Wstrząs anafilaktyczny po lekach przeciwbólowych
Do sklepu muzycznego przychodzi kobieta. Młoda, około 30 lat. Zielona kurteczka, zielona czapeczka, zielony szaliczek. Szczupła, dosyć wysoka. Delikatna. Rozsupłuje swój węzełek, wyjmuje z niego jakieś grosze, kłądzie je na ladzie przed Sprzedajacą i prosi o płytę z muzyką, tylko taką dla głuchoniemych. Mówi łąmanym językiem polskim, z trudem można ją zrozumieć, bo wypowiada wyrazy długo , przeciągle i niezbyt zrozumiale. Ja jestem obok. Stoję przy regałąch z płytami i staram się zareagować. Sklep muzyczny niedługo będzie mój, tzn: stanę się jego właścicielką , bo powoli, powoli, z uskładanych sumek, spłącam kredyt i powoli przejmuję sklep. Więc podaję kilka płyt z muzyką dla głuchoniemych , ale klientka nie jest zadowolona. Uznaje, ze ten sklep muzyczny nie odpowiada jej standardom, , a muzyka na płytach , które jej podałam jest banalna. Wtedy z pomocą przychodzi mi poprzednia włąścicielka sklepu , która pracuje tu jeszcze razem ze mną i mówi, że jeśli tak, to być może ona będzie mogła pomóc. Podaje dziewczynie dwie na pozór tak samo wyglądające płyty. Wyjmuje jedną płytę z folii, opakowań, i mówi , żeby dziewczyna nie zwracałą uwagi na to, ze okłądki są jednakowe, bo muzyka na tych płytach różni się. Dziewczyna odwija folię z płyt i zaczyna przyglądać się . Wszystko to są płyty spod lady , które nie wiem jakie się tam znalazły. Nie znam jeszcze całego sklepu muzycznego. Dziewczyna mruczy coś pod nosem i wiem, zę jest to skierowane do mnie: wiem, wg tych słów , że jestem banalna, a przynajmniej to mi zarzuca. No nie wiem. Może taka się stałam? Jest mi przykro. To, co podałąm , nie zostaje przyjęte /










