Są takie chwile, kiedy ma się ochotę zrobić coś takiego, czego nie robi się co dzień. Dla mnie właśnie nastał taki moment. Wszystko się zmienia. Rzeki przepływają, planety się kręcą. Czy coś tam.
Przez kilka ostatnich dni pomagałem Dzidkowi z drozdzik.me ogarnąć nieco jego świeżo przeniesiony i przebudowany blog pod względem wizualnym i funkcjonalnym. Duma mnie rozpiera, bo w najnowszym wpisie przeczytałem ot takie coś:
Dominik Osyczka – Stary, you rock! Dzięki Niemu Czytelniczko przecudnej urody ta strona wygląda tak, jak wygląda. Dominik genialnie zmuszał mnie do myślenia i dawał uwagi tak celne jak stopy Karima Benzemy w ostatnim meczu. Dziękuję.
I zaraz po przeczytaniu tych słów naszła mnie refleksja: a może ja też bym spróbował? To chyba nie boli. Przecież Dobrze skrojone już trochę w sieci siedzi, a fakt, że projektów nie ma w tej chwili tak dużo powoduje, iż trochę się marnuje. Czas zmienić formułę. Z resztą o blogowaniu myślałem już wcześniej. Mój analogowy notes jest pełen zapisków, dla których nie ma miejsca nigdzie indziej. To, że można przeczytać ten akapit to w pewnym sensie złamanie pierwotnego założenia: Dobrze skrojone miało się oglądać, a nie czytać.
Moją decyzję przypieczętował fakt, iż w międzyczasie pisania tych kilku zdań u Dzidka pojawił się kolejny wpis, obok którego trudno "przejść" mi obojętnie. Chodzi głównie o ostatni akapit:
A skoro już tak polecam, to zajrzyjcie w wolnej chwili do dobrodzieja Dominika, który co miesiąc udziela się o tym i o wym. Domyślam się, że 30to dniowe przerwy nie są zamierzone.
I tam, pod moim imieniem, znalazł się link do bloga, którego właśnie czytacie. Dzidek pewnie się zdziwi jaką siłą sprawczą się stał. Przy okazji odpowiadam: nie, te 30-sto dniowe przerwy nie były zamierzone. Mam też nadzieję, że są przeszłością.
I w ten oto sposób dobrnęliśmy wszyscy szczęśliwie do końca pierwszego wpisu (będącego w rzeczywistości piątym).