ugotowałem edita i w sumie wrzucę też tutaj, i wish they kissed <3
tumblr pewnie zamorduje mi jakość, jest ciezko

seen from Brazil

seen from Malaysia
seen from Canada

seen from Ukraine
seen from India
seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Russia
seen from Netherlands
seen from United States
seen from Malaysia
seen from Canada

seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from United States
seen from Maldives

seen from Germany
seen from United States

seen from Malaysia
seen from Maldives
ugotowałem edita i w sumie wrzucę też tutaj, i wish they kissed <3
tumblr pewnie zamorduje mi jakość, jest ciezko
Vabank (1981) Spanish poster by Grupo Rojo for a Polish comedy film directed by Juliusz Machulski.
Gustaw Kramer // Vabank (1981)
- Dlaczego Pan napadał na banki? - Bo były tam pieniądze.
Vabank, ale Kwinto i Kramer na koniec po prostu się całują, bo to jedyne o czym myślę po tym, jak chwilę temu skończyłem ten film
oni ale to lovers to enemies to lovers? wattpada by pojebało, kiedyś wszystko to napiszę 🔥🔥🔥
The unbearable frustration of having watched Peak and not being able to share it with your internet friends because it's a fucking 80s movie shot in your native tongue.
This is about Vabank and Vabank II, for the record.
Kingsajz (1988) - nie Wajda, nie Polański, nie Kieślowski, nie Hoffman, nawet nie Bareja. Jakbym miał wymazać całą polską kinematografię i zachować twórczość jednego reżysera, zawsze będzie nim Juliusz Machulski. Nawet jeśli jego nowsze filmy spotkały się z chłodniejszym przyjęciem, nic nie zmieni tego ile dostarczył nam klasyków, wśród których jest do dziś unikalny dla polskiego kina Kingsajz. Jeśli miałbym wskazać jakieś podobieństwa do innych filmów, to w najlepszym razie byłyby to Seksmisja, Vabank, czy Kiler. Czyli inne filmy Machulskiego.
Facet szykuje się do wielkiego wyznania. Mówi swojej kobiecie, że jeszcze nikomu tego nie powiedział. Ta wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na upragnione słowa, stanowiących ukoronowanie ich związku. Facet w końcu się przełamuje i mówi jej, że… jest krasnoludkiem. Tak, krasnoludkiem. Małym, piskliwym knypkiem z bajek dla dzieci. Okazuje się, że krasnoludki są prawdziwe i żyją w swojej krasnoludkowej krainie zwanej Szuflandią. Świat ludzi, czyli tytułowy Kingsajz, to dla nich nieosiągalna kraina z opowieści, gdzie czycha na nie wiele niebezpieczeństw, na których czele stoją tajemnicze stworzenia zwane „kobietami”. A krasnoludki, które jakimś sposobem zdobyły eliksir powiększający i udały się do Kingsajzu, już nie wracają. Prawdopodobnie nie żyją. A goowno prawda. Po prostu w Kingsajzie żyje im się lepiej i nie chcą wracać. Krasnoludkowy aparat państwowy musi tylko dopilnować, żeby społeczeństwo tego nie odkryło, bo inaczej nie zostanie im nikt do rządzenia. A film zaczyna się od ataku ich agentów na „zdrajcę narodu”, który odkrył recepturę na eliksir powiększający, stanowiący przepustkę do Kingsajzu.
Analogia do polskiego społeczeństwa żyjącego pod butem i wzdychającego do bogatszych krajów zachodnich jest oczywista. Machulski przemielił rzeczywistość, w której dorastał na język filmu tworząc jeden z niewielu polskich filmów fantasy, które zapisały się w świadomości ogółu. Nawet jeśli ktoś nie zna kontekstu, to nadal mamy wciągająca, uniwersalną historię o walce z tyraniczną władzą i poszukiwaniu lepszego jutra, a staranna realizacja ze scenografią na czele sprawiają, że i dzisiaj dobrze się to ogląda. Kilka scen, jak spacer po gołym tyłku Katarzyny Figury, trochę się zestarzały, ale należy pamiętać o ograniczeniach technicznych tamtych czasów. Kolejny przykład na to, że klasyki nie są klasykami bez powodu. Kingsajz to po prostu bardzo dobry film i ze świecą dziś idzie szukać czegokolwiek na podobnym poziomie wśród współczesnych polskich filmów.