Wywiad z Mirianem Kolevem
Muzyka którą określa się terminem "Ambient" nie jest już tylko gatunkiem którego słuchają nieliczni ludzie, ale teraz jest ona szerzej znana przez większe grono odbiorców I różne “światy” muzyczne. Jednak w dalszym ciągu, gdy ludzie grają muzykę stricte ambientową to ich odbiorcami jest niewielka grupa, a przecież nawet w filmach słyszymy taką muzykę, którą ekscytują się miliony ludzi. Czemu taki los spotkał ten niedoceniony nurt muzyczny? Jak to jest grać po europie undergroundową muzykę dla “milionów” które okazują się być tylko garstką ludzi pragnących dźwiękowych doznań. Jak wygląda samotne życie w trasie? Mamy przyjemność porozmawiać z utalentowanym pustelnikiem z kosmosu Mirianem Kolevem znanym pod pseudonimem artystycznym E.U.E.R.P.I którego mamy zaszczyt posłuchać 12.04.2016 w Gdyńskiej Desdemonie.
Space Booking: Witaj Mirian, cieszę się, że znalazłeś trochę czasu podczas trasy żeby porozmawiać z nami i przybliżyć polskim słuchaczom czym jest właściwie twój projekt muzyczny. Opowiedz nam o tym co kryje się za nazwą E.U.E.R.P.I. ?
Mirian Kolev: Cześć. Tak więc, jestem muzykiem solowym wywodzącym się z małego górskiego miasteczka o nazwie Tyarva w Bułgarii. Podróżuję grając po świecie samotnie. Stworzyłem ten projekt 4 lata temu. Wcześniej natomiast grałem w wielu zespołach, ale w każdym czegoś mi brakowało I czułem potrzebę innego, bardziej ekspresyjnego grania. Granie z ludźmi jest świetnym doświadczeniem, wręcz niezbędnym dla muzyka, ale granie solowo to coś całkowicie innego. Próbuję malować moje utwory pomysłami I emocjami jakie siedzą w głębi mnie. Spędziłem więc dużo czasu samotnie skupiony jedynie na sobie, żeby mój nowy projekt był bardzo intymny I żeby był w stanie porwać słuchacza I wprowadzić go w tak samo intymny świat. Tak to się zaczęło. A jeżeli chodzi o nazwę... Niech pozostanie to jednak mała tajemnica.
SB: Niektórzy soliści jeżdżą z osobą która jest dla nich swoistym tour-menagerem, co na pewno odciąża ich z pewnych obowiązków. Ty wybrałeś drogę pustelnika – powiedz proszę – jak wygląda twoje życie na trasie?
MK: Tak, podróżuję całkiem sam I myślę, że jak każda trasa, czy to z zespołem, czy z tour menagerem, jest to ciężka praca I seria ciągłych przygód. Jest to dla mnie niezwykle interesujące doświadczenie, gdy niemal codziennie zmieniasz miejsce pobytu, atmosfere, ludzi I nastroje wokół siebie. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, gdzie aktualnie przychodzi mi występować I spokojnie spacerując poznawać je bliżej, przyglądać się temu jaki klimat uwalniają. Jak cały projekt jest to dla mnie bardzo intymne doświadczenie, więc nie chodzi jedynie o schemat jazda-granie, dlatego często układając trasę staram się aby mieć ten dzień przerwy między koncertami, chociaż te parę godzin żeby zaczerpnąć lokalnego życia I wyciszyć się przed koncertem.
SB: Powiedziałeś o często zmieniających się miejscach I nastrojach. Jakie miejsce najbardziej na Ciebie wpłynęło?
MK: Ambient jest bardziej lub mniej intymny, ale na pewno przemawia przez niego nastrój, więc to dla mnie bardzo ważne jak się czuję przed graniem. Dlatego właśnie staram się trochę zrelaksować. Wydaje mi się, że po prostu bardzo lubię ciszę. Cieszę się z grania w każdym miejscu I wiele wspominam świetnie, ale najbardziej wspominam dwa, ze względu na swój niesamowicie unikalny klimat jaki tam panował. Midnight Sun Festival na wyspie Varoy w północnej Norwegii to miejsce które ciężko opisać słowami. Festiwal odbywa się na otwartym powietrzu podczas dnia polarnego I aż zapiera dech w piersiach kiedy widzisz całą naturę która Cię otacza. Morze, fiordy, I ten norweski pazur – coś pięknego. Drugim miejscem była Narodowa Katedra w Kopenhadze. Zrobiliśmy tam małą kolaborację z artystką wizualizacji Albena Baeva, która przekształcała dźwięk przez swoje piękne maszyny w wizualizacje które były puszczane na gigantyczny posąg Jezusa. Akustyka tego miejsca I to chłodne powietrze do dzisiaj w mojej pamięci przyprawia mnie o gęsią skórkę. Magia.
SB: Nie uważasz, że muzyką którą określamy jako Ambient w gruncie rzeczy jest szeroko znana na świecie przez filmy w których jest bardzo popularnym soundtrackiem w światowych produkcjach oraz nowoczesna muzyka elektroniczna/klubowa, ale pomimo tego kiedy dochodzi do punktu w którym płynnie i pięknie poruszający się po ambiencie solista promuje swoją muzykę to ludzie przechodzą koło niej bardzo często obojętnie?
MK: Myślę, że to bardzo skomplikowana kwestia. Ambient faktycznie jest znany bardzo dobrze dzięki muzyce filmowej, ale myślę, że ludzie są przyzwyczajeni do odbierania jej jako muzyki tła I najzwyczajniej się na niej nie skupiają. Granie tej muzyki na żywo to coś całkowicie innego. Wymaga bardzo dużo uwagi. Większość ludzi patrzy na muzykę bardzo ogólnie, chociażby jako narzędzie rozrywki, a nie jako na poważną sztukę, więc poniekąd lekceważą to I wolą żeby muzyka była tłem dla ich codziennych aktywności. Ale Ambient naprawdę potrzebuje tego żeby usiąść I po prostu słuchać podczas całego występu na żywo ze skupieniem, więc może dlatego nigdy nie opuści underground'u, może nie jest to zbyt proste do wczucia się dla ludzi. I może co najtrudniejsze, nie jest łatwo zmienić swój nastrój na niemal całkowicie przeciwny w porównaniu z tym dynamicznym który odczuwa się dzisiaj w dużych(a nawet mniejszych) miastach.
SB: Słuchałem twoich nagrań zarówno studyjnych, jak I występów na żywo I dostrzegłem, że widać różnice pomiędzy tym jak odczuwam muzykę kiedy grasz na scenie. Czy na scenie pozwalasz sobie na więcej poprzez improwizację I pływanie wokół utworów które ówcześnie komponujesz? Co sprawia, że twoje koncerty są tym “innym” I niesamowitym doświadczeniem?
MK: Zdecydowanie jest to zupełnie inne doświadczenie na scenie niż studyjnie. Tak naprawdę każdy występ na żywo jest całkowicie inny od następnego. Oczywiście mam pewne pomysły, motywy I nawet schematy, ale po to kumulują energię na trasie żeby poprzez płynięcie z nurtem rzeki I improwizacje tworzyć za każdym razem coś więcej. Budowa utworu a fabuła która się za nim kryje potrafią iść w bardzo różnych kierunkach. Ale najważniejszy w każdym performensie żeby był wyjątkowy jest kontakt z publiką I otoczeniem. Kiedy nie ma między nami dystansu można dostrzec, że nie ma między nami żadnych granic. Każdy odczuwa ten sam nastrój I jest w stanie całkowicie opuścić przestrzeń w której się znajduje tylko po to, żeby poczuć to jeszcze głębiej I zatracić się w muzyce.













