Dziś po raz pierwszy zaprosiłam w swe progi niecodziennego gościa, który odmienił powietrze w moim domu. Nazwałam go EWA na cześć robota EVA z filmu WALLE.
EWA jest nawilżaczem powietrza na prąd. I dyfuzorem miłych zapachów, jeśli trzeba. U mnie w sezonie grzewczym jest niestety bardzo sucho, a ceramiczny nawilżacz nie spełniał swojego zadania.
EWA jest jak kameleon. Gdy włączy się jej muzykę Nilsa Frahma, oblicze jej niewinnej lustrzanej powłoki zmienia się w euforyczną, kampową, transową karnawalizację! Potem, gdy muzyka cichnie, EWA z powrotem staje się po prostu urządzeniem w kształcie lustrzanego cycka. Czy to nie wspaniałe?
Domownicy (reprezentacja - kot Iwan) zaakceptowali przybysza. A niedaleko, po sąsiędzku na Niedziałkowskiego EWA ma swojego starszego kuzyna o imieniu R2-D2, który wygląda tak: