Wczoraj doszłam do wniosku, że porządne studio fotograficzne będę miała dopiero, gdy założę własne. Same studia w większości są w porządku, biorąc pod uwagę samo miejsce. Problemem są właściciele, przynajmniej w tych tańszych studiach. Właściciele zwykle mają nastawienie, jakby wpuszczali intruza na swoje terytorium. Rozbrajają mnie właściciele, którzy widać, że są wkurzeni o to, że przestawiło się lampy, czy zdjęło lustro ze ściany. Po co wynajmują studio, skoro nie chcą żeby cokolwiek w nim ruszać. Raz wręcz spotkałam się z facetem, który wynajmując studio poinstruował mnie, że mam już ustawione lampy, muszę tylko ustawić takie i takie parametry w aparacie. No ręce opadają, po pierwsze kto robi zdjęcia na jednych i tych samych zawsze ustawieniach, a po za tym nawet nie zapytałam o pomoc (bo jej nie potrzebowałam), a musiałam wysłuchać instruktażu, bo pan nie dał sobie wytłumaczyć, że znam się na tym. Nie wiem czy musiał się pochwalić swoją wiedzą, czy wyszedł z założenia, że na pewno się nie znam skoro jestem kobietą. Wczoraj za to koleś widać było, że od początku traktuje mnie jak intruza i był nieskory do współpracy i dogadania się, wyjątkowo niesympatyczny. Pod koniec okazało się, że on nie bardzo ma jak wystawić fakturę, bo od 2 miesięcy ma zawieszoną działalność. Po co oferuje wynajem studia skoro ma zawieszoną działalność, bo za małe zyski mu przynosi działalność. Ewentualnie może załatwić, że kolega wystawi fakturę, ale doliczy wtedy dodatkowe 23% vatu. No i teraz w rezultacie ja za niego muszę zapłacić podatek, bo nie mogę sobie odliczyć kosztów. Wiem, że w naszym kraju jest wysoki zus i podatki, ale albo się człowiek decyduje prowadzić działalność i musi się z tym pogodzić, albo niech się na to nie decyduje. Podatki i zus i tak są nieuniknione...















