You’re hot then you’re cold | Ziam Prompt
viens-voler-avec-moi: Piszesz Ziama? Powiedz, że tak, bo nikt nie chce dla mnie pisać Ziama! :'C Przejdźmy do rzeczy: hokejowe AU, okej? Oglądałam ostatnio super film o młodych hokeistach i zapragnęłam takiego AU. Więc coś w stylu, że Liam się popisuje na lodzie co chce zdobyć Zayna. Podrywa go też w szkole czy coś i wreszcie gdy Zayn zgadza się z nim gdzieś wyjść (czytaj: na lodowisko), okazuje się, że nie umie jeździć na łyżwach i Leeyum go uczy C: Prooooszę! + wetkniesz może jeszcze gdzieś Zayna chodzącego w koszulce Liama? (w sensie tej drużynowej z numerkiem i nazwiskiem ... wiesz o co chodzi) xx
Od autorki: Ten prompt wyszedł o wiele dłuższy niż planowałam, ale chyba się nie obrazisz :D Mam nadzieję, że sprostałam Twoim oczekiwaniom i tekst choć trochę Ci się spodoba. Przepraszam również za wszystkie błędy, któe są nieuniknione. Tak czy siak, zapraszam!
Liam nigdy nie denerwował się z powodu gry tak jak teraz. Znajdował się w najlepszej drużynie wśród miejscowych liceów, był jednym z najlepszych hokeistów, więc skąd ten paradoks? Bardzo rzadko zdarzało się, żeby musiał bać się o końcowy wynik w ostatnich dwudziestu minutach meczu, zazwyczaj drużyną zdobywali przewagę wcześniej i w tej ostatniej części tylko się bronili – często skutkowało. Jednak najwidoczniej coś poszło dziś nie tak...
- Payne, słuchaj jak do ciebie mówię! – wydarł się rozwścieczony trener, wymachując dłońmi w każdą stronę, jakby to miało przyspieszyć jego mówienie podczas krótkiej przerwy. – Jak przestaniesz tańczyć jak jebana primabalerina na tym lodzie, to może w końcu uda wam się trafić tą czarną zabaweczką do
tak zwanej bramki! – Zawsze w ten sposób się z nich naśmiewał i obrażał, w najprostszy sposób traktował jak świeżaków na lodzie.
Zawodnicy westchnęli głośno, wywracając na swój sposób oczami.
- Każdy karygodny błąd któregokolwiek z was - mówił, bardzo mocno akcentując ostatnie słowa – będzie od razu karany ławką, i to nie tylko na dzisiejszy mecz – zakończył razem z gwizdkiem sędziego, oznajmiającego kontynuację gry.
Liam zajął swoje miejsce na lodowisku i ustawił się w dobrej pozycji, rozglądając po trybunach. Większość kibiców głośno zagrzewała ich do walki, lecz nie on. Siedział w towarzystwie swojej paczki, zajmując się tylko i wyłącznie własnym telefonem. Hokeista obiecał sobie to zmienić i tylko to miał w głowie w momencie, w którym rozebrzmiał głośny dźwięk, a wszyscy ruszyli do walki. Nie można powiedzieć, że gra przebiegała spokojnie, bo hokej nigdy nie był i nie będzie spokojnym sportem. Jego drużyna zaczynała się powoli odbudowywać, lecz nikt nie uzna ich wygranej, dopóki nie będą mieli większej ilości punktów niż przeciwnicy. Po świetnej grze jego kolegi Maxa, wyniki się wyrównały i zostały decydujące o wszystkim dwie minuty. Liam połowicznie w głowie wciąż miał krążek i starał się go zdobyć, lecz więcej uwagi przywiązywał do swojego stylu jeżdżenia na łyżwach i ruszania tułowiem, co różnie skutkowało. Kiedy mocno się już rozpędził i gnał w stronę przeciwnika, kątem oka w końcu zauważył jego wzrok na sobie. Tylko dodało mu to pewności siebie, przez co bez problemu przejął krążek jednym, dopracowanym i z jego opinii dobrze wyglądającym z boku ruchem. Jego rówieśnicy po prawej stornie trybun unieśli ręce do góry, nagradzając go krótkim aplauzem. Pędził po lodzie w stronę bramki przeciwnika i nic nie mogło mu już przeszkodzić w zdobyciu punktu. Jedynym problemem mogło być to, w jak efektowny sposób można ten punkt zdobyć. Liam zdecydował się wymijać każdego przeciwnika po kolei, zamiast po prostu przejechać do bramki w linii prostej. Szło mu świetnie, w końcu był najlepszy. Nie zostało mu więcej niż trzech potężnych chłopaków i... niestety tutaj coś mogło pójść źle. Brunet nie wiedział czy powinien brnąć dalej, czy zawrócić i podać krążek komuś w „lepszej okolicy”. Nie miał dużo czasu na zastanawianie się, więc w myśl, że naprawdę musi mu zaimponować, starał się wyminąć także i tych ostatnich przeciwników. O ile z pierwszym nie miał problemu, dwóch ostatnich wpadło na niego z tak ogromną siłą, że Liam nie miał prawa skończyć nigdzie indziej niż tylko na twardym lodzie blisko bandy, leżąc. Teraz mógł już tylko przyglądać się, jak jego przeciwnicy nie popełniają tych samych błędów co on i bez problemu zdobywają decydujący o wszystkim punkt.
W tamtej chwili prawie każdy stracił już nadzieję na wygraną, przez co ostatnie sekundy meczu spędzone zostały tylko na podawaniu sobie nawzajem krążka.
Koniec gry – porażka. Mecz przegrany, zero szans u Zayna. Liam jak najszybciej zszedł z lodowiska z okropną miną, wcześniej niż jego koledzy. Ominął wściekłego trenera i od razu skierował się w stronę szatni, chwilę wcześniej słysząc parę komentarzy na temat gry.
- Masakra, nie wierzę, że Payne zawalił tak banalną akcję – odezwała się jakaś dziewczyna, schodząc z trybun. – To wszystko przez niego – kontynuowała, brzmiąc na naprawdę zdegustowaną.
- Czy ja wiem, wyglądało dobrze. Nie miał na to wpływu.
- Malik, czy ty w ogóle znasz zasady?! – ten sam głos oburzył się dość głośno, sprawiając, że brunet wywrócił oczami.
Nie miał najmniejszej ochoty i zamiaru rozmawiać o tym, co się przed chwilą stało, chociaż zapewne prędzej czy później będzie to nieuniknione. Przebierał się szybciej niż po jakimkolwiek innym meczu, kiedy jego koledzy z drużyny zaczęli się schodzić. Był im wdzięczny, że nie poruszali na głos tematu ich gry. Nigdy nie wychodził z szatni jako pierwszy, ale tym razem był do tego zmuszony. Zarzucił torbę z łyżwami na ramię i opuścił budynek, uciekając od wszystkiego jak najszybciej.
Kiedy wychodził poza teren lodowiska, zauważył parę kroków od siebie Zayna. Stał za rogiem i albo mu się zdawało, albo naprawdę rzucił mu krótkie spojrzenie. Wypuścił z ust dym, opuszczając luźno po boku dłoń z papierosem. Liam nie mógł powiedzieć, że ten widok mu się nie podobał. Każdy widok Zayna go zachwycał, nieważne w jakim wydaniu. Mógł stać do niego przodem, tyłem, bokiem - zawsze wyglądał dobrze. Może Liam patrzył na niego trochę za długo i może przez przypadek zmusił go do odezwania się... ale tylko może.
- Zapalisz? – spytał Zayn obojętnie i najprościej, robiąc pół kroku w jego stronę. Jego oczy rozświetliły się, a idealnie ułożone włosy potargał delikatny wiatr.
Liam zaśmiał się szczerze.
- Nie palę. – Mimo wszystko podszedł do niego powoli. – W wolnym czasie tylko jeżdżę na łyżwach.
Zayn przytaknął, spoglądając na swoje dłonie i nie okazując większego zainteresowania dalszą rozmową. A Liam był postawiony w najgorszej możliwej sytuacji, bo nie spyta tym razem „jak ci się podobał mecz?”, opierając przy tym typowo o murek. Stali przez chwilę w niezręcznej ciszy i wyglądało na to, że żaden z nich nie ma zamiaru się odezwać.
- Podoba mi się twoja kurtka – wymyślił w końcu łyżwiarz, uderzając się mentalnie w twarz. Zdecydowanie nie potrafił flirtować, a już na pewno nie z Zaynem.
Chłopak mruknął tylko ciche „dzięki”, przestępując z nogi na nogę i w końcu spoglądając w oczy drugiego na dłużej. Liam odchrząknął, zbierając się nareszcie na odwagę.
- Robisz coś w sobotę przed południem? – wykrztusił z siebie, chcąc zgrywać śmiałego i pewnego. Nie potrafił do końca powiedzieć czy mu to wyszło, bo jego rozmówca wzruszył tylko ramionami, wzdychając cicho.
- Powiedzmy, że nie – zdecydował.
Payne musiał przed zadaniem kolejnego pytania wszystko szybko przeanalizować. Nie był już pewny co do kontynuowania propozycji ze względu na zachowanie chłopaka. Nie wyglądał on na zachwyconego propozycją, bardziej wydawało się, jakby był do czegoś zmuszany. Ale z drugiej strony przecież nie był - jak nie będzie chciał, to odmówi.
- Wyjdziemy gdzieś razem? – Spojrzał mu w oczy, przeczesując dłonią swoje włosy. – Jestem wolny o dwunastej.
- Trzynasta. – Zayn chyba nie byłby sobą, gdyby sam nie postawił żadnego warunku.
Liam zastanowił się chwilę, po czym uśmiechnął lekko.
- Zgoda. Spotkajmy się tutaj – zaproponował.
- Tutaj – powtórzył Malik. – To twoja jedyna szansa, Payne.
Liam zmieszał się, starając jednak nie brać tych słów tak do siebie. Nawet jeśli jedyna, na pewno nie będzie zmarnowana.
- Jasne – odpowiedział w końcu, cofając się o dwa kroki. – Widzimy się.
Zayn przytaknął, żegnając się z nim niemo. Obaj odwrócili się w odwrotne strony, odchodząc. I tak naprawdę obaj cieszyli się z takiego przebiegu zdarzeń, a Liam był już w stanie nie myśleć jedynie o porażce, bo właśnie w połowie ją nadrobił.
***
- Więc... Pomyślałem, że z dużą chęcią zabiorę cię do mojego drugiego domu – zaczął brunet po, w jego opinii, zbyt oficjalnym przywitaniu z chłopakiem.
- Serio? – Zayn zaśmiał się niezręcznie, zastanawiając, jak głupi musiał być wcześniej, że tego nie przewidział.
- Nie uprzedzałem cię wcześniej, żebyś wziął łyżwy, bo w sumie nawet nie wiem czy je masz – zaznaczył. – A poza tym uznałem, że byłoby fajnie, gdyby to była swego rodzaju niespodzianka.
Chłopak o ciemnych włosach pokiwał twierdząco głową, starając się o jak najszczerszy uśmiech, lecz w rzeczywistości przełykając ciężko ślinę. Nie mógł teraz odmówić, inaczej wyszedłby na tchórza.
- Swoich też nie wziąłem, najlepszym rozwiązanie będzie chyba, jeśli wypożyczymy obaj, prawda? – kontynuował Liam, robiąc wszystko, żeby nie brzmieć na zdenerwowanego i chyba dobrze mu to wychodziło. Chwilę przed zaczęciem rozmowy zastanawiał się czy nie jest teraz przypadkiem bardziej zdenerwowany niż ostatnio przed trzecią tercją*. Kiedy jednak ujrzał Zayna i spostrzegł, że oboje są w dobrym nastroju, nerwy powoli zaczęły puszczać.
Weszli razem na lodowisko i skierowali się do kasy. Na ich twarzach widniały uśmiechy, lecz pojawiała się między nimi znacząca różnica – jeden był szczery, a drugi sztuczny. Zayn podziękował cicho Liamowi, kiedy ten zapłacił za ich wstęp oraz wypożyczenie dwóch par łyżew, po czym udał się na ławkę, aby je ubrać. Zadziwiająco, poradził sobie. Nie był tylko pewny czy wystarczająco mocno je zapiął, ale nawet jeśli... przecież i tak wyląduje na lodzie, nie ma nawet o czym dyskutować. Oddali swoje buty do szatni i zabrali numerek, aż w końcu nadszedł czas na wyjście na lód.
Liam był aż nadto podekscytowany, otwierając drzwi i przepuszczając w nich Zayna. On z kolei odwdzięczył się tym samym, wpuszczając jednak bruneta jako pierwszego na taflę. Był mu wdzięczny w duchu, kiedy nie robił z tym żadnego problemu.
- Jak wyglądają twoje plany na resztę weekendu? – zagaił Liam, bez problemu obracając się na lodzie w stronę Zayna. – Spotykasz się z jakimiś znaj-
- Podasz mi rękę? – Zayn przerwał mu w połowie zdania nieco drżącym głosem, chyba nie do końca zastanawiając się nad sensem wypowiedzianego przez siebie zdania.
Liam zmarszczył brwi, lecz przytaknął szybko, wyciągając swoją dłoń w stronę chłopaka, który złapał się jej kurczowo i dopiero wtedy miał odwagę wstąpić na lód.
To jeszcze nie wyglądało tak dziwnie, a przynajmniej Zayn miał taką nadzieję, lecz jeżdżenie przez cały czas po lodowisku, trzymanie jego dłoni i udawanie, że wszystko jest okej, mogłoby wzbudzać pewne podejrzenia. Z tego też powodu czarnowłosy zdecydował się ją puścić, jadąc od tamtego momentu samodzielnie.
- Spotykasz się z jakimiś znajomymi? – spytał ponownie Liam, przyglądając się nieco podejrzliwie swojemu towarzyszowi. – Czy tym razem rodzinnie?
Zayn nie zdążył otworzyć ust, żeby odpowiedzieć, kiedy zachwiał się i uderzył bokiem o bandę, na szczęście przytrzymując się jej i unikając upadku. Rozłożył lekko ramiona, bardzo starając się zachować równowagę, lecz i to poskutkowało kolejną wpadką.
– Wszystko w porządku? – spytał Liam, patrząc na niego nieco zmartwiony.
Zayn zatrzymał się zdenerwowany, unosząc kąciki ust w górę.
- No jasne! – zapewnił krótko, oddychając zmęczony po okropnie długiej, przebytej drodze. Kiedy odwrócił głowę, nieco zawiódł się, widząc, że przejechał może ze trzy metry.
- Chodź w takim razie na środek – zachęcał go Liam, zaczynając już powoli odjeżdżać od chłopaka.
- Nie! Czekaj, Liam! – krzyknął za nim głośno, nie ruszając się ani na milimetr. Był wdzięczny Bogu, kiedy brunet zawrócił szybko. – Ja... nie potrafię jeździć na łyżwach – dodał znacznie ciszej, pesząc się.
Liam zaśmiał się, nie tyle co z wypowiedzianych przez Zayna słów, a bardziej z jego nerwowego zachowania. Podjechał jeszcze bliżej niego, stając przed nim twarzą w twarz.
- To nie problem dla mnie – wzruszył ramionami, kładąc śmiało swoje dłonie na biodrach stojącego przed nim chłopaka. – Odpychasz się jedną nogą, na drugiej utrzymując chwilowo równowagę – tłumaczył najlepiej jak tylko mógł. Dla niego wszystkie ruchy były oczywiste, a przypominając sobie jeszcze wcześniejsze reakcje Malika, nie mógł skojarzyć, aby miał on cokolwiek przeciwko wybraniu się na lodowisko. Może Liam był po prostu zbyt stanowczy i zapatrzony w swoje zdanie?
Widać było, że Zayn zastanawiał się nad tym, co powinien zrobić. Ostatecznie przytrzymując się przedramion bruneta, zaczął próbować się poruszyć, nie upadając przy tym po raz kolejny. Nie miał odwagi spojrzeć na Liama, dlatego udawał, że cały czas patrzy na swoje nogi. Brunet z kolei trzymał go mocno i z pewnością gdyby nie to, czarnowłosy już dawno leżałby na lodzie. Tym razem w stu procentach.
- Śmielej. Nie przewrócisz się – zapewniał go Liam, uśmiechając się zachęcająco. Trzymał chłopaka blisko siebie i sam jechał powoli tyłem, dając mu jednak wystarczająco dużo wolnej przestrzeni na swobodne ruchy. – Może cię już puszczę? – zażartował.
- Nie! – natychmiast zaprotestował Zayn, jednocześnie łapiąc się ciała bruneta jeszcze mocniej. – Proszę, nie.
- Opowiesz mi w końcu co z tym weekendem? – Liam wrócił do zadawanego już dwa razy wcześniej pytania, śmiejąc się cicho.
Zayn zastanowił się krótko, w końcu unosząc głowę i spoglądając na swojego „nauczyciela”.
- Muszę się podczas niego nauczyć jeździć na łyżwach – zdecydował wesoło, przez przypadek wpadając lekko na Liama i śmiejąc się cicho. – Może na drugiej randce uda mi się zaimponować.
- Czy to nie była moja jedyna szansa? – zareagował od razu Liam, unosząc żartobliwie brew.
- Może tak, a może nie. – Zayn zaśmiał się, oplatając dłonie wokół szyi chłopaka i przytulając się do niego.
- Tak się nie nauczysz. Zapewniam. – Brunet wywrócił oczami, w myślach jednak ciesząc się jak pięciolatek. – Załóżmy się! O to, czy dasz radę po weekendzie przejechać całe okrążenie sam, bez żadnego upadku.
Czarnowłosy wzdrygnął się, udając wystraszonego. To było wykonalne... Ale czy na pewno się uda? Westchnął głęboko, czując, że nie zachowałby się normalnie, gdyby odmówił. Zrobi wszystko, żeby utrzeć Liamowi nosa.
- O co? – spytał, jakby od niechcenia.
Brunet przygryzł wargę, udając zamyślonego.
- Jeśli się nie nauczysz, wygrywam i wymyślam ci jakiś śmieszny strój do szkoły – postanowił. – Jeśli się nauczysz, wygrywasz i robisz to samo mi.
- Mała poprawka – odezwał się Malik, odsuwając delikatnie. – Wyglądam dobrze we wszystkim, więc nie ma szans na strój, który będzie dla mnie „śmieszny”. – Obaj zaśmiali się głośno, wracając do wcześniejszej pozycji.
Albo Liam był naprawdę złym nauczycielem, albo to Zayn był naprawdę złym uczniem. Dwa dni lekcji na nieszczęście Zayna zakończyły się samodzielnie przejechanym okrążeniem z dwoma upadkami, co niestety robiło zwycięzcę z Liama. On jednak nie był z tego powodu smutny. Dzięki temu zyskał największego kibica, chodzącego przez cały poniedziałek po szkole w jego koszulce zawodnika. Szczęśliwy numer 7 i nazwisko Payne widniejące na jego plecach nie mogły równać się z żadnym innym widokiem
*Czas meczu hokejowego trwa 60 minut, a dodatkowo podzielony jest na trzy części po 20 minut - tzw. tercje
Skomentuj! :)











