( @212mm )
“Kinda brzmi jak Park Jaeyoon całe życie.” Skomentowała, swobodnie machając nogami poprzez fakturę nocnego powietrza; w oddali majaczył się dźwięk jeżdżących samochodów, które w dość przyjemny sposób zakłócały harmonię obecnego wieczoru. “Kinda też jestem hungry i nie miałabym nic przeciwko pójściu do spania. Możemy sobie wydziarać coś ładnego na klacie, a na drugie nie mam lekarstwa. Chociaż kto tam wie, duży Jae…” Cichy śmiech Kang wtopił się w siarczysty zapach dymu papierosowego, jaki dobiegał z ulicy na dole. Schody pożarowe, na których aktualnie siedzieli, z każdą minutą wydawały się być coraz zimniejsze, jednak Seulgi ani razu nie wspomniała o niemiłym uczuciu, wędrującym od jej nieosłoniętych kostek aż po ramiona. Być może siedziała cicho ze względu na tęsknotę, z jaką musiała się zmierzyć przez ostatnie parę tygodni, a która była stałym elementem rozłąki. “Kiedyś chciałam sobie zrobić jakiś maleńki tatuaż w miejscu, do którego tylko ja miałabym dostęp. Albo które byłoby odsłonięte tylko w niektórych wypadkach, jak na przykład kark. Zawsze to miał być jakiś napis, symbol, liczba, ale potem zobaczyłam rękawy i- rękawy są przefantastyczne. Nie dałabym sobie wydziarać całej ręki, ale zaraz po żyrafach i słonecznikach, takie tatuaże są najlepszą rzeczą na świecie.”
Prychnął pod nosem słysząc jej słowa, a głowa zaczęła się kiwać pionowo, przytakując tym sposobem starszej. Chwile później podniósł wzrok i umiejscowił go, w co jakiś czas przechodzących poniżej, ludziach. Było ich niewiele, dzięki czemu na każdym mógł przez chwilę zawiesić oko, oddając się prawie całkowicie temu zajęciu. Przyglądał im się z zadziwiającą ciekawością, lubiąc analizować wygląd oraz zachowania innych, które były mu dostępne wyłącznie na parędziesiąt sekund, aby następnie rozpłynąć się w uliczkach miasta i nie zobaczyć już ich ponownie. Resztę swojej uwagi poświęcał słuchaniu, zdawałoby się wiecznie czymś podekscytowanej, Seulgi. “ Nikt, nic nie wie, mała Kang ” - odwrócił się w jej kierunku i cmoknął powietrze swoimi ustami. “Myślisz, że przynieśli by nam tutaj pizze? Ja naprawdę staje się coraz głodniejszy, aż słyszę głosy ze środka. ” Owinął ramie wokół swego tułowia i wychylił się bardziej za barierkę, spoglądając w dół na drogę, którą musiałby przebyć dostawca. Gdy tylko zaczęła opowiadać, przywarł policzkiem do metalowej rurki i zaczął wodzić wzrokiem po jej twarzy wzrokiem, a na jego ustach powoli rozrastał się uśmiech. “ Nigdy mi o tym nie mówiłaś. Mogę Ci narysować piękną żyrafę na czole. ” Stuknął ją w wymienione miejsce i zaśmiał się głośno, tak że przypadkowi ludzie pod nimi mogliby go usłyszeć. “ W sumie ” - przerwał odrywając od niej oczy i rozglądając się po okolicy. “ Możemy coś zamówić w jakieś budce po drodze do tatuażysty. ” Uśmiechnął się do niej szeroko. Policzki prawie przykryły jego oczy, a on był wyjątkowo zadowolony ze swojego pomysłu.










