Antoni Lange (1774 - 1842) - View of Lviv from the top of Wronowscy c.1822-1825. Gouache on paper.
seen from New Zealand
seen from Greece

seen from Greece

seen from United States

seen from Greece

seen from Malaysia

seen from Italy

seen from Greece
seen from China
seen from China

seen from Germany
seen from Italy
seen from Malaysia
seen from United States
seen from Russia
seen from Kuwait
seen from Argentina
seen from Netherlands

seen from United States
seen from United States
Antoni Lange (1774 - 1842) - View of Lviv from the top of Wronowscy c.1822-1825. Gouache on paper.
Portret Jana Brzechwy
portret Jana Brzechwy, namalowany przez Celine Sudnderland, ze zbiorow Muzeum Literatury w Warszawie Portret Jana Brzechwy namalowała kuzynka Jana Brzechwy, Bolesława Leśmiana i Antoniego Lange , Celina Sunderland w Iłży, w roku około 1950 -prawdopodobnie w Domu Sunderlandów, lub na poddaszu kamienicy państwa Połomskich, położonej w Rynku Głównym. Celina Sunderland po wojnie nauczała malarstwa i…
View On WordPress
Młynareczka
O, gdybyś ty mnie kochała, Młynareczko złotowłosa! Chłopcabyś wiernego miała — Niczemby mi deszcz i rosa! Kochałbym cię bez pamięci, Z oczu twoich pił wesele… Wiatrak kręci się a kręci. Miele zboże, miele, miele!…
Całowałbym twe oczęta I twój warkocz jasno-złoty, I żyłabyś uśmiechnięta Na pieszczoty, nie roboty. Hej, czyż garnki lepią święci? Ja robotę twą podzielę!… Wiatrak kręci się a kręci, Miele zboże, miele, miele!…
Sambym przystał do młynarzy, Sambym nosił wory mąki, A w nagrodę, jak się zdarzy, Brałbym słodkie pocałunki! Bądź mi w sercu dobrej chęci, Młynareczko, mój aniele… Wiatrak kręci się a kręci, Miele zboże, miele, miele…
Antoni Lange “Poezye” cz.2, 1898
Pogarda
Pogarda — wieszcz powiada — jest białą dziewicą, Obrażoną w poczuciu anielstwa bez skazy; Ale, nazbyt wysoko stojąc nad obrazy, Śmiałka druzgocze spojrzeń jasną błyskawicą. I nigdy na jej ustach nie zabrzmią wyrazy, Które stoją nad przekleństw namiętną granicą, Gdzie się dusz niecierpliwych gniewne głody sycą: Lecz tak potrafią tylko anioły lub głazy. O, bo nieraz dziewictwo staje się ciężarem, Który nam wszystkie żyły rozsadza pożarem, Że pragniem, choć bezwstydem, zdusić to męczeństwo. Wtedy niedość pogardy w obliczu bogini, Wtedy mocniejszy oręż ulgę nam uczyni: I takim jest pogardy orężem — przekleństwo!
Antoni Lange Zbiór “Poezye” cz. II, 1898
Chciałbym...
Chciałbym być świeżem porannem tchnieniem Wietrzyka, Co w twoje piersi wiosny pragnieniem Przenika. Chciałbym być słońcem, co cię ogrzewa W szat bieli; Chciałbym być falą, co cię oblewa W kąpieli. Chciałbym tą cząstką wybraną zostać Przestworza, Które obleka białą twą postać Jak zorza. Chciałbym być okiem twem — i uśmiechem Twym smętnym; Falą twych włosów — piersi oddechem, Krwi tętnem. Chciałbym być dumań twych marzycielskich Przędziwem, Uczuć twych żarem — piersi twych sielskich Ogniwem. Chciałbym się całą mą przeobłoczyć Osobą W tobie — i z tobą byt mój zjednoczyć: Być tobą!
Antoni Lange “Poezye” cz.1, 1895
Szampan
Pójdź, moje dziewczę, o, pójdź w me ramiona! Na świecie wicher tak żałośnie jęczy, A w sercu mojem wszystko życie kona, Grobowych przeczuć jakiś wir szaleńczy. Nic – nawet nici już nie mam pajęczej, By się oparła dusza skołatana; Twój śmiech mię tylko budzi potępieńczy: Utopmy rozpacz w kielichu szampana!
Jestem, jak sosna samotna, schylona Nad przepaściami, na górskiej przełęczy! Żadna mi znikąd nie przyjdzie ochrona, Żaden mię poryw nie obudzi świętszy. Los mi najdziksze zapomnienia stręczy: Bachantko, szałem dzikim rozpasana — Ku tobie płynie mój duch bez poręczy, Utopmy rozpacz w kielichu szampana!
Słuchaj, jak szabla świeżo wyostrzona, Kielich o kielich trącony tak dźwięczy!... Pijana złotym ogniem winogrona, Samaś, jak szampan, jak skra, ogień tęczy. I oto duch mój u stóp twoich klęczy, Od twego szału drżą moje kolana! Może twój uścisk moją boleść zmiękczy: Utopmy rozpacz w kielichu szampana!
Pójdź, niech twój uścisk — jak grobu sierp żeńczy, Mózg mi i serce na wieki wycieńczy, Bo jeno wytwór z tej kuźni szatana, Uśmierzy boleść, co mi ducha męczy. Utopmy rozpacz w kielichu szampana!
Antoni Lange “Poezye” cz.2, 1898
Posąg i dziewczyna
Kto mnie nauczy, co lepiej na świecie, Czy lepiej patrzeć w to, co wiecznie trwa, Czy w to, co znika, jak wiosenna mgła, I co przemija jak więdnące kwiecie?
W cieniu akacyi, i bluszczu i bzów Lśnił biały posąg z marmuru kowany, Venus — jam przed nią stał oczarowany, I odchodziłem, i wracałem znów.
Naraz aleją szła dziewczyna młoda, Świeża, jak kwiatów niespodziany ruch, A w lazurowych jej oczętach dwóch Nieznanych niebios jaśnieje pogoda.
W szeleście sukien szła — jak w brzęku pszczół, Usta różanym płonęły uśmiechem. Czar! więc spojrzałem na dziewczę z pośpiechem I, patrząc, wiosnę jam w duszy swej czuł.
Ona wesoło poglądała ku mnie I poszła dalej w cień bluszczu i bzów, I znikła. Został tylko posąg ów, Na marmurowej oparty kolumnie.
Wiecznie stać będzie nieruchomy głaz, Dziewczyna pójdzie w nieznajome światy... Szybko czas mija — szybko więdną kwiaty A żyć należy póki życia czas...
Posąg zostanie dla mnie śród gęstwiny, Dziewczyna przeszła i nie wróci już... Żal mi, ach, żal mi więdniejących róż, Żal mi, ach, żal mi nieznanej dziewczyny.
I cóż jest lepiej środ życiowych fal? Patrzeć na posąg nieruchomo wieczny, Czy ścigać uśmiech dziewczyny serdecznej, Co mija szybko i odchodzi w dal?
Antoni Lange “Poezye” cz.1, 1895
Zawsze kochankom przychylne są bogi...
Zawsze kochankom przychylne są bogi. Póki dwa serca brzmią na jedną nutę, Oni ich wiodą jednakiemi drogi. Pamiętam jeden dzień, jedną minutę… I ja też kiedyś miałem rok dwudziesty, I jam też kochał — i byłem kochany!… I rozumiałem wszystkie drzew szelesty I wszystkie szmery fali zwierciadlanej. I rozumiałem ptaków szczebiotania I złote blaski słońca w gajów szumie: Gdy kochasz — cały świat ci się odsłania, Gdy serce umrze — już nic nie rozumie.
Znałem dziewczynę. Na licach mej lubej Najświeższe wiosna umaiła kwiaty, Ale w jej duszę wiosenne cheruby Po stokroć świeższe wlały aromaty. A miała uśmiech pół-dziecka, pół-kotki, I dziwną mądrość w swojem oku sinem — I głosik srebrny tak cichy, tak słodki… I usta — kielich z przenajsłodszem winem. Wszystko to przeszło: dziś trawą zarosły Ścieżki, po których chodziła dziewczyna! Wichry nam szczęście, jako pył rozniosły, Trwało to krótko. Lecz dusza wspomina…
Był na przedmieściu niewielki ogródek, Gdzie mało ludzi, lecz mnogie powoje I wiele astrów, róż i niezabudek — Lubiliśmy ten ogródek oboje. Tam, gdy wieczorne zapadały cienie, Z dwóch końców miasta szliśmy — ja i ona — By codzień jedno powtarzać westchnienie, Jednem westchnieniem kołysać dwa łona. Trwało to krótko… Lecz dusza wspomina. Choć łzy mi nieraz płyną z oczu sute… Biegłem, gdzie na mnie czekała dziewczyna, Biegłem… Pamiętam ten dzień, tę minutę…
Biegłem zdyszany i pełny tęsknoty… A miasto wokół zgrzytało mi gwarnie — Wrzawa przechodniów, powozów turkoty, I migające nierówno latarnie Sklepowe okna, kuchenne zapachy, Drażniły duszę moją rozśpiewaną, Że chciałem skrzydła mieć i po nad dachy Lecieć i klęknąć przed mą ukochaną. Nikt-że tu nie zna mej pieśni tajemnej? W zadumie sklepów czytałem napisy. A w tem z ulicy bocznej, wąskiej, ciemnej, Ktoś wyszedł, wyszedł jakby z za kulisy.
Tak my na rogu zeszli się oboje, I wzajem w oczy my sobie zajrzeli I naraz imię usłyszałem swoje: Ona to była! Bogi nas widzieli! Ona to była! Jak w czarownej baśni, Z pod ziemi naraz wyrosła dziewczyna. I już mi było weselej i jaśniej… I ludzie mili! Ach, dusza wspomina!
Wspomina dusza! Chwila szczęścia krótka Jak sen minęła. Na drogi połowie Spotkaliśmy się. Potem do ogródka Długo szli razem. Wiedli nas bogowie.
Tak to kochankom przychylne są bogi. Wszystko to pierzchło, pierzchło, jak obłoki! Lecz dziś, gdy stanę pośród owej drogi — Czekam i patrzę, i patrzę w te mroki: Czyli nie wyjdzie z za rogu ulicy, Czy nie zawoła mojego imienia — Ta, z którą razem piliśmy z krynicy Łez, pocałunków, tęsknoty, marzenia! Nie płynie Wisła nazad w Tatry z morza, Czas nie powróci, nie wskrześnie uczucie, Nie wyjdzie dziewczę z ulicy naroża — Ja tylko pomnę o owej minucie.
Antoni Lange “Poezye” cz.1, 1895