Według badań, człowiek od pewnego sub– lub metapoziomu nie jest już w stanie rozpoznawać inteligencji jako takiej. Pod pojęciem inteligencji rozumie on tylko to, co mieści się w ramach jego zachowania. Poza tymi ramami, w makrokosmosie, po prostu by jej nie zauważył. Podobnie w wypadku wyższej inteligencji, w znacznie przerastającym go umyśle dostrzegałby jedynie chaos, ponieważ nie potrafiłby odszyfrować jego złożonych operacji intelektualnych. Decyzje takiej inteligencji pozostają dla niego niezrozumiałe, ponieważ u ich podstaw znajdują się parametry przekraczające jego intelektualne moce przetwarzania. Także pies widzi w człowieku wyłącznie siłę, której się poddaje, nie umysł. Ludzkie zachowanie sprawia na nim wrażenie bezsensownego, ponieważ my działamy na podstawie przemyśleń, które przerastają jego zdolność percepcji. Z kolei Boga, jeśli istnieje, nie moglibyśmy postrzegać jako inteligencji, ponieważ jego myślenie opierałoby się na takim zbiorze przemyśleń, do którego złożoności absolutnie nie dorastamy. W rezultacie Bóg okazałby się w naszych oczach chaotyczny, a co za tym idzie – byłby niewłaściwą instancją, u której moglibyśmy zabiegać o zwycięstwo miejscowej drużyny piłkarskiej albo o położenie kresu wojnom. Taka istota znajdowałaby się poza wszelkimi granicami ludzkiej zdolności pojmowania. Z czego wynika pytanie, czy taka metaistota, Bóg, byłaby ze swej strony w stanie postrzegać nas, na naszym subpoziomie, jako inteligencję. Może jesteśmy tylko eksperymentem w probówce...
Frank Schatzing „Odwet Oceanu”









