Z Juliuszem Machulskim spotykam się w Wiesbaden, stolicy niemieckiej Hesji. To w tutejszym kasynie przed laty Dostojewski napisał "Gracza". Dziś mieści się w nim centrum festiwalu GoEast!, poświęconego kinematografii Europy Środkowej i Wschodniej. Polska od lat jest na nim silnie obecna. W tym roku w konkursie głównym pokazywano m.in. "Córki Dancingu" i "Czerwonego pająka" (zdobył dwie nagrody!). Zaś twórczości Machulskiego organizatorzy poświecili całą retrospektywę. Od "Vabank" przez "Kilera" po "Ambassadę", na filmy twórcy "Seksmisji" ustawiały się długie kolejki
“Żyliśmy w komunizmie, i sztuka to był taki zastępnik opium – w sensie środka przeciwbólowego, coś, co pozwalało to wszystko znieść. Choć nie przesadzajmy - nie czułem opresji, tylko beznadzieję. Codzienność była po prostu szara, bezbarwna i męcząca, jak ćmiący ząb.... A dzięki temu, że robiłem filmy, życie nie było nudne. (...) Trochę mnie ominęła ta "prawdziwa" rzeczywistość. Gdyby się nią bardziej przejmował, może brałbym udział w demonstracjach, ZOMO by mnie spałowało, co też byłoby ciekawe, choć inaczej. Na pewno bardziej niebezpieczne, przynajmniej w tamtych czasach. Ale okazało się, że w filmie daję sobie jakoś radę. I jakoś tak do tej pory to trwa.”
(PEŁNY WYWIAD dla Onet.pl Juliusz Machulski: to, co teraz przeżywamy, to taka choroba dziecięca)















