Szpieg
Reżyseria: Thomas Anderson
Gatunek: Kryminał
Czas trwania: 127 minut
Występują: Gary Oldman, Colin Firth, Tom Hardy, John Hurt, Benedict Cumberbatch
Fot. cinemacabra.pl
W Cyrku jest kret. To rdzeń fabuły filmu. Mamy środek zimnej wojny, a Cyrk to miejsce pracy najściślejszego kierownictwa brytyjskiego wywiadu. Kret to z kolei sowiecka wtyczka, która działa w grupie piątki teoretycznie najbardziej oddanych służbie agentów. Zadanie jego wyśledzenia otrzymuje dopiero co odstawiony na emeryturę agent Smiley (świetny Gary Oldman). W poszukiwaniach asystować mu będzie żółtodziób Peter Guillam i dawny współpracownik Mendel. W to wszystko wpakuje się zbuntowany brytyjski agent, którego zwiodło serce oraz weteran akcji szpiegowskich, który powinien już nie żyć. O tym kto jest kretem dowiecie się wybierając się do kina, bo fabuły streszczać nie zamierzam.
Szpieg nie niesie ze sobą jakiejś wielkiej głębi. Jednak wymaga od widza bardzo dużego skupienia, bo wiele aspektów zostaje tutaj zaznaczonych pojedynczą sceną, która mimo to wplata się w całość układanki. Nie polecam wypadu na ten film, gdy nie jesteście w pełni sił, bo zwyczajnie będziecie się męczyć podczas oglądania. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki ukazano swoistą paranoję szpiegowskiego życia. Nawet teoretycznie najbardziej zaufani ludzie wywiadu mogą zostać zwerbowani przez przeciwnika, który w tym przypadku jest właściwie pseudonimem, widmem, przed którym drży jednak każdy brytyjski członek wywiadu. "Karla". To wszystko. Nawet Smiley, który go spotyka nie pamięta, jak wyglądał. Szpiedzy nie mogą ufać nikomu, co czyni ich wyjątkowo samotnymi i w gruncie rzeczy nieszczęśliwymi ludźmi. Parafrazując słynnego człowieka z papryką - jak tak można żyć ?!
Fabuła filmu jest zawiła i przychylam się do stwierdzenia, które znalazłem na jednym z filmowych forów, że jest to film, który zaczynamy oglądać dopiero idąc do domu po seansie. Analizujemy wtedy przedstawione fakty i mamy ochotę zobaczyć go jeszcze raz, by skonfrontować wydarzenia z ekranu z naszą, domniemaną wersją wydarzeń.
Największym atutem filmu jest jego tajemnicza atmosfera budowana przez minimalistyczne podejście do rozbudowy akcji. Złośliwi pewnie stwierdzą, że w tym filmie tylko się gada, ale taka jest kwintesencja stylu reżysera. Wszystko jest tutaj niedopowiedziane i owiane mgiełką sekretu. Bardzo ciekawie pracuje kamera, która często pozostawia rozmyty drugi plan, co wzmaga klimacik. Twórcy nie szastają tutaj efektami specjalnymi, a w rozwoju fabuły najbardziej liczą się detale. Absolutnym majstersztykiem jest muzyka, która doskonale buduje dramaturgię poszczególnych scen, które czasami na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nie istotne. Na ekranie rzadko pojawia się odrobina jakiegokolwiek ciepła, czy pozytywnych uczuć. Nawet atmosfera sceny miłosnej zostaje po chwili zburzona, gdyż okazuje się, że we wszystkim chodzi o wymianę informacji. Szpiegiem jest się bowiem zawsze.
Gary Oldman gra rewelacyjnie. Jego postać została wykreowana naprawdę wiarygodnie i ciekawie. Widać, że zadanie jakie postawiono przed Smiley’im nie jest dla niego łatwe. Musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, kiedy to jeszcze pracował w Cyrku i sam był zapewne jednym z podejrzanych do roli kreta. Musi zmierzyć się z wzajemną podejrzliwością pseudo-kolegów po fachu. Smiley jest pokazany jako prawdziwy szpiegowski wiarus, którego szanujemy od samego początku. Kroku dotrzymuje mu drugi plan aktorski, w którym szczególnie przypadł mi do gustu John Hurt (Kontroler) i Toby Jones (Alleline).
Polecam film wszystkim, którzy lubią wgryzać się w film i roztrząsać jego fabularne zawiłości godziny po seansie. Odradzam wyjście do kina fanom sensacji i żywej akcji. Może to banał, ale ten film, jak mało który nie jest dla każdego. I dobra rada - jeśli oglądać, to tylko ze świeżym i wypoczętym umysłem.











