WYWIAD: O krągłościach litery "O"... tych kobiecych. Prosto z krainy Mari Eł - Aleksiej Fedorczenko i jego "Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków"
W ostatni piątek na nasze ekrany zawitał jeden z najbardziej niezwykłych filmów zeszłorocznego festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty. "Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków" to nowelowa opowieść o spotkaniu przeszłości i przyszłości, pierwiastków kobiecego i męskiego, groteski z liryzmem, tradycji i zmiany. Niesiona na wielobarwnych ludowych spódnicach, nagich dziewczęcych udach i mlecznych kobiecych piersiach, w przekazywanych z pokolenia na pokolenie lokalnych mitach, w magicznych słowach pieśni i dłoniach leśnych stworów. To opowieść absurdalnie dowcipna, ale jednocześnie poruszająca, tkliwa. I (męskie, niekiedy przaśnie rubaszne) spojrzenie antropologiczne w swojej ciekawości, głodzie chwytania ostatnich ułamków świeżych wspomnień już przeszłego świata, który dziś należy do przodków, duchów i umarłych.
Mimo pozornie hermetycznego tematu film jest w stanie sprawić widzowi ogromną frajdę - warunek to umiejętność brania świata z lekkim przymrużeniem oka i z dynstansem. "Żony..." polubią najbardziej ci, którzy są świata głodni i nie boją się próbować nowych smaków... A ich ekranowa kombinacja potrafi tak zachwycić, jak i zaskoczyć co bardziej klasycznie wyprofilowany kinożerczy żołądek. Aleksiej Fedorczenko, reżyser "Milczących dusz" (jednego z moich najukochańszych, najbliższych filmów. Kto nie widział niech nadrabia migiem, bo grozi dziura w sercu i ciemność w duszy ziejąca!) udowadnia, że jego spojrzenie na sztukę jest unikalne i zapada w duszę bez pudła.
Poniżej - fragment mojego wywiadu z reżyserem, który w całości znaleźć można w papierowej wersji magazynu KINO 1/2014.
Anna Tatarska: To już drugi po „Milczących duszach” film, w którym powraca pan do Republiki Mari-El. Kim są tytułowi Maryjczycy?
Aleksiej Fedorczenko: Zaznaczę tylko, że poprzedni film kręciłem w nieco innym miejscu. Otóż około 1000 lat temu na wielkim terytorium Rosji mieszkali przede wszystkim przedstawiciele nie Słowian, a narodów Ugrofińskich. Wśród nich między innymi Maryjczycy, ale też przedstawiciele ludu Mordowy. Dziś widzimy, że w nazwach geograficznych Federacji Rosyjskiej zachowały się pewne z tamtych nazw, np. właśnie Republika Mari-el czy Republika Mordowy. Jeżeli chodzi o historie tych narodów, trzeba wiedzieć o tym, że Maryjczycy mieszkali na północy Wołgi i dzielili się na Maryjczyków Północnych i Łąkowych. Obydwa te ludy posługiwały się osobnymi językami. Co ciekawe, cześć z ich przedstawicieli ratując się przed prawosławiem w czasach Iwana Groźnego udała się za Ural i tam do tej pory pozostają wsie przez nich zamieszkane. I dlatego część filmu mogłem kręcić w tych wsiach. Ja sam jestem zresztą z Uralu. Co ważne, oni zachowali swój język i obyczaje, w przeciwieństwie do wielu innych ludów, które albo zniknęły, albo zasymilowały się i przejęły język rosyjski.
Czy świat, o którym pan opowiada, wciąż istnieje, czy na ekranie sięga pan też do przeszłych realiów, obrzędów i tradycji?
Mój film można w pewnym stopniu traktować jako dokument, bo są w nim pokazane prawdziwe obrzędy. Ale musimy brać pod uwagę, że cześć z nich mogła już być trochę zapomniana, ludzie przestali rozumieć ich sens. Ale jeszcze 10, 20 albo 70 lat temu te obrzędy były żywe. My je po prostu odtwarzaliśmy, a Maryjczycy oglądając je zaczęli ponownie pojmować ich sens i byli nam za to wdzięczni. Powiem o jednym z obyczajów, który był pokazany w przedostatniej noweli. Otóż prowadzony z cmentarza jest człowiek, który umarł. Dzieje się to w czterdziesty dzień po jego śmierci, a jego rolę odtwarza jego najlepszy przyjaciel, który jest za niego przebrany. W rzeczywistości to bardzo wesołe święto: tańczy się, śpiewa, pije... ten zwyczaj symbolizuje, że dusza zmarłego może wrócić do domu. Dziś to święto ma już trochę inny wygląd. Teraz nikt już nie przebiera się za zmarłego. Jego duszę symbolicznie przenosi się na poduszce. Ostatnią nowelę, nazwaliśmy „Trąba narzeczonej". Dziewczyna grała na trąbie, informując wszystkich, że po raz pierwszy miesiączkuje, czyli dołącza do grona [potencjalnych] narzeczonych we wsi. Ten zwyczaj był kultywowany jeszcze w okresie Drugiej Wojny Światowej.
W pana poprzednim filmie część ekranowych tradycji nie była prawdziwa. A tym razem? Na ile filmowe sytuacje i obrzędy mają rzeczywiste źródło w tradycjach tego regionu?
Każda nowela powstała na podstawie prawdziwego, autentycznego przypadku lub obrzędu. Oczywiście jest tu spojrzenie artysty - bez tego film nie byłby ciekawy, nie mielibyśmy filmu fabularnego. Ale można całość filmu traktować jako encyklopedię życia Maryjczyków i wykładać w szkole.
Chciałabym, żeby w mojej szkole korzystano z takiej encyklopedii!
Z przyjemnością pokazywałbym swój film w szkołach. Myślę, że nie ma nic złego w pięknym kobiecym ciele i tym się różnię od tych, którzy mój film kategoryzują jako "18+". Film jest harmonijny i delikatny, nie ma w nim nic strasznego.
(...)
[Anna Tatarska]













