Podobno nawet gdy się śmieję mam smutne oczy,
chcieliśmy być królami życia - bękarty nocy,
próbując przetańczyć życie, pijane kroki,
dom miał być schronieniem, pod sufitem znów demony.
Skończymy na cmentarzu niespełnionych talentów,
bez salw, honorowych wieńców, odchodząc po cichu,
wrodzona nieumiejętność odczuwania szczęścia,
autodestruktywne geny, czas ludzi cienia.
Podobno trzeba ciąć wzdłuż, nigdy w poprzek,
nie zrozum tego dosłownie, wola życia tnie jak ostrze
przyznaj się po cichu, w duchu, sam przed sobą,
choć raz w życiu pomyślałeś - skończyć tą pogoń?
Stanąć na winklu, pokłonić się aniołom,
przed oczami retrospekcje, celebruj swoją boskość,
potem tylko chwila bólu, ciemność - wolność!
Hukos









