Majka,
Bronica ETRS, 75 mm, kentmere 100 i diafine

seen from Germany

seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United Kingdom
seen from Malaysia

seen from United States
seen from Russia
seen from Malaysia

seen from Japan

seen from Ukraine
seen from China
seen from Japan
seen from United States
seen from Japan

seen from New Zealand

seen from Germany

seen from Austria
seen from China
seen from United States
seen from Türkiye
Majka,
Bronica ETRS, 75 mm, kentmere 100 i diafine
Sesja z Darią i kentmere 200
Dzięki przedstawicielowi firmy Focus Nordic mogłem przetestować nowy film kentmere trochę szybciej niż trafił do sklepów. Fajnie się złożyło, że przyszedł do paczkomatu akurat tego samego dnia, którego zaczynał się Plener w Białym Domku i po drodze mogłem go odebrać. Znów, pewną trudnością dla mnie było to, że to film mający aż 36 klatek, jednak przyzwyczajenie do aparatów 15 lub 12 klatkowych robi swoje. Zaparłem się, że skończę ten film w czasie pleneru. Oczywiście najłatwiej zrobić to, robiąc jedną całą sesję, jedynym aparatem. Jako, że były to zdjęcia w ruchu i na dość długim czasie, to ujęć nie będzie zbyt dużo, bo wiele musiałem powtarzać. Jak wiecie jestem zwolennikiem filmów o czułości 100 lub 400 i dość sceptycznie podchodziłem do tej 200. Przecież jeśli byłaby taka potrzeba to mógłbym naświetlić już dostępne filmy na odpowiednią czułość i skorygować czas wywołania, ale wiadomo, lepiej nie forsować filmów jeśli nie jest to konieczne. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia, bo jak zawsze wszystko ostatecznie zależy od tego co chcemy uzyskać. Przy sesji z Darią potrzebowałem dość długich czasów naświetlania – 1/60, 1/30 lub 1/15 sekundy. Do tego byłem dość blisko, więc musiałem użyć obiektywu szerokokątnego, który nie był bardzo jasny, a ze względu na głębię nie chciałem domykać przysłony bardziej niż do 5.6. Słowem, warunki dla filmu o czułości ISO 100 byłby zbyt trudne, a używając ISO 400 uzyskałbym trochę za krótkie czasy. I tu na scenie pojawił się Kentmere 200, można by rzecz, że cały na biało. Okazało się, że dla tych warunków i parametrów jakie sobie obmyśliłem, czułość ISO 200 była idealna. Przypadek, ale nie mógłbym lepiej tego wymyślić. Szczególnie, że wcześniej zakładałem, że takie warunki naświetlania uzyskam na filmie o czułości ISO 50 lub maksymalnie ISO 100.
Oczywiście i tym razem nie obyło się bez perypetii. W czasie zdjęć padał deszcz, więc jedną ręką trzymałem parasol, drugą obsługiwałem aparat, a nogami przytrzymywałem statyw, bo było bardzo ciasno i nie mogłem w pełni go rozstawić. Dalsze perypetie z kentmere 200 miały miejsce już w ciemni. Chciałem go wywołać w microphenie, ale na miejscu okazało się, że mam wyłącznie xtola dla którego ilford nie podaje czasów wywołania nowej 200. Mógłbym złożyć microphen i wywołać film przy następnej okazji, ale chciałem szybko zobaczyć efekty tej sesji i bardzo chciałem wywołać go natychmiast. Zdecydowałem się, że użyję Diafine - zwyczaj mam w ciemni jakiś wywoływacz "awaryjny", czyli taki którego mogę użyć jeśli inne wywoływacze popsują się lub skończą. Co mogło pójść nie tak? Przecież Diafine to sprytny wywoływacz, gdzie wszystkie filmy obrabia się w ten samo sposób – najpierw wywołujemy materiał w kąpieli A od 3 do 5 minut i później w kąpieli B, tak samo od 3 do 5 minut. W tym wypadku ostatecznie kontrast i gęstość filmu zależy od naświetlenia, a samo wywołanie jest raczej wyrównawcze. Założyłem, że skoro film naświetliłem nominalnie (ani go nie prześwietliłem, ani nie doświetliłem), to kontrast i gęstość powinny być normalne. I nie pomyliłem się. Film wyszedł bardzo dobrze, efekty poniżej i powyżej.
Ania,
Bronica etrs, 75 mm, ilford pan f+ i diafine
Lisiova
Bronica etrs, 75 mm, kentmere 400-640 i diafine
Olga,
Bronica ETRS, 75/2.8, kentmere 100 i diafine
Dwukąpielowy wywoływacz w typie Diafine
Dość ciekawym typem wywoływaczy są wywoływacze dwuroztworowe, a wśród nich te dwukąpielowe. Nigdy nie eksperymentowałem szczególnie dużo z wywoływaczami negatywowymi, zazwyczaj wystarczała mi klasyka w taka jak D76, xtol czy D23. Od czasu do czasu używałem również rodinal, microphen i raz ilfosol S. Wszystkie były wywoływaczami o klasycznej, jdednoroztworowej konstrukcji. Dopiero niedawno zdecydowałem się złożyć Pyrocat-HD i był to mój pierwszy wywoływacz dwuroztworowy, ale proces przeprowadzałem mieszając część A i część B z wodą w stosunku 1+1+100. Oczywiście jak większość wywoływaczy dwuroztworowych można byłoby użyć go do wywoływania dwukąpielowego - według znalezionych w internecie informacji należałoby wtedy użyć rozcieńczenia 1+10 dla części A i takiego samego dla części B. Trudniej byłoby znaleźć czasy, acz pewnie byłbym wstanie wyznaczyć je we własnym zakresie. Mimo to, nie użyłem tego wywoływacza w ten sposób. Z różnych względów jest on dość uciążliwy w używaniu, a do tego maska jaką pozostawia nie do końca mi pasuje.
Dlatego postanowiłem złożyć wywoływacz w typie Diafine. Wywoływacz ten działa wyrównawczo, daje niewielkie ziarno i dość dużą ostrość, dzięki czemu miał nadawać się również do forsowania. Mimo to myślę, że jego zastosowanie w tym zakresie jest dość ograniczone, ale nie niemożliwe. Wynika to z dość specyficznego sposobu działania, o czym niżej. Poza tym jest to dość ciekawy wywoływacz w którym w trakcie wywoływania kolejnych filmów, kiedy ubywa pierwszego roztworu, po określonym czasie należy go uzupełnić i używać dalej. W przypadku roztworu B, po ok 25 filmach wylewamy 30% roztworu i zastępujemy go świeżym. Wątpię bym osiągnął w nim aż tak duży przebieg, ale myślę, że warto złożyć wywoływacz ten z jeszcze jednego powodu - jest trwały i długo może czekać na to aż namyślę się by go użyć. Zresztą jak wiecie, lubię mieć w ciemni awaryjny wywoływacz, który mogę wykorzystać kiedy okazuje się, że inny który aktualnie mam w ciemni z jakiś względów nie nadaje się do zastosowania. W diafine filmy wywołujemy od 3 do 5 minut w roztworze A i od 3 do 5 minut w roztworze B. Przedłużenie czasu wywoływania nie ma dużego znaczenia dla efektu końcowego - kontrast zależy od tęgo jak został naświetlony negatyw. Diafine to wywoływacz pan termiczny, roztwór musi mieć temperaturę między 20 a 27ºC, zmiana temperatury nie wpływa na zmianę czasu wywoływania. Należy zwracać szczególną uwagę, na to, że roztwór A nie może zostać zanieczyszczony roztworem B!
Oryginalna receptura Diafine nie jest znana, a sam wywoływacz nie jest już produkowany. Z ulotki producenta wynika, że wywoływacz ten zawierał między innymi hydrochinon i węglan sodu. Receptury zamienne na pewno nie są identyczne z oryginalną, ale efekty jakie dają są na tyle dobre, że warto spróbować.
Receptura wd. The Darkroom Cookbook wygląda następująco:
Roztwór A
Woda 750 ml
Siarczyn sodu 35 g
Hydrochinon 6 g
Fenidon 0.2 g
Wodorosiarczyn sodu 6 g
+woda do 1000 ml
Roztwór B
Woda 750 ml
Siarczyn sodu 65 g
Borax 20 g
+woda do 1000 ml
W sprzedaży, na eBayu, znajduje się jeszcze wywoływacz Diafine substitute, którego receptura wygląda mniej więcej tak:
Roztwór A
Woda 750 ml
Siarczyn sodu 35 g
Hydrochinon 6 g
Fenidon 0.2 g
Wodorosiarczyn sodu 6g
+woda do 1000 ml
Roztwór B
Woda 750 ml
Siarczyn sodu 65 g
Metaboran sodu 20g
+woda do 1000 ml
Niektóre z odczynników są dość drogie i trudno dostępne, ale możemy zastosować ich zamienniki:
Roztwór A
Woda 750 ml
Siarczyn sodu 35 g
Hydrochinon 6 g
Fenidon 0.2 g
Pirosiarczyn sodu* 6 g
+woda do 1000 ml
*Pirosiarczyn sodu jest zamiennikiem wodorosiarczynu sodu 1:1
Roztwór B
Woda 750 ml
Siarczyn sodu 65 g
Boraks** 13.8 g
Wodorotlenek sodu** 2.9 g
+woda do 1000 ml
** przygotowując roztwór B należy boraks i wodorotlenek sodu rozpuścić osobno i dodać do roztworu siarczyny sodu jako roztwór. Następnie należy dopełnić całość do 1000 ml. Boraks reaguje z wodorotlenkiem sodu tworząc metaboran sodu i wodę.
Jak działa ten wywoływacz?
Jak widać po recepturach, zasadniczo w pierwszej kąpieli mamy reduktory (środki wywołujące) oraz substancje konserwujące. W drugiej kąpieli mamy głównie substancje zasadowe, których zadaniem jest aktywowanie reduktora. W ten sposób w wywoływaniu bierze udział jedynie ta część roztworu A, która „wsiąknie” w emulsję filmu i pozostanie na nim po wylaniu reszty roztworu. Dlatego pomiędzy kąpielą w roztworze A i B nie płuczemy filmu wodą. Po wlaniu roztworu B do koreksu, rozpoczyna się właściwy proces wywoływania. Dokładny przebieg procesu zależy od pH jednej i drugiej kąpieli - fenidon jest aktywny nawet przy stosunkowo niskim pH, natomiast hydrochinon potrzebuje pH znacznie wyższego. Dlatego myślę, że w przypadku pierwszego roztworu działa jedynie fenidon, który jest właściwie natychmiastowo regenerowany przez hydrochinon. Pozostała część hydrochinonu aktywowana jest dopiero w drugiej kąpieli. Ze względu na dość wysokie pH, reakcja przebiega energicznie i najprawdopodobniej pozostałe w emulsji reduktory są praktycznie całkowicie zużywane - dzięki czemu przedłużanie czasu lub zmiana temperatury nie ma większego wpływu na zmianę kontrastu wywoływanego filmu - co jest jedną z cech charakterystycznych tego wywoływacza. Na koniec warto wspomnieć, że obniżenie pH w pierwszym roztworze, oprócz tego, że obniża aktywność reduktorów, działa także korzystnie w zakresie ich trwałości - reduktory w roztworze o wysokim pH szybciej się utleniają. Nie jest może to wywoływacz, który będzie moim pierwszym wyborem, ale jest na tyle ciekawy, że warto go znać.
I exposed a roll of #IlfordSFX200 with a dark red filter. I like the results of this film, although I thought I might get a bit more of a Wood Effect from those trees. #NikonFE #NikonSeriesE100 #diafine (at Austin, Texas) https://www.instagram.com/p/CV5rkDxlmy9/?utm_medium=tumblr
#palm #🌴 #fomapan100 #diafine (at Austin, Texas) https://www.instagram.com/p/CVJKAgylbyX/?utm_medium=tumblr