Dziś po raz pierwszy stworzyłam teorię spiskową.*
Oto ona:
Medycyna co prawda ma wiele osiągnięć, ale firmy farmaceutyczne ukrywają przed nami bardzo wiele rzeczy, lekarze są niedouczeni… a tymczasem wszelkie choroby związane z problemami żołądka i jelit można wyleczyć dzięki spożywaniu codziennie niebieskich bananów! Oficjalnie się o tym nie mówi oczywiście. Mało kto w ogóle wie, że pierwotnie wszystkie banany były niebieskie. Wmawia się nam, że na początku są zielone, potem żółte, a w ostatniej fazie brązowe. Ale dla naszych braci Lechitów niebieskie banany były podstawowym pożywieniem, dzięki któremu byli zdrowymi Słowianami i dożywali setki. Garstka Żydów rządząca naszym światem nigdy nie dopuści do tego, by niebieskie banany pojawiły się na półkach sklepowych ani w ogóle w szerokiej świadomości konsumentów (podobnie zresztą ignoruje się istnienie niebieskich migdałów…), ale my jesteśmy otwarci na prawdę, na myślenie pozasystemowe. Bądźmy razem. GRPONB (Grupa Ratowania Pamięci O Niebieskich Bananach)
***
Tak silne (jak powyżej) odcięcie się od systemowo złożonego świata (pełnego ekspertów- brr!) mogłoby się wydarzyć chyba tylko u Maxa Kolonko na kanale MaxTV (bo przecież nie w oficjalnej telewizji uplątanej w zbyt wiele zależności politycznych, ekonomicznych i innych).
Zatem jestem dziś bricoleur! Lévi-Strauss tak określił rozumującego w sposób mityczny „majsterkowicza”, MacGyvera, który potrafi wykonać bardzo wiele rzeczy/zadań, korzystając po prostu z tego, co akurat ma pod ręką…
Czy muszę pisać, że miałam pod ręką niebieską farbę? Czy wszystko zepsuję?
Jestem dziś dowodem na to, że mit gnostycki jest żywy (cały świat jest nieprzyjemnym złudzeniem, za którym stoi paru manipulatorów). Potwierdzam też dziś, że myślenie utopijne nie umarło (utopie się jeszcze nie skompromitowały). I kultura konspiracyjna ma się jak najlepiej. Pseudonauka również. Jordanie Maxwellu, Jerzy Ziębo, łączmy się! Patrzcie na moje banany! Władcy tego świata ani żadni w ogóle reptilianie i inne jaszczury nie przeszkodzą mi w mówieniu o moich niebieskich bananach...
Jestem dziś również w swojej roli dowodem na to, że bardzo pragniemy uporządkowanego, harmonijnego i prostego świata, że bardzo jesteśmy rozczarowani kapitalistyczną rzeczywistością i że nie potrafimy się zgodzić na to, że (złożone) życie jest również podporządkowane przypadkowi… W kontekście zjawiska, o którym piszę, to nie są wcale banały. Wisi nad nami „groźba bezsensu”**.
I niezależnie od tego, co złego się dzieje, co zaburza nasze wyobrażenie o spójnym, prostym świecie, przychodzą nam na ratunek teorie spiskowe... Bo dają nam poczucie kontroli i bezpieczeństwa. A gdy w głowie otworzy się “zapadka” na nie, to zmieści się tam już wszystko…
Jestem również (jako założycielka Grupy Ratowania Pamięci o Niebieskich Bananach) dowodem na to, że filozofia powinna być przedmiotem na każdym etapie nauczania we wszystkich szkołach. Bo dzięki niej potrafimy myśleć... Oddzielać mity od nie-mitów...
Karl Popper nazywa teorie spiskowe produktem błędnego rozumowania („niewywrotne rozumowanie”: im bardziej czegos nie widac, tym bardziej to jest). Twierdzi, że w myśleniu spiskowym wiele przekonań przyjmuje się z góry, raczej w odruchu emocjonalnym. Pozornie wygląda to racjonalnie, a jednak brak dowodów, by to zweryfikować - stąd uwodzicielski urok teorii spiskowych…
Twórcy teorii spiskowych nie widzą wyobcowania, z którego się wzięli. Nie mają również świadomości swoich ograniczeń. Nie interesują ich konsekwencje swoich teorii. Nie widzą, że są amatorami. To, co systemowe i złożone, jest z góry wrogiem. To, co łatwe, jest atrakcyjniejsze a zarazem dostępne dla większości społeczeństwa. Przecież fascynujące, przewrotne i proste wyjaśnienia są bardziej spektakularne niż wzory, nudne, skomplikowane teorie, tabelki, niezrozumiałe pojęcia.
Poza tym JEST NAJGORZEJ, bo nauka jest żywym organizmem, ciągle coś rewiduje, poprawia, zmienia… Jak sie oprzeć na czymś tak niestałym!? Lepiej posłuchać guru. Pseudonauka twierdzi, że „ktoś, kto nie wie na pewno, z pewnością się myli”...
Wyznawcy teorii spiskowych wybierają to, co są w stanie zrozumieć, a nie to, do czego przekonują ich eksperci. By złagodzić rozdźwięk (”dlaczego rozum podpowiada mi co innego niż naukowcy?”), koncentrują się na tym, że eksperci nie są obiektywni, ani obojętni. Na pewno mają swój interes w głoszeniu swoich „prawd”...
Trochę teraz tu oszukuję, bo jako bricoleur od niebieskich bananów nie widziałabym przecież „swojej teorii”, tylko po prostu bym w nią wierzyła. Patrzące oko nie widzi siebie samego… Nadrabiam jednak anegdotyczną narracją tak charakterystyczną dla twórców teorii spiskowych gardzących naukowymi, teoretycznymi wykładami. Przecież nauka jest przereklamowana...
***
Ja wiem, że myślenie mityczne jest nam bardzo potrzebne (to wątek na inną opowieść). Kochamy legendy, opowieści o herosach i baśnie (Tadeuszu Nowaku, znowu Cię przywołuję!). Ja wiem, że Mickiewicz napisał: „Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko.” Ale błagam, nie zwalajmy teraz na Adama.
___________________________________________________________________
*Miałam potrzebę zmierzyć się z tym tematem, zrozumieć mechanizm i wyznawców teorii spiskowych, których mam w swoim otoczeniu. Wszystkim polecam bloga Marcina Napiórkowskiego, semiotyka kultury, który zmotywował mnie i zainspirował do napisania tego tekstu. UWAŻAJ, W CO WIERZYSZ!
/ przy okazji polecam też ten tekst Jacka Dobrowolskiego.
**Zob. A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2010.

















