6 marca 2016 roku miałem zaszczyt brać udział w zlocie ludzi związanych z dobrym jedzeniem. Zapraszam na relację z tej zacnej imprezy…
O zlocie dowiedziałem się przypadkiem i zastanawiałem się długo czy się zgłosić, czy mnie przyjmą i co ja tam będę robił. Namówił mnie do uczestnictwa znajomy Piotrek z Celtyckich Smaków. Jak widzicie ma siłę sprawczą czego dowodzi moja obecność na zlocie i ta relacja. Ale zacznijmy od początku. Bardzo nieśmiało i powoli dodałem się do wydarzenia. Podczas rozmów przed zlotem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że muszę tam być. Tutaj pragnę podziękować na wstępie Piotrowi Sabale, Michałowi Bałazy, Krzysztofowi Gawlikowi, Adamowi Golikowi, Zbyszkowi Kopyckiemu, oraz Małgorzacie Stach bo jak się dowiedziałem była inicjatorką pierwszych spotkań, za wspaniałą organizację oraz super imprezę.
Brać Kucharska spotkała się po raz trzeci tym razem impreza odbyła się w Zakopanem a dokładnie w Nosalowym Dworze. Kuchnią tutaj dowodzi Piotr Sabala, który wraz ze swoim Dream Team Sabala stanął na wysokości zadania. Muszę przyznać, że Piotrowi także pomagali organizatorzy. Zacznijmy od przygotowań które ruszyły już w styczniu, w lutym potwierdzono termin zlotu na 6 marca. Impreza tego typu to niełatwa rzecz, a logistycznie to koszmar dla organizatora, tutaj dla chłopaków bije pokłony bo wiem jak ciężką pracę wykonali.
6 marca przywitał mnie piękna pogodą choć na polu szalał Halny to pogoda była bardzo przyjemna
Wyruszyłem na zlot o godzinie 8:30
Do Zakopanego dotarłem około godziny 10,
a na miejscu w Nosalowym Dworze byłem już 15 minut później
Przekroczyłem bramy hotelu
Przygotowywanie stołów i sali. Rozebrałem się i zabrałem się do pomocy. Od kilku dni trwały przygotowania. Zarówno na kuchni jak i na sali trwała walka z czasem. Wszystko musi być gotowe na 14 kiedy to oficjalnie rozpoczyna się Zlot. Każde ręce do pomocy na wagę złota.
Sala zaczyna przypominać gotową na bankiet, w pewnym momencie muzycy także dołączyli ze swoim sprzętem
Sala już prawie gotowa, więc my możemy wybrać się za kulisy czyli idziemy do kuchni. Tutaj ruch chyba większy niż na Krupówkach w szczycie sezonu.
Chef Krzysztof Gawlik ma wszystko pod kontrolą, tutaj nie ma zbędnych ludzi, tutaj nie ma zbędnych ruchów. Każdy ma swoje zadanie i wykonuje je perfekcyjnie.
W dolnej kuchni prace trwały nad zimną płytą,a dwa piętra wyżej kuchnia była także pod pełna parą. (hotel Nosalowy Dwór ma kilka kuchni i oprócz naszego zlotu na obiekcie było ponad 500 osób które trzeba wykarmić)
Mnie burczało w brzuchu i nie powiem udało mi się zanim inni spróbowali podkraść odrobinę flaków
Jak do takich potrwa podchodzę jak pies do jeża, to te flaki mi smakowały i to bardzo, nie musiałem nic doprawiać, a mięso w środku nie było rozgotowane, ani za twarde, było w sam raz. Na stołach czekały mięsa które były już wstępnie przygotowane, a w piecu konwekcyjnym dochodził udziec wołowy.
Wróćmy na dół, gdzie powoli półmiski napełniały się wędlinami i serami
Praca wre, nie ma nerwów każdy wie co ma robić. Tak wygląda praca dobrego zespołu na kuchni, a co za tym idzie tak powstaje jakość i smak. Widać tutaj pełny profesjonalizm i nikt nie wychodzi przed szereg każdy skupia się na swojej sekcji
Półmiski są zdobione, moje ślinianki pracują pełną parą. Nie tylko wędliny ale i sery czekały na swoją kolej
No dobra uciekamy z kuchni bo robota jest i trzeba pomóc
Jest około 12 w południe pierwsi wystawcy się ustawili
a inni szukają miejsca dla siebie
Korytarz gdzie ma być wystawione jedzenie i wystawcy wygląda na razie tak
ale praca wre zdążymy ze wszystkim. Powoli stoły zapełniają się jedzeniem
Pojawiły się także napitki
Nie było by imprezy bez czegoś słodkiego także tutaj zespół Chefa Piotra Sabali stanął na wysokości zadania
Żeby nie było w czasie pracy także, były chwile luźniejsze. Ludzie tutaj wszystko wykonywali z pasją, tylko ci paparazzi wszędzie zaglądali
Pojawiły się pierwsze wpisy w księdze pamiątkowej
Powoli można odkładać narzędzia do torby podróżnej
Wszak każdy szanujący się chef kuchni posiada swój zestaw podróżny.
Wszystko już gotowe można na chwilę sobie odpocząć
Powoli zaczynają się schodzić goście, a wszystko zapięte na ostatni guzik.
Posilamy się przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy, i zasiadamy do stołów
Jako że byłem pierwszy raz i znałem tylko jedną osobę, to nie wiedziałem gdzie siąść i z kim. Chłopaki ze Świętokrzyskiego mnie przygarnęli za co im bardzo dziękuję. Ogólnie czułem się jakbym był u siebie w domu, pomimo, że byłem nowym narybkiem. Ja sobie gotuję w domu i dzielę się przepisami z Wami drodzy czytelnicy, a większość zebranych na co dzień gotuje Wam wspaniałe potrawy. Byli też przedstawiciele firm, które pomogły w organizacji zlotu i nie tylko. Wszystkich tutaj na sali łączy jedno wielka pasja do gotowania. Imprezę rozpoczął i prowadził chef Michał Bałazy, który doskonale się czuje w roli prowadzącego, jak i przy kuchni.
Podczas imprezy okazało się że jeden z gości chef Wiesław Ambros obchodzi 50 lecie pracy oraz swoje urodziny. Organizatorzy przygotowali dla niego niespodziankę
Cała sala odśpiewała gromkie sto lat solenizantowi oraz wręczono mu pamiątkowy puchar
a na końcu tradycyjnie solenizant z wielką wprawą podzielił tort pomiędzy gości.
To nie jedyna niespodzianka tego dnia po kilku chwilach na salę wjechał ogromny udziec wołowy który był także jedną z niespodzianek.
Były także pamiątkowe zdjęcia a wśród nich między innymi to zdjęcie
a na nim chefowie Robert Sowa, Piotr Sabala, Krzysztof Gawlik i dziewczyny z ekipy chefa Sabali.
Dawno nie byłem na tak wyjątkowej imprezie tutaj nie było czegoś takiego jak na innych spotkaniach, ci co się znają są obok siebie i rozmawiają tylko ze sobą, nie było sztywno. Nikt krzywo na ciebie nie patrzył, a ludzie integrowali się. Nikt nie zadzierał nosa wszyscy bawili się bardzo dobrze
Dodatkową atrakcją był pokaz live cooking, który odbył się dzięki Kuchniom Świata które przywiozły ze sobą spora porcję owoców morza. W tym takie ryby jak żabnica, oraz inne owoce morza jak langusty i inne
Zlot Braci Kucharskiej pod Nosalem, dla mnie osobiście był wyjątkowym przeżyciem i ucieczką od szarej codzienności i zmagań z ciężką depresją. Tak walczę z nią i czasem przegrywam, czasem wygrywam, a tutaj dzięki tak naprawdę przypadkowi poznałem wielu wspaniałych ludzi. To nie jest przypadkowa znajomość bo mam nadzieje, że uda się z cała bracią kucharską spotkać za niedługo. Poznałem na tym zlocie wybitnych szefów kuchni mogłem sobie z nimi porozmawiać. Udało mi się zamienić kilka słów między innymi z szefem Robertem Sową, Teo Vafidisem czy Wiesławem Ambrosem.
Jestem wdzięczny za przyjecie mnie do tego szacownego grona, rodziny bo tak naprawdę można było się poczuć jak na wielkim rodzinnym pikniku.
Chciałbym podziękować Piotrowi z Celtyckich Smaków, że mnie namówił na ten zlot, no i za kiszone śledzie.
Bardzo chciałbym podziękować organizatorom Piotrowi Sabale, Michałowi Bałazy, Zbyszkowi Kopyckiemu, Krzysztofowi Gawlikowi, Adamowi Golikowi i innym za tak serdeczne przyjęcie i super imprezę. Chefowi Wiesławowi Ambrosowi chciałbym życzyć kolejnych lat z nami i dobrym smakiem.
Na koniec nie był bym sobą jakbym nie napisał co jadłem.
Otóż udało mi się spróbować wszystkiego co zostało przygotowane przez Chefów. Dania na ciepło były bardzo smaczne, wędliny oraz sery pochodziły od lokalnych dystrybutorów i chciałbym, aby takie rzeczy serwowano wszędzie. Niestety Zakopane nie jest idealnym miejscem do jedzenia, to to co zostało zaserwowane przez organizatorów przykrywa wszelkie niesmaki jakie serwuje lokalna gastronomia na Krupówkach. Widac światełko w tunelu, a w Nosalowym Dworze pod wodza Piotra Sabali można naprawdę dobre rzeczy zjeść.
Miałem także okazje ponownie spróbować ślimaków od Snails Garden
Podsumowując jeden 6 marca był dniem którego potrzebowałem. Był dniem w którym poznałem co to fajna atmosfera na imprezie, znów poczułem się jak człowiek. Było naprawdę super i wspaniałe towarzystwo. Nie mogę doczekać się kolejnych spotkań i fajnych znajomych. Bardzo dziękuję (kolejny raz to piszę bo jest za co) za wspaniałe przyjęcie mnie w poczet Braci Kucharskiej. Żałuję, że nie mogłem zostać do końca bo świetnie się bawiłem z Wami. Wspomnienia zostaną ze mną na długo i pozwolą mi na lepsze spojrzenie w przyszłość.
Impreza bardzo udana. Dziękuję
Na koniec jeszcze jedna ważna rzecz wklejam post z profilu Chefa Sabali, który pamiętał o wszystkich, bez których nie było by tej imprezy o jego zespole i współpracownikach, o których mówi się Dream Team Sabala
Opublikowany przez Piotr Sabala na 7 marca 2016
I jeszcze pamiątkowe wspólne zdjęcie autorstwa mojego imiennika Stanisława Romka z Kuchennych Wariacji
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do zobaczenia wkrótce.
P.S. na koniec galeria zdjęć
Zlot Braci Kucharskiej pod Nosalem 2016 6 marca 2016 roku miałem zaszczyt brać udział w zlocie ludzi związanych z dobrym jedzeniem. Zapraszam na relację z tej zacnej imprezy...