“Syrena i pani Hancock” Imogen Hermes Gowar
Zobaczyłam tę książkę w obwolucie oraz bez niej i wiedziałam, że muszę ją mieć! To była miłość od pierwszego wejrzenia. Pogłębiła się jeszcze, gdy przeczytałam, o czym ma być i dowiedziałam się, że autorka, Imogen Hermes Gowar, studiowała archeologię, antropologię oraz historię sztuki. Po prostu... To nie mogło być złe.
I nie było. Na szczęście.
Historia „Syreny i pani Hancock” opowiada o statecznym kupcu z Deptford – Jonahu Hancocku, jego siostrzenicy Sukie, kurtyzanie Angelice oraz tytułowej syrenie. Przy okazji poznajemy również towarzystwo z Londynu, klientów domów uciech oraz stręczycielki. Generalnie autorka przedstawia przekrój miejskiego społeczeństwa Londynu u schyłku XVIII wieku, nie wyolbrzymiając problemów, które spotykają bohaterów, ale też ich nie ukrywając. Pomimo tajemniczej, mistycznej aury powieści, czytelnik ma wrażenie autentyczności.
To, co mnie zauroczyło w tej opowieści to przede wszystkim bohaterowie oraz opisy zdarzeń, emocji oraz przestrzeni, w której akcja ma miejsce. Narracja prowadzona jest w sposób przemawiający do naszych zmysłów. Błoto z portu w Deptford się widzi, czuje oraz nawet słyszy, tak samo z londyńskim porankiem, pustym domem wdowca Hancocka oraz mieszkaniem kurtyzany. Każde z tych miejsc to odrębne światy, które łączą jedynie znajomości z innymi bohaterami oraz okoliczności.
Bohaterowie to – tuż obok nastroju i mistycyzmu – główny atut powieści. Każda znacząca postać jest sumą własnych doświadczeń, a i postacie poboczne są zbudowane przez autorkę konsekwentnie, pomimo tego, czy poświęca im się wiele uwagii czy raczej nie.
Wszystko świetnie, ale co z syreną? Cóż, jest to rekwizyt i bohater jednocześnie. W moim odczuciu sama syrena to jedynie symboliczny obiekt, mający na celu zwrócić naszą uwagę na pewne sytuacje i problemy. Ale jest to też pewnego rodzaju stan. Syrena kryje się w każdym z bohaterów. Budzi się, kiedy czegoś pragną, obawiają się straty lub dążą do pewnego celu. Ile będą w stanie oddać, aby coś zyskać i czy kiedykolwiek będą usatysfakcjonowani? Czy pozbycie się niektórych wątpliwości i pragnień nie spowoduje, że będą bardziej szczęśliwi?
Poza ty syrena połączyła w tej historii wiele ludzi, którzy bez niej mieliby marne szanse na spotkanie. Niektórzy, pomimo pierwszego wrażenia i pozorów, okazali się dla siebie wspaniałymi przyjaciółmi i partnerami.
Ogromną zaletą „Syreny i pani Hancock” jest również język – pełen świetnego warsztatu, cech gawędy aniżeli zwyczajnego przedstawiania faktów i niewymuszonego artyzmu. I nie ma tego aż nadto! Autorka nie pisze pięknych słów, kiedy są zbędne. Opisuje to, co ma opisać i rusza dalej. Dzięki temu przez tę historię płynie się wręcz bezproblemowo, bowiem nie nuży i nie męczy.
Zakończenie ani trochę mnie nie zawiodło, co, szczerze mówiąc, lekko mnie zdziwiło, bo ostatnimi czasy miałam do czynienia z kilkoma książkami, których fabuła i samo założenie były wyśmienite, ale... Traciły przy finale.
Nie w tym przypadku. Ta opowieść zakończyła się w sposób właściwie podsumowujący ją całą.
„—Ale przecież prawdziwa syrena wcale by im się nie podobała, prawda? Grota, pokaz świetlny, sznury pereł... jeśli to wszystko nie jest prawdziwym cudem, to nie wiem, co nim jest. Żyjemy w nowoczesnych czasach: to, co znane, może być równie niezwykłe jak to, co odkrywamy.”
„Syrena i pani Hancock”, Imogen Hermes Gowar