Więc on się od razu nie nadawał do mówienia, bo nie umiał krzyczeć. Nie nadawał się też na bohatera, bo nie było w nim patosu. Cóż to za prawdziwy pech. Ten jedyny, który przeżył, nie nadawał się na bohatera.
Hanna Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem"

seen from United States

seen from Singapore
seen from Singapore

seen from United States
seen from China
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from China
seen from Malaysia
seen from Germany

seen from Maldives

seen from China
seen from Germany
seen from Maldives

seen from Maldives
seen from Malaysia
seen from South Korea
seen from Germany
seen from China
Więc on się od razu nie nadawał do mówienia, bo nie umiał krzyczeć. Nie nadawał się też na bohatera, bo nie było w nim patosu. Cóż to za prawdziwy pech. Ten jedyny, który przeżył, nie nadawał się na bohatera.
Hanna Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem"
Bohaterami nie zawsze są ci, którzy zwyciężają. Czasami są nimi ci, którzy przegrywają, ale nie poddają się i nadal walczą. To właśnie czyni ich bohaterami.
Pani Noc
Gasp-
How would the real Hero and Mute react to Bohater and Malie??? :0
Ahem- again, this is probably in the oc neighborhood of @ivyprism so yea- sorry JAJSJA
-------
—Come on Mute! We are late already! —A tired sigh came from the mouth of the girl while waiting outside, first having to wake up early and now having to stay outdoors with that sun in her face?? Yeah, no.
Before the door could open itself something got her attention, another house with already some things outside, looks like today start the moving for that new people.
—Oh, you're finally here, come on, we need to hurry or the cafe is going to close. —The girl nod at her until seeing the new house, her eyes light up and rushing to their house she went for the sweets and the letter.
Only Hero stay there, cursing in her mind because, they're were REALLY late and the world is hating them.
When finally the girl came with the things, without thinking she pull out Hero going to the house that slowly was looking really good.
-Knock, knock.
When the door open itself, the girls could see each others.. it was a mirror? No, it wasn't. They look similar but at the same time they don't.
"Do ya need something?"
The big girl behind started to talk while smoking a cigar letting the smoke of it coming out of her mouth.
—Uh.. We.. We came to give you something for being new to the neighborhood. —Mute hand them the box with the letter on it, without a reason Mute was a little nervous with them, probably because of the smoke of that cigar.
"Mute.. and.. Hero.. huh?"
The both of the girls nod at that question to only hear the smoking girl laugh even with that heavy smoke.
"Name's Bohater, nice mettin' ya."
"Im Malie..."
Mute was surprise at hearing the other girl talk without a problem but.. that was a scar in her neck? That got more questions to her.
—We didn't want to interrumpt your moving, we leave now! —With nervous she take Mute's hand to leave them going to the cafe as the first plan.
"They look.. like us."
"Heh, yes, they do."
A giggle from the smoking girl was the last thing that could be heard when the quiet girl close the door.
This is going to be interesting...~
---------
It came more short than I thought :(
Kiedy skręcasz w inną drogę, nie jesteś już tą samą osobą. Idąc na zachód, jesteś kimś innym niż wtedy, kiedy szedłeś na południe. Nie jest jednak tak, że ta zmiana następuje natychmiast; ot, pstrykniesz palcem i nagle z tchórza robi się bohater. Zmiana, przejście jednej osoby w drugą następuje wtedy, kiedy bierzesz zakręt. Kiedy już nie idziesz na południe, ale jeszcze nie wędrujesz na zachód. Ten czas przenikania jest czasem niepewnym, płynnym; czasem, kiedy wszystko skupia się w jednym miejscu, miesza i jest zaledwie potencją. Wtedy jeszcze można zawrócić, można też pójść na wschód, gdyby to okazało się konieczne.
Ewa Siarkiewicz “Kuźnia na rozdrożu”
Rok temu w szkole organizowano wydarzenie polegające na robieniu kartek świątecznych dla powstańców. Postanowiłam, że wezmę w tym wydarzeniu udział. Mogliśmy wybrać dowolną liczbę osób, którym chcemy napisać karteczki. Ja wybrałam jak najwięcej osób z listy. Postarałam się, żeby wyglądały ładnie, sama je dekorowałam i byłam dymna z tego co udało mi się na nich stworzyć. W środku każda z osób miała inny wpis o innej treści, starałam się dać w tekstach jak najwięcej emocji, wdzięczności i szacunku. Dzisiaj otrzymałam odpowiedź od jednego z powstańców, gdzie napisał słowa, które mnie uszczęśliwiły "Dziękuję za przysłane życzenia. Bardzo mnie wzruszyły i ucieszyły (...)". Nie spodziewałam się, że ktokolwiek odpowie na owe karteczki, w dodatku zrobiło mi się ciepło na tak dawno martwym serduszku, że spowodowałam u kogoś radość i wzruszenie tak prostymi, oczywistymi słowami, które się im tak bardzo należą. Oby pamięć o powstańcach nigdy nie zginęła, bo to są nasi bohaterowie.
~ Hotoke 08.12.2020
Ps. Z tego co wiem każdy z nas ma możliwość wzięcia udziału w robieniu karteczk, ale nie jestem pewna musielibyście poszukać w Internecie.
Początek
Przechodziłem przez długą i ciemną jaskinie, zastanawiając się jak się tu znalazłem. Wszystko wydawało się takie nieprawdopodobne, a za razem realne. Szedłem wciąż przed siebie nie widząc wyjścia. Po paru minutach znalazłem się na rozstaju dróg. Przede mną znajdowały się dwa kolejne przejścia. Nad wejściem z lewej strony znajdował się księżyc, natomiast nad wejściem z prawej wyryte było słońce. Zastanawiałem się która drogę wybrać, która doprowadzi mnie do wyjścia. Uznałem że zadecyduje los i rzuciłem monetą. Jeżeli wypadnie orzeł idę w lewo, jeśli jednak wypadnie reszka idę w prawo. Moneta obróciła się w locie kilka razy, po czym zaczęła spadać. Los zdecydował i wszedłem w przejście z wyrytym nad nim słońcem. Czy była to dobra decyzja? W tym momencie jeszcze tego nie wiedziałem, szedlem z myślą że w każdej chwili mogę zawrócić i wybrać drugie przejście.
Była to kolejna niekończąca się ciemna jaskinia, w momencie w którym chciałem juz zawrócić w dali zauważyłem światło. Nie było ono bardzo jasne, jednak wystarczające by oświetlić końcową część jaskini.
Dotarłem do komnaty, która oświetlona była do okoła pochodniami, a na samym jej środku znajdował się kamienny stół. Wszystko było bardzo dziwne, jednak najbardziej zdziwił mnie brak wyjścia. Nie było żadnego przejścia dalej, ani wyjścia na zewnątrz. Był to koniec drogi - ślepy zaułek.
Rozglądałem się po komnacie w poszukiwaniu jakiegoś ukrytego przejścia, czy szczeliny jednak nic takiego nie znalazłem. Podszedłem do kamiennego stołu by bliżej mu się przyjrzeć i dopiero w tym momencie zauważyłem co się na nim znajduje. Na samym jego środku, ułożone w krąg leżało siedem nie wielkich, różnokolorowych kamieni. Wszystkie miały ten sam kształt i na oko różniły się jedynie kolorami. Bez zastanowienia podniosłem kamień o czerwonej barwie. W momencie w którym chwyciłem go w rękę, poczułem przeszywający mnie od góry do dołu dreszcz. Po chwili zaczęło kręcić mi się w głowie i przed oczami obraz zaczął się ściemniać. Próbowałem to opanować, jednak nie byłem w stanie i po chwili runąłem na ziemię. Zemdlałem.
Zerwałem się tak szybko jak tylko otworzyłem oczy. Rozglądnąłem się do okoła i ku mojemu zdziwieniu byłem w swoim łóżku.
- To był tylko sen - powiedziałem do siebie, po czym sięgnąłem po stojąca na stole butelkę wody.
Dopiero w tym momencie dotarło do mnie, że to nie mógł być zwykły sen. Na stole tuż obok butelki wody, leżał czerwony kamień. Ten sam który chwyciłem w dziwnej jaskini....
Ciąg dalszy nastąpi...
Zmienić osobę chorującą na depresję w szczerze szczęśliwą i kochającą życie osobę to jak zmienienie przestępcę w bohatera
Da się ale potrzeba czasu i cierpliwości.