chapter eighteen (love language)
Anne zgrabnie zaparkowała na chodniku tuż przed bramą. Wyłączyła radio i delikatnie szturchnęła Michała ramieniem. - Wstajemy. - powiedziała cicho - Jesteśmy na miejscu. Mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i nie ruszył się. Anne uśmiechnęła się lekko i pocałowała go czule. Niemal od razu otworzył oczy i odwzajemnił pocałunek, kładąc dłoń na jej policzku. - Nie śpię. - szybko wysiadł z samochodu, zabrawszy torbę ze swoimi rzeczami. Dziewczyna zaśmiała się i wykonała to samo. - Dawno mnie tu nie było. - Bardzo, zaledwie ile…? Z dwa miesiące temu? - odpowiedział, obejmując ją. - E, halo, panie. - zabrała mu torbę - Tak się nie robi. Uniósł brew i wpatrywał się w nią. - E, halo, pani, to moje. - ruszył za nią. Mimo niskiego wzrostu i bagażu, Anne biegła całkiem sprawnie. Nagle poczuła brak ciężaru w rękach i nie zdążyła się odwrócić, dopiero po chwili zorientowała się, że Michał wziął ją na ręce. Mimowolnie oplotła ręce dookoła jego szyi, trzymając się mocno. - Puść mnie. - poprosiła, starając się ukryć śmiech - Kochanie, nie możesz tak robić. Nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem. Chcąc nie chcąc, zwróciła na nich uwagę kilku sąsiadów, którzy siedzieli na balkonach i w ogródkach. - Nie przesadzajmy, chodź. Zignorował zarówno jej prośbę jak i swoją kontuzję i przekroczył furtkę. Wszedł po dwóch schodkach i następnie do domu, do których drzwi otworzyła Anne za pomocą klucza. W salonie siedzieli rodzice Michała, z dumą przyglądający się poczynaniom ich młodszego syna. - Ślub był i przeniosłem cię przez próg domu. - zaśmiał się, stawiając Anne na podłodze. Kobieta otworzyła szerzej oczy, ale nie odezwała się. Anne przyciągnęła Michała do siebie i stanąwszy na palcach, delikatnie go pocałowała. - Witajcie. - Ewa weszła do przedpokoju. - Dzień dobry. Ewa przywitała gości, a Jarosław tuż za nią. - Zapraszamy, wchodźcie. - oznajmił Jarosław. - Wezmę rzeczy sprzed bramy. - Michał się zaśmiał. - Ciekawe, kto je tam zostawił, co? - Anne zaczęła się droczyć - Bardzo ciekawe. - Nie śmiej się, ja niosłem ciebie. Wyszedł z domu. Anne klasnęła w dłonie i ściągnęła buty, odstawiając je w odpowiednie miejsce. - Dawno mnie tu nie było. - rozejrzała się dookoła. - Oj tam, wcale nie tak dawno. Co tam u was słychać? - Ewa kontynuowała, wyjmując talerze z szafki - Dzwoniłam do Michała przedwczoraj, ale nie odebrał. - Ah, tak, byliśmy na meczu. Drzwi otworzyły się ponownie i Michał zostawił dwie torby na podłodze. - Już plotkujecie? Tak beze mnie? - zażartował, stając obok Anne. - Oczywiście, tyle rzeczy cię ominęło… - To… - zaczął Jarosław, włączając się do rozmowy - Czyj ślub był? Wasz? - Tato, to nic specjalnego, nie. - Michał nie mógł powstrzymać śmiechu - Przed meczem chłopaki zaczęli wariować i Leon robił za księdza. Jarosław położył dłoń na sercu i odetchnął z ulgą. Ewa zaśmiała się cicho. - Pomogę pani. - Anne zniknęła za półściankiem. Ewa wzbraniała się na początku, lecz po chwili ugięła się pod prośbami dziewczyny. - Nie, tato, to nie był oficjalny ślub, ani nic z tych rzeczy. W szatni się wygłupiali. Nic specjalnie nowego. - Dobrze, bo już myślałem, że tajemniczy ślub i nie zostałem zaproszony. - Jarosław zaśmiał się - Dobrze, dobrze. - Chodźcie do stołu, bo wystygnie. - Ewa postawiła naczynie żaroodporne na podstawce. - Idziemy.















