Szmata
Szmata Tomasza Łapińskiego to kolejny przykład tego, że nie należy oceniać książki po okładce (w tym przypadku metaforycznie oraz jak najbardziej dosłownie). Nie bawiąc się w budowanie napięcia, dodam, że to przede wszystkim kawał solidnej literatury, a po szczegóły zapraszam do dalszej części tekstu.
Gdy sportowcy (w trakcie czy też po zakończeniu kariery) biorą się za pisanie, to prawie zawsze otrzymujemy książkę autobiograficzną, zazwyczaj tworzoną przy wsparciu ghostwrittera, a ilość tworzonej tego rodzaju literatury jest odwrotnie proporcjonalna do jej jakości. Dlatego gdy pierwszy raz usłyszałem o Szmacie, daleki byłem od entuzjazmu, ale na szczęście dla swoich doznań czytelniczych postanowiłem jednak dać tej książce szansę. Pierwszym, co zwróciło moją uwagę (oprócz mało zachęcającej okładki), było to, że publikacja nie jest biografią, lecz powieścią rozgrywającą się w środowisku piłkarzy, a zatem jakieś konotacje z biografią zawodnika kojarzonego najbardziej z Widzewem Łódź jednak występują. Przede wszystkim o sukcesie Szmaty decyduje (oprócz tematyki, bo to jak wiadomo rzecz gustu) wciągająca i niesztampowa historia. Celowo nie piszę nic więcej o fabule, by nie zepsuć potencjalnym czytelnikom przyjemności z samodzielnego jej odkrywania (bardziej niecierpliwi i tak mogą sięgnąć po okładkowy blurb).
Tomasz Łapiński snuje opowieść na bazie tego, co sam przeżył, i to się czuje – pasja oraz znajomość realiów są zdecydowanymi atutami tej historii. Oczywiście nadal mamy do czynienia z fikcją literacką, a nie reportażem. Główny bohater mający pewne cechy autora nie jest jego alter ego, zaś same wydarzenia są podkręconą dla potrzeb powieści interpretacją rzeczywistych zdarzeń, o których Łapiński słyszał lub których był świadkiem i których zapewne nie mógłby opisać wprost w swojej ewentualnej biografii. Jeśli chodzi o kreowanie postaci, to Łapiński ma dobrą rękę do tworzenia charakterystycznych, wyrazistych, a przy tym nieprzesadzonych bohaterów, których można nie lubić, ale których trudno wyrzucić z głowy. Lista zalet Szmaty byłaby jednak niepełna bez wspomnienia o warstwie psychologicznej książki – reprezentowanej w znacznej mierze przez moralne rozterki głównego bohatera – przekształcającej prostą historię o przekrętach w typie Gangu Olsena w moralitet o wierności zasadom, dążeniu do sukcesu za wszelką cenę i konsekwencjach dokonywanych wyborów.
Choć po Szmacie Łapińskiego nie spodziewałem się niczego szczególnego, okazała się ona przystępnie napisaną i łatwą w odbiorze powieścią rozrywkową z niegłupim przesłaniem. Ze względu na uniwersalność podejmowanych w niej tematów powinna ona zainteresować nie tylko fanów piłki nożnej i miłośników literatury sportowej.
Autor: Michał Pawełczyk
Korekta: Justyna Gierłowska
















