*
Siedzimy na kawie z przemiłymi Chińczykami. Badacze i projektanci.. Moje pokolenie (ostatnio rzadko mi się zdarza). Ploteczki typograficzno-republikańsko-transkulturowo-designerskie. Niebieskie papużki przechadzają się po naszym stole.
*
- Poznajcie się. To jest V.. Pracuje dla Google w najwyższym wieżowcu Szanghaju.
Już wiem, jak się przedstawia ludzi sukcesu.
*
- To niesamowite, to taki piękny temat! I chyba nikt poza tobą tego tak nie bada.
Uwielbiam, jak mówią to Chińczycy. I lubię bardzo, jak zerkają z sąsiednich stolików na ekran komputera jedynej w lokalu cudzoziemki, która z przekorą zapytuje znajomych "kto umie odczytać ten znak?".
*
- Więc sądzisz naprawdę, że ta książka będzie ważna i ciekawa także dla Chińczyków? Nie tylko dla cudzoziemców?
- Nie wiem, czy "dla Chińczyków", ale dla mnie na pewno to, co robisz i to, jak myślisz, jest szalenie inspirujące.
Uśmiecham się na myśl, że po dwóch latach tutaj zaczęłam zadawać pytania z wykorzystaniem formuły "wy Chińczycy" i Chińczyk musi przywołać mnie do porządku.
*
Kolacja w małej restauracyjce z Guangdongu. Krewetki, żeberka, warzywa. W telewizji przepiękne słowo 脑海 [nǎohǎi - mózg, umysł], które zawiera w sobie element morza (海).
- W jakim języku rozmawiał Sun Yatsen ze swoją żoną, skoro nie znał mandaryńskiego, a ona była szanghajką...?
- Świetne pytanie. Być może po angielsku.
Popijamy 鸳鸯 (yuānyang n. mandarin duck; an affectionate couple) na zimno, czyli słynny napój z południa, na który składa się kawa i mleczna herbata z Hong Kongu w proporcji 3:7. Kaczki mandarynki symbolizują w Chinach miłość małżeńską, ponieważ zawsze występują w parach. W kontekście nazwy napoju ważne jest to, że samiec i samiczka bardzo różnią się od siebie, ale tworzą harmonijną całość.
*
(Kaczki mandarynki należą do symboli, o których dziwnej sile przekonałam się niegdyś niemal empirycznie. Brałam udział w unijnym projekcie w Dreźnie. Zakwaterowano nas w hostelu, który był tak naprawdę przycumowaną na rzece łódką. Urocze miejsce. Zdejmując plecak, ujrzałam przez okno naszej kajuty stadko mandarynek. Zażartowałam "Ciekawe, czy to znak". Dziewczyny się roześmiały. Projekt trwał 10 dni. Do pożegnalnej nocy, po której wszyscy wsiadali w poranne wczesne autobusy, właściwie każdy był mniej lub bardziej zaangażowany, chociaż niektórzy czynili wyznania dopiero na kilka godzin przed rozstaniem, albo w postaci nieoczekiwanego pożegnalnego pocałunku).
*
Potem księgarnia na skraju drogi i rumowiska.
Sprzedawca pali papierosy i nie pogania, choć jest już przed 22.00.
Zbutwiałe od wilgoci tomy. Zapach kurzu i pleśni. Woda z klimatyzatora skrapla się w szklanej salaterce, wciśniętej zręcznie pomiędzy książki i stare czasopisma. Spomiędzy ksiąg przyrodniczych wyłania się nagle lokalna odmiana mola książkowego - ospały, ciemnooki karaluszek.
Na chwilę zaglądają dzieci sąsiadów. Bawią się taśmą klejącą i mały kawałeczek przyklejają na książce, którą wybrałam. Gromię je spojrzeniem. Pospiesznie go odklejają, pozostawiając na tekturowej okładce chropawy ślad swej chochlikowej obecności.
- Naprawdę za drogo, ja jestem studentką...
- Zdajesz sobie sprawę przez co te książki przeszły? Wojna, Rewolucja...
- ...i wyburzanie dzielnic - dodaję w duchu. - Wiem.
- Umyj sobie ręce. Na zewnątrz jest kran.
Jest rzeczywiście małe metalowy kurek w betonowym zlewie. Spodziewam się lodowatej wody, lecz płynie strużka prawdziwie letniej wody. Karcę się w duchu za bezmyślność - lodowata to ona jest w zimie, nie w noc sierpniową.
Wychodzę, obładowana książkami. Pan wyczarował skądś dwie zakurzone reklamówki i przypleśniałą ekologiczną torbę, a ja żałuję, że nie mam bambusowej tyczki, by należycie zrównoważyć ciężar.
Na rogu husky w kąpieli, czyli przed sklepem, na plastikowym fotelu, polewany z węża. Otrzepuje się z wody na swego półnagiego pana. Przez skrzyżowanie przechodzą trzy kobiety, migocząc brylancikami w obcasach.
*
W zalanej mlecznym światłem uliczce spotkałam Tkaczkę i Pasterza. Szli niespiesznie, współdzieląc swoje cisze. Ona w brokatowej sunkience, złotych pantofelkach i tkanej złociście opasce, zsuwającej się na jej smutne czoło. On w bawełnianej koszulce i dżinsach za kolano.
*
Ciemne, senne zaułki. Cykady, cykady, cykady.
Są chińskie Walentynki i jestem zakochana w Sh. aż po same uszy.