Chicks'n'Champs burgery i nie tylko nowy lokal w Krakowie
Recenzja tego lokalu zaczęła dość nietypowo. Jeden z moich czytelników zwrócił mi słusznie uwagę, że jak mogę pisać o najlepszych burgerach w mieście odwiedzając tylko dwa burger bary. Wszedł mi na ambicję i postanowiłem sprawdzić miejscówkę o której mi napisał. Ogólnie wchodząc do lokalu miałem go w głowie skreślonego i nic nie wskazywało na to, że moje uprzedzenie spowoduje napisanie recenzji pozytywnej. Tak nie jestem święty, bywam wredny. Co zastałem na Stadionie Cracovii zapraszam do lektury recenzji ...
Chick'n'Champs taką nosi nazwę nowy lokal który istnieje od około 4 miesięcy na Krakowskim rynku gastronomicznym. Jego wystrój i klimat nie mógł być inny z racji miejsca w którym jest usytuowany. Lokal znajduje się przy Krakowskich Błoniach a dokładniej przy ulicy Kałuży 1. Fanom sportu i piłki nożnej w Krakowie dobrze znany adres mieści sie pod nim stadion jednego z najstarszych klubów piłkarskich w Polsce Cracovii. Do wizyty w lokalu skłoniliście mnie Wy drodzy czytelnicy i dziękuje wam za to.
Udałem się w celach nie tylko gastronomicznych do Krakowa gdzie byłem w okolicy Stadionu Cracovii. Postanowiłem coś zjeść okazja sie napatoczyła sama wszedłem do małego lokaliku na parterze gdzie ujrzałem menu ładnie napisane kreda :)
Po krótkiej wymianie zdań padło na cheeseburgera. Własnym oczom nie chciałem wierzyć podczas przygotowywania mojego cheesa.
Mięso było grillowane na grillu i muskane ogniem. aż mi sie miło na sercu zrobiło. Usiadłem w oczekiwaniu na efekt końcowy. Dostałem zawinięte dwa pakunki
W jednym z nich znajdował się cheeseburger a w drugim frytki, na moimi stoliku wylądowały także zestaw pierwszej pomocy czyli ręczniki papierowe oraz zestaw reanimacyjny smakowo bogato wyposażony w sosy zestaw.
Odwinąłem pakuneczek z frytkami.
Oczom moim ukazały się ziemniaki nie jakaś papka z mączki ziemniaczanej uformowana w kształt frytki. Normalny grubo ciosany ziemniak i usmażony.Dostałem ślinotoku myślę sobie jeśli smakują tak jak wyglądają to się załamię jak drugi pakuneczek nie będzie tak smakował jak sobie to wyobraziłem podczas widoku przygotowywania go.
Pierwsze wrażenia wzrokowe zapowiadały ucztę dla podniebienia delikatne przypalenia od ognia mięska i bułki oraz roztapiający się cheddar. Pierwsze kęsy potwierdziły, że mam do czynienia z zawodnikiem wagi ciężkiej choć nie wyglądał na takiego. Nie duży burger za 12 zł wielkością podobny do Big Maca może kapkę większy. Z góry chciałbym przeprosić mojego cheesa za porównanie do McBuły.
Wysokiej jakości wołowina oraz dobrze dobrane dodatki pieściły moje podniebienie z każdym kęsem do momentu kiedy z własnej głupoty nie dodałem musztardy ;) to był błąd na dwa kęsy na szczęści.
Moje skłonności do eksperymentowania czasem mnie gubią. Musztarda była ok ale nie pasowała do mojego burgera. Sama kanapka miała lekko słodkawy po smak nie lubię czegoś takiego, ale szybko sie okazało znalazłem winowajcę nie był to żaden składnik, była to bułka. Zdarza się zawsze musi sie znaleźć jakiś słaby punkt. Ogólnie to był piątek i nic nie zapowiadało że wrócę tak szybko do tego lokalu.
Na odchodne jeszcze wciągnąłem hot dog-a z kiełbaską Leszczyńską .
Wróciłem do domu i zbierałem się do napisania tej recenzji, ale czułem niedosyt. Więc postanowiłem że przetrawię, prześpię z myślami , ale w uszach mi brzmiały słowa zapraszamy na górę. Biłem się z myślami cały weekend. W niedziele okazało się że w poniedziałek muszę być znów w Krakowie. Plan miałem wykonałem go i oddałem moją ukochaną lustrzankę do czyszczenia. Nie miałem co ze sobą zrobić bo była godzina 11 żar lał się z nieba nie miłosiernie. Szybki rzut okiem na okolicę i co widzę w odległości rzutu beretem jest znany kształt stadionu. Zaskoczenie lekkie, zakotłowało się w mojej głowie jak w kasynie po zwolnieniu wajchy jednorękiego bandyty i przed oczami wyświetlił mi się obraz Chicks'n'Champs lokal który serwuje jedne z najlepszych burgerów w Krakowie. Wskoczyłem w żółtego Solarisa teleportując się szybko do lokalu. Otwieram drzwi idę po schodkach do góry do lokalu. Już w piątek podczas pierwszej wizyty zapraszano mnie abym sobie obejrzał lokal na górze. Myślę sobie zjem jeszcze jednego hamburgera, jakże byłem w wielkim błędzie nie dało się zjeść tylko hamburgera, ale do tego zaraz wrócę.
Czołgając się do góry po schodach kłębiły mi się różne myśli. Jedną z nich było ........ (w miejsce kropek wstawcie sobie dowolny wulgaryzm jaki przyjedzie wam do głowy) dlaczego mam moje lustro w czyszczeniu a nie ze sobą, ale to nic mam telefon postaram się jak mogę zrobić najlepsze zdjęcia . Pierwszy rzut oka na salę kojarzy się ze sportem cały wystrój lokalu poświęcony jest sportowi. Jest żywcem wzięty jak z amerykańskich filmów.
Typowy Sports Bar z dobrym jedzeniem i sportową atmosferą. Kelnerki mają swoje firmowe wdzianka jakie widuje się w Amerykańskich barach sportowych .
Niestety ja się nie mogę wypowiadać na ten temat jako autorytet a swoja wiedzę czerpie na podstawie programów kulinarnych Gordona Ramseya i filmach z Hollywoodu, ale tak sobie wyobrażam klasyczny Sports Bar. Mam nadzieje że kiedyś będzie mi dane odwiedzenie jakiegoś kultowego baru w USA przy stadionie. Co do jedzenia to jak najbardziej mogę coś nie coś powiedzieć. Lokal zrobił na mnie ogromne wrażenie a widok zza szyby stolika na murawę stadionu mnie osobiście zamurował.
No dobra wracamy do jedzenia dostałem menu i a w nim klasyczne chicken wings, burgery, owoce morza, oraz zupy. Zamówiłem zupę serową zestaw skrzydełek i Buffalo burgera. Po pierwszej wizycie na dole wiedziałem czego mogę się spodziewać, ale lokal mnie znów zaskoczył.
Zupa serowa z trzech serów Gorgonzoli, Dor Blue i Lazura dokonała zmasowanego ataku na moje kubki smakowe. Przepraszam za szowinizm ale chyba wiem jak czuje sie kobieta podczas spełnienia.
Moje kubki smakowe doznały orgazmu . Tak dawno się nie czułem pomimo silnej depresji poczułem się szczęśliwy przez chwilę, a mój organizm zalała fala endorfiny. Lekko kwaśny smak i aksamitna konsystencja rozpływały się po moich kubkach smakowych. Niestety wziąłem mała miseczkę zupy, w obawie, że nie podołam reszcie zamówienia. Zupa była bardzo smaczna, ale brakowało mi finiszu. Przyczepić się muszę do herbatników słonych podanych z zupą. Szkoda bo zupa fantastyczna i aż prosiła się o dobre grzanki podane osobno aby klient mógł sobie sam dosypywać, ale to drobny szczegół liczy sie smak zupy który był wyśmienity.
Zaraz po zupie wylądowały na stole po kolei skrzydełka i Buffalo Burger. Pierwsze zaatakowałem skrzydełka były pół na pół Chicks łagodne i Champs ostre. Zamawiałem skrzydełka z dusza na ramieniu po tym co mnie spotkało w American Bull gdzie podano mi skrzydełka a'la sushi. Tamto przeżycie zostanie na długo w mojej pamięci, ale to już było i mam nadzieje, że nie wróci szybko. Wracamy do Chicks'n'Champs skrzydełka bardzo apetycznie wyglądają dodatkowo mamy podane marchewkę i selera naciowego oraz serowy dip. Cała kompozycja prezentuje się godnie i smakowicie. Pierwszy kęs łagodnego skrzydełka dał wyczuć w sobie nutę jabłkowego posmaku.
Posmak ten był naprawdę delikatny i nie zakłócał całej kompozycji, wręcz uzupełniał ją. Przegryzając warzywami i maczając w dipie skrzydełka szybko zniknęły w czeluści mojego żołądka. Zabrałem się za ostre skrzydełka, zaopatrzony system gaszenia pożaru w jamie ustnej ugryzłem pierwszy kęs. Spodziewając sie po rozmowie z kelnerką ognia piekielnego zaskoczył mnie kurak swą łagodnością. Skrzydełko było bardzo smaczne i nie powiem ostre, ale ostrość była zbilansowana. Ogólnie bardzo smaczne skrzydełka dobrze przyprawione, a szef kuchni dysponuje dobrym smakiem, co w rezultacie daje nam duże szanse na dobre jedzenie.
Ostatni w moje łapy wpadł Buffalo Burger w który dumnie była zatknięta flaga Chicks'n'Champs nie powiem efektownie to wyglądało. Frytki podane w stylowym koszyczku jakby były w nim smażone. Zrobione z ziemniaków jak już wcześniej wspomniałem.
Burger tutaj już była solidna porcja mięsa jakieś 200g czystej soczystej wołowinki, bekon, warzywne dodatki, prażona cebulka i ser cheddar. postanowiłem zdjąć górę dla pokazania Wam drodzy czytelnicy co sie kryje w środku
Jak widzicie na bogato w burgerze i bułka która wydaje sie przypalona ale nie jest. Dobrze wypieczone pieczywo podgrillowane na ogniu razem z mięskiem miało niesamowity bogaty bukiet smaku.
Z każdym kęsem, który rozpływał się po podniebieniu i pieścił je jakby chciał nam powiedzieć, będziesz tęsknił i nie zapomnisz mnie na długo.
Podsumowując do tego lokalu skierował mnie jeden z czytelników który zarzucił mi że jestem nie obiektywny i że tylko dwa lokale odwiedziłem. Wszedł mi na ambicje i sprowokował mnie do myślenia. Mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia z przed przebudowy stadionu kiedy w tym miejscu stał grill bar z paskudnym jedzeniem, miałem na myśli jedno właściciel przeniósł się z baraku na salony. Naprawdę byłem zniechęcony i podchodziłem z wielkim dystansem, a wręcz nastawiony wrogo od wejścia. Dobrze się stało, że odwiedziłem Chicks'n'Champs. Zakosztowałem naprawde dobrego jedzenia, a wrażenie jakie wywarł na mnie lokal zapadło w mojej pamięci. Co prawda lokal istnieje od niecałych 4 miesięcy, ale to co podają według mnie o ile sie nie popsują jakościowo doprowadzi do sukcesu. Zróżnicowana oferta cenowa pozwala na to że każdy może docenić smak i jakość podawanych burgerów. Dobrze, że na Krakowskim rynku gastronomicznym powstają nowe lokale, które dają świeży powiew smaku i jakości. Kibicuje co prawda nie piłce nożnej, a innemu sportowi, ale w tym lokalu czułem sie swobodnie. Dodałem sobie ten lokal do listy stałego nadzoru ;) znaczy będę wpadał i konsumował, a jak sie popsują pierwsi sie drodzy czytelnicy o tym dowiecie.
Smacznie pozdrawiam
DJ Gotuje
P.S. Chicks'n'Champs stawia wyzwanie swoim klientom w postaci trzy kilogramowego hamburgera jeśli zje się go w ciągu godziny to jest za darmo i dostaje się 6 pak Miller-a, jeśli nie to kosztuje 90 zł :) może ktoś z Was podejmie wyzwanie?
P.S. II. Dostałem przepis na zupę serową jak tylko znajdę chwilę przyrządzę w swojej kuchni i podzielę się z Wami drodzy czytelnicy