Ciężkie chwile, tak jak i dobre - nadejdą.
Od nas zależy, w jaki sposób przez nie przebrniemy.

seen from Sweden
seen from China
seen from France
seen from China

seen from Sweden
seen from United States
seen from China
seen from United Kingdom
seen from China

seen from Malaysia

seen from Russia
seen from United States
seen from Serbia
seen from Ukraine
seen from Bangladesh
seen from China
seen from United Arab Emirates
seen from Bangladesh
seen from Indonesia
seen from China
Ciężkie chwile, tak jak i dobre - nadejdą.
Od nas zależy, w jaki sposób przez nie przebrniemy.
Chciałbym, tak jak inni...
By nie było "inni".
Bym był ja.
Może Ty
I wtedy ja?
Przeszłość przyszłości niewarta.
Czemu miałbym się nie napić, skoro dusi mnie pragnienie?
Traktowanie o wstrzemięźliwości w trakcie picia.
Pauza, zostawiłem sok z buraków Dawtona u brata w domu, a także pada.
Kusi mnie swym kształtem i uczuciem pozostawionym na mych palcach.
Upadł, odwrócił się, jakby chciał zakomunikować koniec.
Chyba trochę włosy muszę przyciąć.
Zaś ten film był fajny, nawet bardziej niż spoko.
Wypaliłem do końca papierosy, bo chciałem opróżnić paczkę.
Teraz zastanawiam się, czy nie iść na stację.
Późno, chyba nie powinieniem.
A może jedno z dwóch, lub dwa na raz...
Chyba zachłysnąłem się powietrzem,
Otwierając swoje myśli.
Dech zaparło mi na chwilę
I uczucie ciężkie na mej piersi
Jakby butem przygniótł mnie
Stalowy olbrzym, z dłutem w dłoni,
Próbujący mi rozewrzeć krtań.
Bez pośpiechu rośnie w gardle
Piłka do krykieta.
Tak spokojnie nie oddycham
Jakbym tlenu miał za dużo.
A po prostu duszę się ściskając
Dłonie na krawędzi swego życia.
Plany snute przyszłościowo, nie zawsze dopasowują się do wyobrażonego czasu. Nie stoi to jednak na przeszkodzie, by osiągnąć swój zamiar z nutą elastycznej samoświadomości.
B7
Co najmniej znikam, jak za zaparowaną szybą obraz przesłonięty. Płonie w gardle słowo, przetrzymane i niewypowiedziane w porę. Przebłyski zdarzeń, coś czego nie zaznałem, a co czeka na mnie, jeśli się do tego odpowiednio dobiorę. Leżę na balkonie, bo czemu by nie. Śnieg spada na mnie, łzy powoli wypływają - zapewne z zimna. Blisko byłem pewności, lecz nie tak blisko, by stać się nią, by połączyć skrzydła i odlecieć stąd. Weryfikacja, nieznajomość świata uderzyły we mnie mocno, nieomal upadłem, upadek tak mocny, że prawie ostatni. Teraz pytanie, czy jest sens bym walczył, czy gra warta świeczki? Nie. Stagnacja w mojej krwi, rozprzestrzenia się znacząco. Jedyna możliwość, to pokazać startującym z wyższej półki, że gorący klimat zdarza się nie tylko w ciepłych krajach. Zawsze będzie za mało, na te możliwości skropione perfumami ponad stan. Złoto świeci, zaś w blasku słońca, ładnie wygląda droga, którą podążam na co dzień.