Dużo tego. Mało w tym sensu. Więc wrzucę to tutaj, w pogardzie mając zmysły estetyczne internautów, którzy przez przypadek lub celowo tutaj trafią. Nie planuję zrobić z tego stałego przedsięwzięcia. Czasem po prostu trzeba mi miejsca, w które mogę wrzucić nadmiar mentalnego szlamu produkowanego przez półtora kilograma elektrycznej galarety w mojej czaszce.
Lubię fizykę. Lubię Harry’ego Pottera. Nie znam wartości swoich umiejętności - nie wiem, czy są w ogóle cokolwiek warte. Stoję na progu dorosłości, chociaż powinienem go dawno przekroczyć i z podniesionym czołem walić przeciwności lewym sierpowym i poprawiać prawym prostym. Bywa, że z życiem mi dobrze; bywa też, że robi mi z dupy prywatne pole naftowe i ładuje wszystkie dostępne wiertła prosto w poślady.
Wierzę w doskonałego Boga, ale tego po mnie nie widać. Jestem żonaty i dzieciaty, ale tak naprawdę tylko udaję, że pracuję. Ostatnio wszystko mi się kompletnie rozpierdala w drobny mak. Prawdopodobnie wyłącznie przeze mnie.
Jestem społecznie upośledzony. Lubię przebywać z ludźmi, ale nie zawsze. Nie lubię się powtarzać, bo boję się, że robię z siebie idiotę wypowiadając te same słowa więcej niż raz. Czuję się gorszy od innych, ale jednocześnie nie znam wielu osób potrafiących mówić z podobną dozą pychy, co ja.
Czasem myślę, że byłbym niezłym aktorem. Umiem mówić, umiem machać kończynami. Ale nie podobam się sobie i za mało we mnie chęci do pokazywania się wszystkim. Pewnie dlatego wylewam z siebie wszystko, co mam w głowie, w miejscu ukrytym za pozorem anonimowości. Przecież gdyby się kto uparł, to znalazłby nawet jaki krój stringów lubię nosić stosując wyłącznie triangulację.
Ciągle czuję, że za mało wiem. I z każdym oddechem popełniam błąd.
Poza tym jestem cynicznym prosiakiem.