Biały puch - [ Cristiano&Leo] - RPF Football
Głupoty, same głupoty. Pisana dosyć chaotycznie, krótka historyjka o snajperze z alergią. _____________________ Młody mężczyzna niczego się nie spodziewał. Cris w normalnych okolicznościach mógłby się zastanawiać kto i dlaczego chciałby pozbyć się tego niezdarnego faceta. Jednak nie tym razem.
Niczego nieświadomy brunet czytał książkę w parku. Ławka znajdowała się na uboczu, z dala od zgiełku turystów, tuż przy wodzie. W sam raz, by potem pozbyć się ciała. Rzeka wyglądała niepozornie, jednak nurt był na tyle silny, by w mgnieniu oka porwać dorosłego człowieka, a dno na tyle zdradliwe, że z pewnością ukryje denata.
Cris leżał ukryty w krzakach na wzniesieniu powyżej ławki bruneta. To było dobre miejsce.
Do czasu.
Cris zacisnął szczękę marszcząc przy okazji nos, chcąc odegnać nieprzyjemne uczucie swędzenia. Czuł ciepło ogarniające twarz jak i łzy cisnące się do oczu. Nieprzyjemne kręcenia w nosie narastało doprowadzając Crisa do szału. Cholera - pomyślał zdejmując dłoń ze spustu broni ukrytej w krzakach. Zacisnął kciuk i palec wskazujący na nosie chcąc powstrzymać nieubłagane kręcenie w zatokach. Kątem oka zauważył jak głowa bruneta znika z celownika snajpera walczącego z alergią. Młody mężczyzna chował właśnie książkę do torby, zbierając się z ławki.
Psia krew!
Cris zacisnął zęby opuszczając palce na spust, przyłożył załzawione oczy do celownika pociągając nosem. Zadowolony uśmiechnął się widząc dużą, ciemną głowę na trajektorii lotu pocisku, który zaraz miał zakończyć żywot faceta poniżej... ... a potem spadło to białe cholerstwo i wszystko poszło do diabła.
Cris kichnął uderzając czołem o miękką trawę, zdradzając tym samym swoje położenie niedoszłemu celowi. Kątem oka zauważył zmieszanie na twarzy bruneta.
- Halo?
Cris wziął wdech, by odpowiedzieć mężczyźnie, wyjść z twarzą z obecnej sytuacji, jednak biały puch spadł wprost na jego nos przyprawiając o salwę kichnięć. Ledwo co widział przez łzy, smarki spływały po wargach duszącego się snajpera.
- Wszystko w porządku? - głos bruneta zdawał się być coraz bliżej, mężczyzna wspinał się po wzniesieniu zmierzając wprost do kryjówki Crisa.
Za mało mu płacili za to gówno - pomyślał czując smak smarków na języku. Resztkami sił wepchnął broń głęboko w krzaki, samemu zaś próbując się z nich wyczołgać. Kroki były coraz bliżej.
- Hej, nic Ci nie jest?
Cris wypadł z krzaków ocierając twarz, jednak zabieg ten sprawił, że jedynie rozmazał gluty po całej skórze. Dłonie snajpera lepiły się nieprzyjemnie.
Och, Marcelo nie da mu żyć jak tylko o tym usłyszy.
- Czekaj, pozwól mi...
Cris poczuł na twarzy palce bruneta, które delikatnie złapały go za żuchwę obracając w lewo. Mokra tkanina opadła na oczy snajpera ostrożnie sunąc ku ustom i nosowi, zbierając gluty rozmazane na jego opalonej skórze.
Uch, obrzydliwe - pomyślał przełykając ślinę. Cris uchylił oczy wpatrując się w swoją niedoszłą ofiarę.
Lionel Messi, lat 24.
- W porządku?
Wielkie, czarne oczy wpatrywały się ze zmartwieniem w oszołomionego Crisa. Uroczy - pomyślał z roztargnieniem chwytając blade palce Leo, które ten wciąż trzymał na twarzy snajpera.
- Teraz tak, dzięki - wychrypiał oddychając przez usta. Cris czuł jak smarki rozpierają mu nieprzyjemnie zatoki, biały puch sunął leniwie po niebie rozwiewany przez podmuchy wiatru.
Jak mógł przegapić te cholerne pyłki?
- Um, chusteczkę? - Leo wyglądał na speszonego wpatrując się w ciemne palce trzymającego go Crisa. Mokra, granatowa koszulka treningowa nadal wisiała w drugiej dłoni bruneta.
Facet, zawsze przed treningiem spędzał wolną godzinę w parku. Jednak tym razem miał nie wrócić.
- Poproszę - wychrypiał puszczając blade palce Leo. Zaczynała boleć go głowa.
Czemu akurat dzisiaj musiał zapomnieć leków na alergię?
Cris przegapił szansę na oddanie strzału, przez co cel nadal żył. Szlag, by to.
- Co robiłeś w krzakach? - spytał zaciekawiony brunet podając niedoszłemu zabójcy opakowanie chusteczek. Młody mężczyzna wpatrywał się w niego wielkimi oczyma czekając na odpowiedź. Blade palce ściskały mokry materiał nieużytej dotąd koszulki treningowej.
Dlaczego ktoś chciałby pozbyć się tego faceta?
Cris westchnął wyjmując z paczki papierową chusteczkę. Rozwinął materiał wydmuchując w niego nos. Wydzielina z zatok opuściła nozdrza snajpera pozwalając mu nabrać wdech.
- Goniłem kota przyjaciela, niestety sukinsyn uciekł - mruknął wpatrując się w zużytą chusteczkę w dłoni. Poniekąd mogła być to prawda, w końcu Marcelo miał kota i Cris mógłby go gonić. Kiedyś.
- Och, przykro mi. - Leo spojrzał żałośnie na Crisa przywodząc na myśl smutnego szczeniaka. Lubił psy, były dużo bardziej towarzyskie, niż koty. Wielkie, czarne oczy spotkały się z zamyślonym wzrokiem snajpera. - Może pomogę Ci go szukać?
Och.
Rozbawiony Cris zaśmiał się zaczesując włosy do tyłu. Młody brunet wyglądał jak podekscytowany szczeniak spoglądający z nadzieją na właściciela dzierżącego ulubioną zabawkę.
Uroczy. Doprawdy uroczy - pomyślał wpatrując się z zamyśleniem w ciemne oczy, szpiczaste uszy i puszyste, czarne włosy Leo.
- Och, myślę, że znalazłem coś o wiele ciekawszego - wymruczał Cris wodząc wzrokiem po zgrabnym ciele młodego mężczyzny. Słodki rumieniec zabarwił blade policzki bruneta.
Czasem Cris nadal zastanawiał się dlaczego niektóre cele trzeba sprzątnąć, jednak temu mógł poświęcić odrobinę czasu. Czarne spodnie ładnie opinały umięśnione uda czerwonego jak wiśnia bruneta.
W końcu jutro też był dzień, a Cris bardzo chciał zobaczyć to blade ciało wijące się pod nim z rozkoszy.
Biały puch opadał powoli na tle błękitnego nieba.
Wiosna, topole kwitły.
















