Wszystko jest już przygotowane do Twojego przyjazdu. Posiedzimy razem, wypijemy co nieco, uspokoisz się i odpoczniesz.
Ten dom... nie poszłam tam już. Perspektywa udania się tam i ujrzenia kolejnych zmian napawa mnie strachem. Oczywiście, to na pewno były przewidzenia. Chociaż... nie wiem. To zawsze Andrzej I Randolph pakowali się w dziwne sprawy, nie ja.
Podpytałam nieco u ludzi Apfelbauma na temat ewentualnej możliwości kupna domu. Dom nie należy do gminy, a do pewnego starszego mężczyzny, Ignacego Litwińskiego. Gość już dawno opuścił Karkosę, obecnie mieszka gdzieś w okolicy Poznania. Z tego, co udało mi się ustalić dom kupił jego ojciec, chcąc go wyremontować i w nim zamieszkać, jednak już na początku prac zdarzył się przykry wypadek, na skutek którego zmarł. Ponoć przy próbie otwarcia właznu na strych na Litwińskiego seniora spadła zawartość olbrzymiej walizy wypełnionej nożami. Sam Litwiński nigdy ponoć w domu nie był i bardzo chętnie go sprzeda. Jeśli chcemy dowiedzieć się więcej musisz już udać się tam osobiście.
Niepokoi mnie jeszce jedna sprawa. Przeglądałam kilka starych map i kronik miasta. Nie wiadomo dokładnie, kiedy dom powstał. Jest np: na mapie z 1800 roku, jednak w kronikach z 1820 widnieje, że znajdował się tam stary żydowski cmentarz. Najdawniejsza mapa, do której dotarłam jest z roku 1670. I oczywiście dom tam widnieje. Ale już na kolejnej, niewiele starszej znajduje się tam kościół. Nie mam pojęcia, czy to jakieś błędy, czy tak często były tam przebudowy. To nieco przerażające, ale może i nieco intrygujące?
Co do sprawy samych ludzi w mieście, poprosiłam o pomoc pewnego znajomego Andrzeja, niejakiego Franciszka Messera. Być może go kojarzysz, gdyż zdaje się, że robił jakieś interesy z Randolphem. Messer ma „kontakty” więc obiecał dowiedzieć się paru rzeczy na temat, jak to nazwał, grupy trzymającej władzę i poinformować nas o tym.
Nie przesadzaj z tą starą panną. Jesteś wciąż młoda i ciągnie się za Tobą sznur adoratorów. To tylko kwestia czasu i Twojej wybredności. A i Randolph w końcu wróci. Nie masz się co martwić, znasz go najlepiej i wiesz, że prędzej piekło zamarznie, niż on nie wróciłby do swojej ukochanej siostry. Prędzej czy później, ale wróci. Obaj wrócą. Dzwoniłam do lekarza. Twierdził, że muszą zwiększyć Andrzejowi dawkę leków. Że nie wie, ile to potrwa.
Mała jakoś sobie radzi. Stara się bawić, maluje, zaczyna czytać, jak to dziecko w tym wieku. Tylko czasem widzę, jak markotnieje. Tęskni.
I jeszcze te sny. Może nie powinnam pisać o takich głupotach. Ale tylko Tobie mogę się wyżalić. Dziwny koszmar. Mężczyzna siedzący na tronie zbudowanym z kości i czaszek. Nie widzę jego twarzy, jest w cieniu. Nic nie mówi, tylko wyciąga obie ręce w moją stronę. Trzyma dwie czaszki. Obie z dziurami w głowie, jakby po kuli. Męczy mnie to już od dwóch tygodni.
Całuję
Ewelina C.