szafy. gdy ja zobaczyl, rozlozyl ja na lozku i zlozyl od poczatku. idealnie rowno. starowinka moja, Dziadzius moj, majac wtedy circa 80 lat, zlozyl te koszule idealnie rowno, idealnie pieknie, a ja wtedy poczulam sie taka malutka i taka nieumiejetna, i jednoczesnie patrzylam z zachwytem na niego, jak sie starowinka moja pochyla nad ta koszula, bo wszystko MUSI byc zrobione dokladnie. bo tak nalezy. zlozyl wiec sobie ponownie te koszule sam i schowal ja do szafy.
to prawdziwa stara szkola, old school, rocznik 1924. musztra i dokladnosc wyuczone w zyciu, w wojsku i na froncie. i poszlo mi to w krew, i plynie. i mecze sie teraz z tym ja, z tym - dokladnie, precyzyjnie, sumiennie. o, Dziadziu, poglaszcz mnie gdzies tam z gory, bo to ciezkie jarzmo, wbrew pozorom. ale staram sie, kazdego dnia, przeciez widzisz.
jestem przeziebiona. nos zapchany tak, ze oddycham buzia, zimne powietrze owiewa mi i tak obolale juz gardlo. ale mam dwie rece, dwie nogi i oczy. troszke wadliwe, ale widzace. wszystko. moze niezbyt dokladnie, ale najwazniejsze jest tam, gdzie ma byc.
ucze sie tego, jak po prostu - usiasc. paradoksalnie. to z kolei zasluga mojej mamy, ze czas nieprzepracowany to czas stracony. matka moja z kolei praca zabija caly swoj czas. ale to temat na osobna historie. zreszta - czy chce poruszyc ja - nie wiem.
jak juz powiedzialam - ucze sie siadac. siadac z glowa pusta i trzezwa, i swiadoma. siadac i nic nie robic. nie szukac sobie zajecia co chwila. od brudnej podlogi jeszcze nikt nie umarl. w naczyniach w zlewie jeszcze nie ma plesni.
tkam. ucze sie, ale widze, ze idzie mi coraz lepiej. w tramwaju czytam ksiazki, slucham muzyki albo sie modle. modle tymi samymi ojczenaszowymi i zdrowasmaryjnymi frazesami. choc za chwile zwracam sie do tego, w ktorego juz chyba nawet nie wierze - nie wierze juz w ciebie, borze zielony. nie ma cie juz w moim zyciu, choc bardzo bym chciala. a wiesz dlaczego? zeby scedowac na ciebie to co musze, to czego nie chce i to co trzeba. i to czego sie boje. zeby to nie bylo moje. zeby ktos wszystko zrobil za mnie, a ja wroce na gotowe. ale takiego bostwa nie ma. nigdzie. ze wszystkim musze, musisz, walczyc sam. na liche piesci, na bystre oczy, na trzezwy umysl. na cieta riposte, na swiadomosc kiedy odpuscic.
czekam na wiosne. w zieleni traw i zolci zonkilow wszystko jest takie niedorzeczne.