Kiedy wracałam, przy Chmielnej, prawie w moich oczach zabito tajemniczym wystrzałem z rewolweru człowieka. Ktoś obejrzał się i powiedział: "Czy to kogo zabili?" Ktoś drugi odpowiedział: "Leży". I wszyscy obojętnie szli dalej za swoimi sprawami. Śmierć ludzka już nie robi na nikim wrażenia.
Dzienniki (27 VII 1944), Maria Dąbrowska














