PIT wesprze czytających
Jest szansa, że Polacy odliczą od dochodu część wydatków ponoszonych w księgarni. Nawet kilkaset złotych – pisze czwartkowa Rzeczpospolita.
View On WordPress
seen from United States
seen from United States
seen from Yemen

seen from United Kingdom

seen from United States
seen from China
seen from Uruguay

seen from United Kingdom

seen from United States
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from Mexico

seen from Türkiye

seen from Russia
PIT wesprze czytających
Jest szansa, że Polacy odliczą od dochodu część wydatków ponoszonych w księgarni. Nawet kilkaset złotych – pisze czwartkowa Rzeczpospolita.
View On WordPress
Powakacyjny szok
28 sierpnia 2015 Powakacyjny szok We wtorek wróciliśmy z wakacji, dzisiaj jest piątek, a ja jeszcze organizuję sobie pracę. To się nazywa powakacyjny szok. Mam nadzieję, że do jutra już dojdę do siebie i organizacja pracy domu będzie już przebiegała bez zakłóceń. Ale szok szokiem, a dom po powrocie trzeba prowadzić. We wtorek zrobiłem niewielkie zakupy w naszym osiedlowym sklepie – jogurty,…
View On WordPress
Azjatycki akcent
Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność rozmowy z właścicielem i menedżerem (teraz wiem, że te dwie funkcje nie powinny się przenikać) księgarniokawiarni Akcent. Człowiek ów napadł na mnie za tekst, który jakiś czas temu zamieściłem na jednym z białostockich portali, zarzucając mi stronniczość, niemetodologiczność, służenie grupom interesu i takie tam inne bzdury. Facet, który sprzedaje książki nie wie, na czym polega felieton... Rozmowa utwierdziła mnie w najgorszych przypuszczeniach: żyję w Azji, a Akcent jest najbardziej azjatycką księgarnią w jakiej byłem. Nie kupujcie tam książek, nie jedzcie tam niczego, bo łatwo o zatrucie. A książki kupujcie w selkar.pl. Tanio, miło i europejsko.
Przypominam ten tekst, bo portal zbankrutował.
Jak to strasznie zabrzmi, ale "za moich czasów" było to miejsce kultowe. Księgarnia "Akcent", mieszcząca się vis a vis równie kultowego skwerku przy rynku Kościuszki (kto go jeszcze pamięta) w ramach centralnego planowania przestrzeni miejskiej według wizji planistów i urbanistów została od jakiegoś czasu przebranżowiona w klubokawiarnię. Prikaz był jasny: poza książkami musicie sprzedawać kawę i piwo, inaczej koniec. W taki oto sposób dokonano zbrodni na tym dotychczas miłym i przytulnym miejscu, gdzie po maturze chodziliśmy oglądać książki.
Właściciele "Akcentu" wyraźnie źle się czują jako restauratorzy i gołym okiem widoczne jest ich powołanie do sprzedawania czasopism i książek. Byli i są w tym mistrzami. Potrafią zamówić dowolną pozycję w ciągu kilku dni, jeśli nie ma jej akurat na stanie. Łatwo się zorientować, że dużo czytają - od nieporadnych "asystentów" z Empiku dzielą ich lata świetlne. Cóż, skoro po przekształceniu księgarni i kawiarnię miejsca na książki jest z konieczności mniej, a miejsce z regałami i stołami zastąpił bar i kawiarniane stoliki.
Gdyby chociaż przy tych stolikach ktoś te książki czytał, gdyby chociaż funkcja restauracyjna z księgarską przenikały się nawzajem, wówczas mógłbym powiedzieć - dobrze się stało. Są przecież przykłady miejsc, gdzie taki pomysł funkcjonuje całkiem dobrze. Do "Akcentu" jest "albo albo". Albo przychodzisz po książkę, albo na piwo. W dodatku układ stolików jest tak nieszczęśliwy, że wielbiciel dajmy na to polskiej literatury współczesnej ma utrudniony dostęp do półki z tą że, bo drogę zagradzają mu owe przeklęte stoliki, przy których i tak na ogół nikt nie siedzi.
No właśnie. Niska frekwencja jest kolejną cechą charakterystyczną "Akcentu" po jego transformacji. Pomimo, że kawa jest niezła, jedzenie poprawne, muzyka nienachalna, a obsługa przynajmniej się stara, knajpa świeci na ogół pustkami. Jej absolutnie genialne położenie na mapie miasta skazywać ją powinno na frekwencyjny sukces. A tu - klapa na całego.
Jeśli już ktoś tam wstępuje, to - tacy jak ja - starcy po trzydziestce, albo i jeszcze starsi. Sterylny wystrój lokalu, brak bezpłatnego internetu oraz absolutnie zerowa "przytulność" tego miejsca zniechęcają do odwiedzin licealistów i studentów (a przecież rynek i okoliczny Uniwersytet powinny temu sprzyjać). I jak tu się dziwić, że młodzież nie czyta książek, skoro zachęca się ją do robienia tego w takich warunkach?
Do tego wszystkiego dochodzi sporadyczność imprez, szczególnie o charakterze literackim. Byłem tam co prawda niedawno na promocji nowej książki Dariusza Kiełczewskiego i proszę sobie wyobrazić, że pomimo zaawansowanego już wieku miałem wrażenie, że jestem najmłodszy na sali…
"Akcentowi" wyraźnie brakuje "akcentu", charakteru, wyrazistości, oswajania czytelnika z książką i zachęty do czytania. Cóż z tego, że mają tam dobrą kawę, znają się na literaturze, dają zniżkę na zakupy (obawiam się, że już niedługo) i mają piękny widok z okna. To miejsce nie żyje, nie oddycha słowem pisanym, nie pachnie kawą, nie przyciąga do siebie.