Żyję między jakoś będzie a mam już dość.
Codziennie balansuję jak mistrz cyrku, tylko zamiast braw jest zmęczenie i zimna kawa.
Rano wstaję i mówię sobie będzie dobrze. Taki motywacyjny hit z kategorii oszukaj mózg zanim mózg oszuka ciebie. Działa przez pięć minut. Potem wraca życie i mówi sprawdzam.
Jakoś będzie-to mój plan na wszystko. Na rachunki. Na relacje. Na własną głowę, która czasem robi maraton czarnych scenariuszy. Profesjonalne podejście. Zero konkretów. Sama nadzieja na kredyt.
A mam już dość pojawia się zawsze wieczorem. Cicho. Bez dramy. Siada obok i mówi no ile można. I ma rację. Niestety.
Najlepsze jest to, że w ciągu jednego dnia potrafię przejść od dam radę do niech mnie ktoś wyloguje z tego życia. Emocjonalny rollercoaster bez pasów bezpieczeństwa. Polecam nikomu.
Ludzie mówią myśl pozytywnie. Jasne. Już myślę. Pozytywnie o śnie i o tym żeby nikt nic ode mnie nie chciał przez tydzień.
A jutro znowu wstanę i znowu powiem jakoś będzie. Bo co innego mam powiedzieć. Plan idealny. Stabilność level ekspert.
Życie między nadzieją a rezygnacją. Codzienny trening przetrwania. Bez medalu. Bez mety. Ale za to z doświadczeniem w udawaniu że wszystko jest ok.













