Autumn composition
seen from United Kingdom

seen from Germany

seen from Bangladesh
seen from United States
seen from China

seen from Germany

seen from Australia
seen from United States

seen from Malta

seen from Malaysia
seen from Malaysia

seen from Bangladesh

seen from Malaysia
seen from Belarus
seen from France

seen from United States

seen from Romania
seen from Germany
seen from Pakistan

seen from Russia
Autumn composition
Ivon Hitchens, ‘Autumn Composition, Flowers on a Table’ 1932
Ivon Hitchens (3 March 1893 – 29 August 1979) was an English painter who started exhibiting during the 1920s.
Ivon Hitchens ( 1893–1979 )
Autumn Composition, Flowers on a Table
,,Jesienne rytuały"- ten krótki film w przepięknej oprawie muzycznej stworzonej przez mojego utalentowanego przyjaciela Valentina, ma na celu przedstawienie jesiennego klimatu w pozytywny, ciepły i zachęcający do korzystania z niego sposób. 🍁 Dziękuję Валентин za pracę włożoną w przygotowanie muzycznej kompozycji, jesteś nieoceniony w swym fachu. 🎶 Cieszę się ogromnie, że film nad którym pracowałam cały wrzesień, w końcu może do Was trafić. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest idealny, ale mam nadzieję, że namaluje on uśmiech, poprawi nastroje lub zainspiruje. Muzyka Валентин Сосницкий https://www.facebook.com/electrovalentin www.instagram.com/electrovalentine/ Wideo www.facebook.com/wioleta.jasinska/ www.instagram.com/violet.creator/ www.instagram.com/wioleta.jasinska.pl/
Po wypiciu kawy i przeczytaniu kolejnych 100 stron książki o poranku zaczynam czuć się tak naprawdę dobrze. Blady świt niechętnie się rozwija i chce wpaść przez moje okno na kartki książki. Doświetlam sobie wszystko lampką nocną i szczerze to dochodzę do coraz to poważniejszych wniosków. Pomimo zatracenia w lekturze czuję strach przed decyzjami, które prawdopodobnie podejmę. Nie potrafię chyba do końca siebie zrozumieć, albo ogarnia mnie zmęczenie albo rzeczywiście dorastam do pewnych sytuacji i zaczynam kwestionować własne postawy względem różnych spraw. Wprowadza mnie to w stan pewnego rodzaju bezszelestnego ale oblewającego mnie całą niepokoju. Chciałabym wyrazić się jasno lecz w mojej głowie jest tak wiele rzeczy nie ubranych w słowa.. Trudnych rzeczy. Jak mam to zrobić?
Popołudnia w pracy w moim grafiku są całkiem dobrą porą. Lubię popołudnia, szczególnie że wstaję wcześnie rano być dać sobie 'życie przed życiem'. Nadrabiam w pewnym sensie ostatni miesiąc i doprowadzam siebie do ładu, przypominam czym jest dyscyplina. Małe śniadanie, książka na obudzenie umysłu, Klub 555, poranna yerba lub pyszna kawa, kolejna lektura, później lekcje gry w szachy. To mi się podoba. Chciałabym tak sobie pozwalać na to wszystko każdego dnia, i generalnie póki co mogę. Mam urlop. Egoistycznie zajmuję się samą sobą i spędzam czas z najważniejszą osobą w moim życiu- mną. Urlop to cudowny czas, czekałam na te ‘drugie wakacje’ bardzo mocno lecz fizycznie nie były mi aż tak bardzo niezbędne. Zerkam w kalendarz. 1 grudnia. Powiesiłam już lampki w swoim mieszkaniu lecz nie planuję świąt. Bynajmniej nie w tym roku. Do tego nie nachodzą mnie jeszcze myśli które chciałyby podsumować ten rok. Jedyne co mnie nachodzi to cichy stres czy podejmuję dla siebie właściwe decyzje. Czy podziękuję sobie za to w przyszłości czy też znienawidzę siebie za to wszystko.
Jesień o dziwo mnie nie dobiła, a subtelna zima dmucha o poranku malutkie drobinki śniegu w moje włosy. Zaczynam marznąć bez czapki i chyba najwyższa pora by się tym przejąć. Lecz Wiola przejmuje się teraz tym, czy za szybko nie skończy czytać ulubioną książkę, czy nie wyczerpie się limit zadań szachowych na dany dzień, czy wystarczy jej yerba mate na najbliższe dni. Ach te priorytety..
Wspominałam ostatnio, że pochwalę się nowym zakupem, mianowicie Instax Wide 300, i oto jest. Nie jestem jeszcze jakoś szalenie sprytna w robieniu nim zdjęć, lecz spokojnie wszystko w swoim czasie. Kto wie, może gdy uda mi się zrobić jakieś godne uwagi - pochwalę się nimi. Lecz jeśli ktoś się zastanawia czy w ogóle warto inwestować w taką ‘zabawkę’ odpowiadam- warto. Zdjęcia które mamy natychmiast w naszej dłoni są klimatyczne i osobiście uważam że miło jest zachować dla siebie wyjątkowe momenty z naszego życia w takiej właśnie formie.
W moim internetowym koszyku piętrzą się książki. Na moim stoliku też nie jest lepiej. Marzy mi się.. biblioteka w moim domu. Pomieszczenie do którego wchodzisz i od razu otula Cię klimat, błogość i beztroska. Wodzisz palcem po grzbietach książek, wybierasz jakąś dla siebie i siadasz na skórzanej kanapie w centrum biblioteki. Obowiązkowo do Twoich pleców przytula się przyjemny w dotyku koc a na strony książek spada światło lampy. Tu chłoniemy wiedzę a później ją wykorzystujemy tworząc w naszym życiu najpiękniejsze scenariusze. Rozwój osobisty. Jak dobrze, że mnie to dotyka..
Kilka słów o Black Rooster? Wypadałoby. Natknęłam się na ten wspaniały krem zanim został wykonany mój drugi tatuaż. Nie znając żadnych opinii na jego temat, a mając przed nosem jedynie opis produktu stwierdziłam, że warto spróbować. Krem okazał się być strzałem w 10! Gdy wróciłam po ‘zabiegu’ i ok 2-3 h w mieście- zdjęłam w domu folię, przemyłam tatuaż żelem, osuszyłam go i posmarowałam roosterem doznałam natychmiastowej ulgi. Krwawienie ustąpiło, wylewanie się osocza także. Skrzydła mojej pszczoły były okropnie przekrwione, lecz już do wieczora po 3 aplikacjach kremu prezentowały się dużo lepiej. Opuchlizna była niemalże niewidoczna już drugiego dnia. Ten krem wygoił mój tatuaż w ekspresowym tempie, więc dlaczego miałabym nie dzielić się z Wami tak rewelacyjnym produktem? Wciąż go używam na swoje obydwa tatuaże a także przy drobnych skaleczeniach, czy przy wygojeniu ran. Polecam z czystym sercem, niech służy i Wam.
...
Myślicie, że kogoś słuchałam ? Tak. Samą siebie. Pięćdziesiąty raz popełniałam ten sam błąd, pięćdziesiąty raz się na tym łapałam. Słuchałam kogoś kto radził mi inaczej? Nie. Pięćdziesiąty raz stukałam głową w mur. Od kiedy wykształciła mi się jako taka świadomość sytuacji, zawsze chciałam uciekać i lubiłam mój samotny tryb życia i zamknięty świat. Kiedy się to zmieniło.., kiedy wydarzyło się coś co dosłownie wstrząsnęło mną i tym całym zamkniętym światem – stanęłam w miejscu, później upadłam i długo błąkałam się we własnych myślach i przytłoczeniu. Wymazałabym z pamięci tamten okropny czas, lecz cóż zrobić, skoro to mnie ukształtowało. Podniosłam się, przestałam uciekać i teraz już tylko wracam i wracam i wracam. To tak w skrócie moja większa połowa życia.
Tak w skrócie opis bezsensu i chaosu na język polski.
8 lat. Moja młodsza siostra skończyła 8 lat. Starałam się, by ten dzień zapamiętała najmilej jak się tylko da. Czy ja w ogóle pamiętam swoje 8 urodziny? Jakieś tam pamiętam, lecz czy to były ósme? Robi mi się trochę przykro, bo to wiąże się poprzednim akapitem.
Nie pamiętam.
Wiele razy zastanawiam się, czy udostępnić to co właśnie piszę. Uwierzcie mi, wiele razy się jeszcze zastanowię. Często powielam pewne czynności, lecz nigdy nie dopuszczam, by powielała się historia.
Nadchodzi pewien czas, kiedy chcę zobaczyć jak to właściwie jest. Chcę zobaczyć ale też chcę podjąć się czegoś wielkiego, co rzuci mi światło na moją przyszłość. Nie wiem czy moi rówieśnicy myślą podobnie, czy większość jeszcze nie dorosła i dalej nie wie po co istnieje.
Wczoraj usłyszałam, że 21 lat to najpiękniejszy czas w życiu, najlepszy wiek. Uważam inaczej, ale daję wolną rękę i czekam aż czas mnie przekona. Proszę bardzo. Bardzo proszę..
Jutro zaś jest dla mnie kolejna ważna data. Nie chcę już teraz się rozpisywać, przesiewać lepsze i gorsze przemyślenia. Zrobię to jutro. Skoro i tak będę sama, będę miała masę czasu.
Miejmy nadzieję, że nadchodzi jeszcze lepszy czas, przełom, błogosławiony rozdział w życiu.
Miłego wieczoru.
Beauty in a Hole...