W kolejnym odcinku naszych rozmów z ludźmi pozytywnie zakręconymi prezentujemy Piotra i jego wytwórnię fyh!records, która świętuje właśnie premierę debiutu Little White Lies.
Najpierw był serwis muzyczny. Skąd pomysł na wydawanie płyt?
Przed serwisem muzycznym było jeszcze kilka epizodów z serwisami i gazetami sportowymi, ale sama historia związana z powstaniem wytwórni jest dość zawiła. W październiku 2010 roku, razem z moim przyjacielem Wojtkiem, założyłem bloga, który jakoś tam się rozwinął mniej lub bardziej. W marcu lub kwietniu 2011 poznałem Mateusza Romanowskiego, gitarzystę The Spouds, który odbywał praktyki studenckie w jednym z portali lifestyle'owych. Podobał mi się jego bezpretensjonalny, czasem wręcz lekceważący styl pisania i zaproponowałem mu współpracę. W odpowiedzi Mateusz wyszedł z propozycją, abym zajął się managementem Spoudsów i Lora Lie. Lora szykowała się do wydania właśnie nowej EP-ki, a ja miałem zacząć szukać jakiegoś poważnego wydawcy – wiesz, chciałem się zwracać do tych oficyn, które szanuję, i które pasowałyby do koncepcji zespołu, jak chociażby Antena Krzyku. Kaja Domińska, wokalistka Lory, wzięła w tym samym momencie, totalnie dla zwały, udział w jednym z programów typu muzycznych talent-show i przeszła dalej. Zawiłości prawne i regulaminowe uniemożliwiły rozsyłanie demówek po "poważnych" wytwórniach. Założyłem więc własny label, który pierwotnie miał wypuścić tylko jedno wydawnictwo.
Czy serwis bardzo pomaga w promocji wydawnictw?
Szczerze mówiąc staram się w całości odciąć FYH! od fyh!records, nie pisać o własnych zespołach, czyli tym, którym np. bookuję koncerty, czy też których płyty wydaję. Pisanie na własnej stronie o własnych zespołach uważam za nieetyczne. Jasne, mógłbym spamować newsami typu "The Spouds wydali grają w Iławie!", czy "Karate Free Stylers dzisiaj w Radio UWM FM", bądź też zlecać współpracownikom FYH! pisanie relacji z koncertów, ale czułbym się z tym źle. Początkowo pojawiło się kilka postów o tym czy tamtym koncercie, ale nie, po prostu mi głupio. Staram się jedynie ograniczać serwis do napisania o premierze płyty, jak to miało miejsce w przypadku debiutu Little White Lies.
Jest grudzień, niedługo podsumowania roczne, mi się na przykład bardzo podoba "Paxil", debiut Spoudsów. Mam go na iPodzie, często go zapętlam albo puszczam poszczególne piosenki. Gdybym nie miał nic wspólnego z tym zespołem, z całą pewnością uwzględniłbym tę płytę w rankingu. Nie mogę tego zrobić.
Jak wyglądały początki fyh!records? Planowaliście nadać labelowi jakiś konkretny profil stylistyczny?
Sam pomysł wytwórni wykluł się nagle i mieliśmy naprawdę mało czasu, żeby wszystko dopiąć, żeby całość jakoś zazębiła. Lora była robiona na wariata, płyty odbierałem w dniu koncertu promującego "Catadores" i jednocześnie imprezy urodzinowej FYH! Singiel Spouds, "Canada", również przyjechał do Hydrozagadki w dniu premiery. Nie ma chyba żadnej innej wytwórni, która działałaby w tak chaotyczny sposób. Ale w tym też jest jakiś urok. Robię wszystko na wariata, żeby potem z każdym dniem stabilizować sytuację. Cały czas się uczę, uczymy, więc dużo będzie pewnie jeszcze tych niedociągnięć, dlatego cały czas chyba można mówić o początkach fyh!records.
Jeśli chodzi o profil stylistyczny, to niedawno wymyśliłem takie hasło przewodnie. Nadal mam wątpliwości czy używamy tego w poprawnej formie gramatycznej, ale przynajmniej dobrze to brzmi: "We want to put some noise into your life". Label opiera się głównie na kakofonii, zgiełku muzycznym. Można powiedzieć: indie rock, można post-hardcore, a można też użyć noir-pop. Każda łatka chyba jest w porządku. Moi rodzice mówią "szarpidruty".
Chciałbym mieć kiedyś taki katalog, który będzie powalał różnorodnością. Z jednej strony folk, z drugiej post-hardcore i post-punki, żeby w środku wrzucić takie indie, jak na debiucie Bloc Party czy zespoły z pavementową stylistyką. Na wszystko przyjdzie, mam nadzieję, czas, ale linia artystyczna fyh!records to muzyka gitarowa.
W opisie na facebooku zamieściliście słowa: "śmieszna wytwórnia na blogspocie, która ma tylko trzystu fanów na Facebooku i maila na wp". Domyślam się, że to komentarz nadgorliwego internauty?
Jakiś czas temu żyło takie coś jak POPMag. Nie czytałem tego zbytnio, miałem na Facebooku ich fanpage w ulubionych, bo z nadzieją w oczach wyczekiwałem pierwszego dnia, gdy napiszą coś o labelu. Poza portalem POPMag wypuścił też magazyn w wersji on-line, a okładkę zdobiła Lana. Raz w życiu (raz!) puściłem komentarz na tym fanpage’u i spotkałem się z takim dissem, że nie spałem przez tydzień, nie jadłem przez dwa, a kwartał bałem się wejść na maila na WP, bo mogły tam czekać wyzwiska.
Napisano, że jestem Kim Kardashian muzycznego dziennikarstwa, że jesteśmy śmieszna wytwórnią na blogspocie, która ma trzystu fanów na Facebooku i maila na WP. Do tamtego momentu nie wiedziałem kim jest Kim, trzystu fanów to nie taki zły wynik – teraz jest więcej!, a mail na WP zmieniliśmy na ziomalski adres z domeną fyh. Ale kto by się przejmował garstką porzeczkowców? Jest klawo!
Jakie ceny najlepiej się sprawdzają w przypadku płyt CD i plików w Waszym przypadku?
Mamy strasznie niskie ceny, jeśli chodzi o albumy na trwałym nośniku, jednak wydaje mi się, że tych dziesięć złotych to nadal za dużo… Może to był głupi pomysł wydawać single na płycie CD, moda na ten format w końcu mija, ale chciałem mieć coś, czego nie robią inne labele w Polsce. Zrobiłem i puściłem za piętnaście, bo nakład był bardzo mały, wręcz śmiesznie i sprzedawanie płyt za cenę mniejszą niż produkcja jest trochę bezsensowne. Wiadomo, fajnie jest gdy wyjdziesz na plus z wytworzeniem płyt, a jeszcze lepiej, gdy zespół zarabia. W fyh!records ceny wahają się od 10 zł do 25. O plikach mp3 lepiej nie mówić. Jaka była radość, gdy po sześciu miesiącach ktoś zdecydował się zapłacić za album. Przyjechała cała rodzina i świętowaliśmy jak podczas Chanuki!
Jaki nośnik cieszy się największą popularnością?
Najlepiej schodzą płyty, jeśli mówimy o sprzedaży. Najlepiej schodzą pliki mp3, jeśli mówimy o darmowym pobieraniu. Ale płyty to główne źródło jakichś tam pieniążków. To dziwne, bo w przypadku materiałów cyfrowych to do zespołu lecą pieniądze, nie do wytwórni.
Przy okazji premiery albumu Little White Lies nawiązaliście współpracę z 8Merch.com. Jak wrażenia? Jesteście zadowoleni z tego, jak wygląda płyta i jak działa sklep?
O 8Merch.com słyszałem od wielu znajomych, a pierwszy raz powiedziała mi o Was Frota, która zachwalała i polecała. Potem Black Tapes i jeszcze jakiś zespół wypowiadał się w samych superlatywach. Grzechem byłoby nie sprawdzić. Nie żałuję tej decyzji, bo wszystko wyszło bardzo profesjonalnie. Spisaliście się na medal, czasem będąc może za bardzo szczegółowymi. Grafik Little White Lies oka nie zmrużył podczas wszystkich tych korekt. Nie, no oczywiście żartuję teraz, ale i z samego procesu, i ze sklepu, który założyliśmy dopiero kilka dni temu, jestem mega zadowolony.
Jak wygląda promocja tego albumu? Korzystacie z instytucji patronatów medialnych?
Patroni to chyba podstawa na polskim rynku wydawniczym. Rozmawiałem z kilkoma portalami. Z niektórymi współpracowałem przy wcześniejszych albumach, z innymi dopiero zaczynam. Staram się zawsze wypoziomować sytuację pomiędzy naszymi możliwościami, a żądaniami serwisów. Sam prowadzę stronę muzyczną, więc wiem, ile wytwórnie dają płyt; wiem, że czasem nie dają stałych albumów, tylko on-line stream, a czasem kod do mp3.
Jeśli chodzi o samą promocję Little White Lies, to "Devils in Disguise" broni się samo materiałem. To bardzo dobry album i wydaje mi się, że w opisie prasowym wcale tak dużo nie słodziłem. Ta płyta ocieka seksem i przebojowością. Jest dobra i na prywatkę, i do kontemplacji.
Dodatkowym czynnikiem promocyjnym jest naprawdę pokaźna trasa koncertowa zespołu. Little White Lies grają praktycznie wszędzie – Radomsko, Poznań, Olsztyn, Toruń… WOW! Z tego, co wiem, na 2013 mają być kolejne gigi.
Oczywiście sam też wysyłam materiały prasowe, maile, spamuję dziennikarzy na Facebooku i prywatnie, proszę o opinię. Mam w zanadrzu jeszcze jednego asa w rękawie, ale tej osobie wiszę coś od lipca i w końcu muszę skończyć pewną robotę. Wtedy się odezwę.
Co czeka label w najbliższych miesiącach?
Sam tego nie wiem. Z każdą kolejną płytą mówię sobie, że to moje ostatnie wydawnictwo, że chociaż to kocham, to nie stać mnie na wypuszczanie kolejnych albumów. W tym momencie rozmawiam z Karate Free Stylers o nowym materiale. To luźne wymiany zdań, pomysłów, pewnych koncepcji. Obecnie zespół jest rozbity na Warszawę i Olsztyn, ciężko tak funkcjonować, ale myślę, że albo przed świętami, albo już po nowym roku usiądziemy razem w Sali prób, posłuchamy materiału, wybierzemy coś i pomyślimy – czy LP, czy kolejna EP-ka, czy cedek, czy winyl. A może kaseta? Kto wie.
Nowy album miga w głowach The Spouds, a co ważniejsze, są też nowe piosenki, które chłopcy grali w Eufemii przed Wildmen. Do tego lada dzień ukaże się EP-ka Brooks Was Here wydana już nakładem fyh!records. Będzie różnić się od tej, którą chłopcy wydali sami – nie w kopercie, a w opakowaniu plastikowym, w innym kolorze itp. Mam nadzieję, że wyjdzie to fajnie, bo "Brooks Was Here EP" powstaje totalnie DIY. Przed końcem roku będę miał jeszcze niespodziankę od wytwórni.
Z nowych artystów – ciężko mi powiedzieć. Dostaję różne propozycje, ale nie wszystkie powalają. Jest kilka fajnych pomysłów, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Największym problemem są fundusze, bo nadal jesteśmy pod kreską. Ta sytuacja stale się polepsza, ale minus to minus. Gdybym nie wierzył w poprawę sytuacji na rynku, nie brałbym się za to.