Wokół procesji (przez lata)
Po ubiegłorocznej przerwie w uczestnictwie w tej (foto)procesji, tym razem planowałem być. Planowałem obecność, ale nie planowałem żadnych konkretnych zdjęć. Szczerze, to gańba, że po tylu latach odwiedzin, wciąż nie potrafiłem ułożyć z tych wszystkich zdjęć jakiegoś zwięzłego zestawu, wstyd. Zawsze zakładałem jedno - skupić się na tym, co się dzieje poza właściwym przejściem procesji, co nie oznaczało, by na procesji nie robić zdjęć wcale. Ale ten schemat dominował przez lata i wciąż ma priorytet.
Jeśli chodzi o dzisiejsze przejście procesji, to miałem wrażenie (i nie tylko ja) obecności w cyrku, tu znowu nasuwa się analogia komedii “Kapuśniaczek” z Defunes’em. Szedłem w tym przemarszu, momentami popadając w totalne zdumienie, a nawet osłupienie. Śmiałość fotografujących i to wcale nie zawodowców - przegięła chyba wszystkie normy! Halo, czy może fotografów jest więcej od uczestników?! Natręctwo na maxa, że też uczestnicy spokojnie to wytrzymywali, to się dziwię. Brakowało tylko takich “zautomatyzowanych terminatorów” z zestawami kamerowo-fotograficznymi na specjalnych stelażach, jakich podobno czasem można spotkać na weselach, choć jedna pani ostentacyjnie niosła w uniesionej ręce dwa aparaty OMG! Szedłem i obserwowałem ten cyrk i miałem ochotę wejść za najbliższy winkel i oddalić się na dobre ze świeżą myślą w głowie: “że nigdy więcej”. Oczywiście nikt nikomu nie zakazuje przyjechać i fotografować, co roku do zesmolenia..., sam do takich należę i spotykam wielu tych samych znajomych także co roku... ale może by tak w sposób nieco mniej nachalny, a nie paradowanie krok w krok z uczestnikami - czyli po prostu non stop przyklejonym do targetu - wpierniczając się w kadr innym swoją postacią z aparatem. No nie mówcie mi, że ktoś napiernicza w ten sposób poklatkowego tajmlapsa, to nonsens. Ale co tam, idę twardo krok w krok mając wyj..ane na resztę. Tu mam na myśli sam przemarsz, nie postoje przy ołtarzach, gdzie normalne jest bliskie podchodzenie do uczestników i ich rekwizytów.
Czy więc przyjadę za rok? Może tak, może nie, może czas by był odwiedzić procesję w innym mieście? Ale skoro sama procesja nie jest dla mnie sprawą kluczową, to odpowiedź jakby wyłania się potwierdzająca ;) Czy zdjęciowo dziś nastąpił jakiś przełom, nie mnie to oceniać, choć subiektywnie widzę go zdecydowanie:)














